Już wkrótce na ekrany kin trafi "Projekt Hail Mary". Wielkie widowisko z Ryanem Goslingiem w roli głównej wiele obiecuje - w tym wyjątkowe wrażenia wizualne. Twórcy filmu podzielili się ze światem dość imponującą informacją na temat tego, jak starali się je zapewnić.

"Epicko" to chyba najwłaściwsze słowo, odpowiadające na pytanie o to, jak zapowiada się "Projekt Hail Mary". Ponad 2,5-godzinny metraż, budżet wynoszący ok. 200 mln dolarów, tematyka międzygalaktycznej przyjaźni w celu ocalenia świata przed zagładą - to zestaw na znakomity i emocjonujący blockbuster. Już wkrótce przekonamy się, czy film Phila Lorda i Christophera Millera ma zadatki na ten tytuł. Dotychczasowe głosy wskazują, że jak najbardziej.
Twórcy Projektu Hail Mary unikali greenscreenu. Ujawniają kulisy pracy
Głównym bohaterem filmu jest Ryland Grace (Ryan Gosling) - pracujący w szkole naukowiec, który zostaje wybrany do ryzykownej misji. W jej ramach musi wyruszyć w kosmos i zbadać jedną z gwiazd. Problem robi się, gdy Grace po długim czasie budzi się na pokładzie statku nie pamiętając okoliczności, w których się znalazł. Gdy przypomina sobie o swoim zadaniu, zawiera przyjaźń z tajemniczą istotą, z którą łączy ją cel uratowania swojego świata.
Film jest oparty na bestsellerowej powieści Andy'ego Weira o tym samym tytule. Za jego wyreżyserowanie wzięli się Phil Lord i Christopher Miller, którzy wcześniej współtworzyli m.in. "22 Jump Street" czy "Spider-Man: Uniwersum". Ich nowa produkcja od początku robiła gigantyczne wrażenie już na poziomie zwiastunów. Te zapowiadały dopieszczone wizualnie, niezwykłe wręcz dla oka kino osadzone w kosmicznej rzeczywistości. Oczekiwania tylko wzmacniał fakt, że za operatorkę w tym filmie odpowiada mistrz w swoim fachu, Greig Fraser ("Diuna: Część druga", "Batman"). Lord i Miller rozmawiali z ComicBook i ujawnili, co stoi za tą techniczną perfekcją, jaką zdaje się zapowiadać "Projekt Hail Mary". Lord zwrócił uwagę, że w filmie w ogóle nie użyto greenscreenu:
To, co jest fajne w tym filmie, to brak greenscreenu. Nie użyto ani jednego greenscreenu ani bluescreenu. Cały statek został zbudowany jako plan zdjęciowy od wewnątrz. Mieliśmy ogromny fragment zewnętrznej części statku, który zbudowaliśmy na zewnątrz. [Rocky] był z nami cały czas.
Miller dodał:
To właśnie sprawia, że wydaje się to realistyczne i naturalne. A sposób, w jaki zespół [Greiga Frasera] oświetlił plan wieloma praktycznymi efektami, pozwolił mu swobodnie poruszać kamerą i znajdować odpowiednie momenty.
Twórcy zaznaczyli przy tym, że brak greenscreenu nie oznacza braku efektów cyfrowych. Chcieli jednak skupić się na tym, by słynny zielony ekran nie został użyty, a "Projekt Hail Mary" był dziełem efektów praktycznych oraz cyfrowych.
Kiedy Ryan [Gosling] jest na zewnątrz, na kadłubie statku, sfilmowaliśmy go na czarnym tle, aby pokazać przestrzeń, oraz na tle zmieniającego się odcienia, gdy stał na tle zorzy polarnej, co pozwoliło na uzyskanie bardziej realistycznego, interaktywnego oświetlenia niż zielony ekran. [...] Rocky to płynne połączenie lalkarstwa i animacji od Framestore.
Biorąc to wszystko pod uwagę, obietnice niezapomnianego widowiska zdają się być jak najbardziej na miejscu. Inwencja twórcza Lorda i Millera, wybitny talent aktorski Ryana Goslinga, kosmiczna odyseja poświęcona ratowaniu świata - to zestaw, który nie ma prawa się potknąć.
"Projekt Hail Mary" w kinach od 20 marca.
Czytaj więcej na Spider's Web:
- Panna młoda! to czyste szaleństwo. Właśnie po to płacę za kino
- Nowy film Bradleya Coopera nie dostanie Oscara, ale moje serce zdobył
- Filmy kostiumowe w klimacie Wichrowych wzgórz. TOP 10
- Kiedy Avengers: Doomsday trafi do kin? Widowisko warte czekania
- Cieszę się, że dałem temu sci-fi drugą szansę. Wreszcie się rozkręciło



















