„Odyseja” Christophera Nolana - jak każda adaptacja - zmodyfikuje oryginalną fabułę. Produkcja na długo przed swoją premierą ściągnęła na siebie krytykę za część odstępstw (dygresja: dolary przeciw fistaszkom, że 99 proc. malkontentów nie miało w ręku materiału źródłowego). Podsumujmy je.

Wizja „Odysei” Christophera Nolana drażni część odbiorców już na poziomie scenografii i kostiumów - przykładem może być niesławna zbroja Agamemnona. Krytyka dotycząca tej dość - na pierwszy rzut oka - nieciekawej, niezbyt kreatywnej i sterylnie-nowoczesnej wizji jest dla mnie względnie zrozumiała. To po prostu nie wygląda ani interesująco, ani adekwatnie. Jeśli zaś chodzi o zmiany fabularne - jestem ich względem znacznie bardziej wyrozumiały, choć, rzecz jasna, dopiero podczas seansu przekonam się, czy słusznie. Biorę też pod uwagę fakt, że epos Homera tak głęboko zakorzenił się we współczesnym motywie podróży bohatera, że nieumiejętne ingerowanie w niego może wydawać się wręcz świętokradztwem.
Jednocześnie „Odyseja” daje ogromne pole do interpretacji, a Nolan należy do tych bardziej kompetentnych twórców - gość (zazwyczaj) potrafi przecież opowiadać historie. Biorąc też pod uwagę jego rozległe badania nad historią dzieła, wprowadzane przez niego zmiany raczej nie są podyktowane brakiem szacunku względem oryginału. Wręcz przeciwnie - wyglądają raczej na próbę nadania tej historii takiej samej siły oddziaływania na współczesnych widzów, jaką wywarła ona na swoich pierwotnych odbiorców.
Sprawdźmy zatem, czy zapowiada się to tak źle, jak niektórzy twierdzą. Oto największe, a zarazem najciekawsze ujawnione dotychczas modyfikacje „Odysei” w filmie Nolana, wskazane przez serwis Movieweb.
Odyseja według Nolana: najciekawsze zmiany względem oryginału
Po pierwsze: pies Argos odegra tu ważniejszą rolę niż u Homera. W wywiadzie dla magazynu „Time” reżyser przyznał, że znacząco rozbudował rolę wiernego zwierzęcia, czyniąc z niego pełnoprawną postać drugoplanową. To dość sposób na uwspółcześnienie eposu i sprawienie, by widzowie mogli jeszcze mocniej utożsamić się z podróżą Odyseusza. Właściciele czworonogów wiedzą, jak przykra potrafi być nawet tygodniowa rozłąka. Trudno wyobrazić sobie, by trwała aż dwadzieścia lat (abstrahując już od faktu, że rzadko kiedy te zwierzęta żyją tak dług). Dlatego zamiast jednej sentymentalnej sceny, Argos dostanie więcej czasu ekranowego, by wiadoma sekwencja mogła wybrzmieć z większą mocą i poruszyć widza.
Po drugie: Odyseusz i jego syn, Telemach, spędzą razem więcej czasu. Nolan rozwinął relację ojca i syna, co bez wątpienia doda historii emocjonalnego ciężaru. W oryginalnym eposie bohaterowie spotykają się ponownie dopiero pod sam koniec opowieści. Film Nolana ma jednak powiedzieć coś więcej o więzach protagonisty z rodziną. Nie zdziwiłbym się, gdyby „Odyseja” operowała kilkoma liniami czasowymi, by lepiej ukazać tę (i nie tylko tę!) relację.
Dlaczego to może zadziałać? Zwiastun podpowiada, że Telemach zmaga się z ciężarem dorastania w cieniu ojca, co przy okazji wydaje się być dla niego siłą napędową. W mniej przemyślanej adaptacji jego motywacje zostałyby po prostu wyjaśnione dialogiem. Nolan jednak wie, że to za mało - w myśl zasady: „pokaż, nie mów”.
Trzy: ponowne spotkanie Menelaosa i Heleny nie podkreśli konsekwencje krwawych wydarzeń. W przeciwieństwie do starożytnego tekstu, który nie poświęcał zbyt wiele uwagi ponownemu spotkaniu tych dwojga, film Nolana mocno zaakcentuje traumatyczny charakter sytuacji. Biorąc pod uwagę fakt, że porwanie kobiety doprowadziło do wybuchu wieloletniej wojny trojańskiej, moment „odzyskania” żony nie oznacza happy endu - przeciwnie.
W przeszłości niektóre adaptacje uprzedmiotawiały Helenę, sprowadzając ją wyłącznie do funkcji fabularnego katalizatora wydarzeń. Tymczasem Nolan zdaje się oddawać bohaterce sprawczość, pokazując ją jako kobietę mierzącą się z konsekwencjami wojny.
Cztery: Kirke zostanie uczłowieczona i przestanie być jedynie archetypem. Kobieta tradycyjnie przedstawiana jest jako potężna czarodziejka, ale Nolan zdaje się prowadzić tę postać w bardziej realistycznym kierunku. W wywiadzie dla „Time” występ Samanthy Morton opisano jako „niepokojący, ale jednocześnie budzący współczucie”, co sugeruje bardziej ludzkie podejście do tej bohaterki.
No i na koniec: bogowie nie są tu postaciami. Zgadza się: być może największym odejściem od epopei Homera jest decyzja Nolana, by całkowicie zrezygnować z obecności bogów (przynajmniej w dosłownym, mitycznym znaczeniu tego słowa) jako bohaterów filmu (cóż, przy okazji „Troi” chyba nikomu to nie przeszkadzało). Choć przez jakiś czas to rozważał, ostatecznie skłonił się ku bardziej przyziemnemu podejściu do postaci i elementów nadnaturalnych. Dajmy na to: w starożytnej Grecji ludzie interpretowali grzmoty i błyskawice jako dowód istnienia bogów - i właśnie to Nolan chce oddać na ekranie.
Innymi słowy: film ma zanurzać widza w światopoglądzie epoki brązu, pozwalając naturze przejąć rolę ikonicznych postaci pokroju Posejdona. Nie będą one funkcjonować jako klasyczne, nadnaturalne postacie ingerujące w akcję, a zamiast tego ich obecność może być bardziej symboliczna, psychologiczna albo interpretacyjna.
Co nie oznacza, że na ekranie nie zobaczymy żadnych mitycznych elementów - pokazują je już zresztą zwiastuny.
ODYSEJA trafi do kin 17 lipca.



















