„Idy marcowe” to kolejne błyskotliwe kino z Goslingiem, ale zupełnie inne od tego, w czym grał poprzednio.

Evan Rachel Wood
Młoda, seksowna aktorka bezbłędnie gra w „Idach marcowych” ostrą i bezpruderyjną flirciarę. Dziewczyna okazuje się bardzo miłą odskocznią od ciągłego oglądania Goslinga, Clooneya i wiecznie zbolałej miny Hoffmana. Niestety, serce się kraje, kiedy widzimy kolejne kłody pod nogami Molly – coraz mniej figlarnej i coraz smutniejszej.
Dialogi
Bardzo podobały mi się dialogi – ostre, cięte i błyskotliwe! Film jest wart uwagi nawet tylko ze względu na nie. Prawie cała obsada to spora skarbnica z ciekawymi tekstami. Wiecie jak rozmawia wspomniana Molly z postacią zagraną przez Goslinga? Podpowiadam: „I really want to fuck you. That's kind of a slutty thing for me to say, huh?”.
Ryan Gosling
Gosling już swoimi poprzednimi rolami udowodnił, że nie brakuje mu charyzmy i umiejętności aktorskich. Wszystko to potwierdza rolą w „Idach marcowych”. Postaci nie brakuje jednak bardziej ludzkiego wymiaru, czego trochę zabrakło, ze względu na konwencję filmu, w „Drive”.
Fabuła
Za filmem stoi naprawdę dobra, ciekawa fabuła. Zaczyna się niewinnie, a z czasem dramaturgia i napięcie stopniowo wzrasta. Ale nie tylko to stanowi o jej sile. „Idy marcowe” bowiem pokazują, czym jest polityka – ze swymi kompromisami i maskami, a przede wszystkim całkowitym uzależnieniem od woli wyborców.
Hoffman, Clooney i Tomei
Hoffman, Clooney i Marisy Tomei są tu wielowymiarowi i niejednoznaczni, a przy tym gotowi na wszystko za cenę sukcesu. Troje tworzą wręcz popisowe kreacje.
Zabawa z polityką wciąga
Bawiłem się znakomicie oglądając „Idy marcowe”. Postacie, jak i fabuła wraz z dialogami to mały majstersztyk i na pewno Was oczarują. Nieczęsto dostajemy tak udany dramat i thriller polityczny – pozbawiony patosu i niebywale dopracowany we wszystkich swych aspektach.