W serwisie streamingowym CANAL+ zadebiutował „Kontyngent”, zeszłoroczny serial pochylający się nad okrucieństwami wojny w Bośni. To rzecz zdecydowanie warta obejrzenia, tym bardziej, że dotychczas trudno dostępna - nawet Szwedzi muszą się namęczyć, by jakoś do niej dotrzeć (na co - nie dziwota - narzekają w social mediach). Polecam zatem skorzystać z okazji i docenić CANAL+ za poszerzenie dystrybucji, bo ten tytuł bezwzględnie na nie zasługuje.

„Kontyngent” bazuje na prawdziwych wydarzeniach - inspiruje się przede wszystkim książką „A Half Year, an Entire Life” autorstwa Magnusa Ernströma. Opowiada o pierwszym szwedzkim batalionie sił pokojowych ONZ, który został wysłany do ogarniętej wojną Bośni na początku lat 90. Na przestrzeni sześciu epizodów prześledzimy losy czterech młodych żołnierzy - Forssa (Maxwell Cunningham), Babicia (Toni Prince), Stranda (Edvin Ryding) i Kilpinena (Erik Enge) - którzy pod dowództwem Andreassona (Johan Rheborg) trafiają w samo centrum konfliktu. Jak można przypuszczać, wystawi on na próbę ich wolę, moralność i, pisząc szerzej, człowieczeństwo.
W pilotażowym epizodzie szwedzkie oddziały przybywają do obozu w północnej Bośni. Forss i jego ekipa, zamiast działać w terenie, muszą zostać w bazie ONZ, by udrożnić kanalizację. Gdy wreszcie opuszczą obóz, trafią wprost pod ogień wroga.
Kontyngent - serial - pierwsze wrażenia
Myślę, że już teraz mogę z łatwością wymienić najmocniejsze komponenty „Kontyngentu” - cechy, które sprawiają, że jest to bez cienia wątpliwości seans wyjątkowy. Po pierwsze: tytuł znalazł doskonały balans w skali okrucieństwa. By oddać sprawiedliwość współczesnym historiom wojennym, należy z jednej strony podkreślić grozę konfliktu, a jednocześnie nie sprowadzić jej wyłącznie do festiwalu gore. Bardzo istotny jest ludzki wymiar; nadmiar sadyzmu może przytłoczyć i osłabić emocjonalną więź widza z bohaterami (a przy okazji sprowokować oskarżenia o tanią sensację czy estetyzowanie cierpienia), z kolei niedostatek okrucieństwa osłabi autentyzm i zredukuje siłę rażenia.
Ten serial odnalazł równowagę. Jest zarazem głęboko ludzki, wręcz humanistyczny, oraz niebywale wstrząsający. Nie łagodzi koszmaru wojny, ale doskonale rozumie, że sednem każdej poruszającej opowieści jest człowiek. Dlatego też jego kolejnym atutem jest sposób budowania perspektyw i nie ograniczenie się wyłącznie do jednej. „Kontyngent” to tytuł wrażliwy na los wszystkich uczestników konfliktu - w tym cywili uwięzionych w sercu wojennego chaosu.
Przy tym wszystkim nie osuwa się w odmęty pesymizmu czy nihilizmu. Przerażające sekwencje są przeplatane momentami pełnymi miłości, ciepła i nadziei. To wszystko przybliża serial do życia najbardziej, jak tylko się da - twórcom udało się nadać scenariuszowi autentyzm, emocjonalną prawdę i uczciwość. Bez żerowania, zgrywy, pozowania, melodramatyzowania.
Jednocześnie „Kontyngent” potrafi zbudować napięcie tak intensywne, że aż nieznośne. Czujemy pod skórą, że czeka nas jeszcze sporo przykrych obrazów; wiemy, że ta historia nie może skończyć się dobrze. A i tak nie możemy oderwać wzroku od ekranu, coraz głębiej angażując się w doświadczenia bohaterów. Tempo jest tu doskonałe - każda scena ma sens i uzasadnienie, rozwija fabułę i psychologię postaci, przy okazji doskonale odzwierciedlając poczucie permanentnego zagrożenia.
Pozwolę sobie zatem na kliszę: to nie serial dla ludzi o słabych nerwach. To wyjątkowy, bezkompromisowy, wybitnie zagrany dramat wojenny, o jakie współcześnie trudno. Warto go sprawdzić.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Netflix udostępnił stronę, która pokazuje, jak serwis wpłynął na twoje życie
- Polskie kino wraca do gry. Polacy na festiwalu w Cannes 2026
- W Love is Blind: Polska nie pokazano wszystkiego. Czuję się oszukana
- Westworld naprawdę wraca. Za sterami król science fiction?
- Gwiazda Breaking Bad w obsadzie 3. sezonu Fallouta. Zapowiada się grubo



















