REKLAMA

"Ktoś, gdzieś" pewnie przegapisz, a nie powinieneś. To piękna historia o odnajdywaniu siebie

"Ktoś, gdzieś" to dokładnie ten serial, którego potrzebujesz zimą. Ciepły, zabawny i mądry, nie bawi się w efekciarstwo, tylko powoli i spokojnie opowiada historię wychodzenia z żałoby i odnajdywania nie tyle nawet swojego miejsca w świecie, ile po prostu siebie. Nie tylko nastolatki mają problemy z dorastaniem, czasami mając 40-lat i stałą pracę, nadal nie bardzo wiadomo, co zrobić z życiem. "Ktoś, gdzieś" recenzja.

OCENA :
10/10
ktos gdzies hbo serial
REKLAMA

"Ktoś, gdzieś", nowy serial HBO, to kameralna historia 40-letniej kobiety, która musi mierzyć się z utratą siostry w małym miasteczku, w którym dorastała, ale do którego tak przejmująca nie pasuje - a przynajmniej tak jej się wydaje. Sam żyje na autopilocie - niby nic jej nie brakuje, ale życie wiedzie raczej siłą przyzwyczajenia i rozpędu. Ma mało angażującą pracę, sąsiada, któremu nigdy nawet nie rzuci "cześć" na powitanie i kanapę, na której sypia, bo tak się przyzwyczaiła. Kiedy jej siostra - Tricia (Mary Catherine Garrison) - wkurzona podczas kłótni pyta, co właściwie Sam robi ze swoim życiem - ta przypomina jej, że przyjechała do rodzinnego miasteczka opiekować się ich trzecią siostrą - Holly, bo nikt inny tego nie zrobił. Tylko że Holly już nie ma, zmarła, a Sam dryfuje w pustce wypełnionej po brzegi jej nieobecnością.

REKLAMA

Ktoś, gdzieś - recenzja

Potrzeba kogoś z zewnątrz - dawnego kolegi ze szkoły (choć może "kolega" to zbyt mocne słowo, chłopak był jednym z tych niewidzialnych dzieciaków i Sam go nawet nie kojarzy z danych lat), który do tej pory pamięta jej świetne występy, żeby powoli zaczęła się budzić z letargu. Joel (wspaniały Jeff Hiller) zaprasza ją na odbywające się w wynajmowanej przez kościół sali "próby chóru", które okazują się queerową imprezą z ponczem, sceną i wspaniale barwnym prowadzącym - Fredem Rococo (wyborny Murray Hill). Joel podstępem namawia zmiękczoną alkoholem Sam, żeby znów zaśpiewała przed publiką - pamięta, że kiedyś największe wrażenie robił na nim nie tyle głos kobiety, ale to, jak była szczęśliwa, korzystająca z niego. Sam śpiewa i tak zaczyna się jej powolne odzyskiwanie głosu. A jest to głos wspaniały.

I choć to Joel popycha Sam na drogę, która pozwoli jej odnaleźć siebie i wziąć we własne ręce stery swojego życia, to siła, która ja napędza, pochodzi z niej. Jej nowi, barwni i radośni przyjaciele są wsparciem, ale nie grupą wróżek chrzestnych magicznie rozwiązujących problemy bohaterki kilkoma dobrze rzuconymi czarami. Ich magia to dostrzeżenie wartości Sam i przekonanie jej, żeby zobaczyła się ich oczami.

REKLAMA

"Ktoś, gdzieś" - opinia o kameralnym serialu, który wzrusza bez ckliwości i bawi bez rechotu

"Ktoś, gdzieś" opowiada swoją historię powoli - nie ma tu wielkich zwrotów akcji, spektakularnych scen czy błyskotliwych bon motów do powtarzania na imprezach. Ta powolna narracja może pewnie niejednego widza pragnącego ekscytacji czy fabularnych fajerwerków znudzić - wszyscy bardziej cierpliwi powinni być jednak zachwyceni. Ta kameralna opowieść o nieidealnym życiu w świecie, który czasami jest podejrzanie blisko idealnego, pełna jest bohaterów, z którymi chcielibyśmy się zaprzyjaźnić. Nawet antypatyczna siostra bohaterki daje się lubić, kiedy pozwoli sobie trochę wyluzować.

REKLAMA

Cały zespół aktorski "Ktoś, gdzieś" zasługuje na słowa uznania, ale Everett lśni. Jej relacje z pełną poczucia wyższości siostrą, jej nudnym mężem i rodzicami - matką alkoholiczką i uciekającym od odpowiedzialności ojcem mienią się różnymi odcieniami rodzinnej miłości i rodzinnych zadr. Jej relacje z przyjaciółmi są autentyczne i pełne lekkości, która powstaje tylko w oparciu o szczerość.

Ten serial jest jak sam - zabawny, inteligentny i pełen wrażliwości, wokół której nie robi jednak dużo szumu. Jest tu ciepło, ale też realizm, czułość, ale bez ckliwości, a humor afirmuje życie także w tych głupawych momentach.

Pierwszy odcinek "Ktoś, gdzieś" jest dostępny na HBO GO.

Matylda Grodecka
Redaktor
REKLAMA
REKLAMA