Za nami 3. sezon "Euforii" - serialu, który brawurowo zapisał się do grona jednej z najważniejszych odcinkowych produkcji współczesnej telewizji. Sam Levinson pożegnał się ze swoim ulubionym serialem w dość odjechanym stylu, który jednak nie zmazał ogólnego rozczarowania.

Kto by pomyślał, że po dwóch kontrowersyjnych, jeśli chodzi o pokazywanie uzależnień, sezonach, doczekamy się czegoś, co jeszcze bardziej oburzy odbiorców? 3. sezon "Euforii" lekką ręką przeskoczył poprzeczkę w tym zakresie i postawił ją bardzo wysoko. Lista zarzutów do Levinsona była długa, oparta przede wszystkim na totalnym uprzedmiotowieniu postaci Cassie oraz koszmarnej scenopisarskiej indolencji, przez którą wątki niektórych postaci ostatecznie wyszły fatalnie.
UWAGA: poniżej znajdują się spoilery z finału 3. sezonu "Euforii"
Euforia kończy się z hukiem. Serial stał się westernem o przegranym życiu
Muszę przyznać, że na tle znacznej większości mizernych odcinków 3. sezonu, finałowy epizod wypada zaskakująco znośnie. Daje ujście najważniejszym wątkom, zaskakuje, jest spektakularny, kiedy trzeba, i wyciszony, kiedy trzeba. To ostatnie tyczy się wątku Rue, która, jak wiemy, ponosi śmierć wskutek zażycia tabletek od Alamo. Bohaterka grana przez Zendayę nie odchodzi z fajerwerkami - dzieje się to w domu Aliego, gdy ma problemy moralne: desperacko chciałaby wrócić na dobrą drogę, jednak wie, że pętla zaciska się na jej szyi zbyt mocno. W oczach wielu i tak była narkomanką, która pewnie znów wróciła do nałogu, więc mniej osób za nią płacze, niż można się spodziewać. Z fajerwerkami za to odchodzi Laurie (Martha Kelly) - dilerka, która decyduje się na efektowne samobójstwo, byle uniknąć powrotu do więzienia.
Jednym z niewielu, który naprawdę czuje ból po stracie Rue, jest Ali (Colman Domingo) - jej starszy przyjaciel z mityngów, który zawsze był dla niej wsparciem, a ostatnio wielokrotnie dawał jej nocleg. Mężczyzna bardzo chciał, by Rue wyszła na prostą i zmieniła swoje życie na lepsze, jednak tabletki z fentanylem (które prawdopodobnie uznała za leki przeciwbólowe od Alamo) jej to uniemożliwiły. Bohater jest zmęczony systemem, który wspiera uzależnianie młodych i zamiast patetycznych słów decyduje się na wymierzenie sprawiedliwości strzelbą. Ostatecznie dochodzi do starcia dwóch rewolwerowców - Ali staje naprzeciw Alamo Browna w pojedynku. To dość niespodziewany spektakularny moment, wielu przywodzący na myśl kino Quentina Tarantino, do tego dobrze rozegrany przez aktorów (zwłaszcza będącego objawieniem sezonu Adewale Akinnuoye-Agbaje, odtwórcy roli Alamo). Starcie kończy się śmiercią Browna - okazuje się bowiem, że Bishop opróżnił jego pistolet i zdradził go.
Prawdę powiedziawszy, wątek Rue jest jedynym, który w 3. sezonie "Euforii" został w miarę konsekwentnie opowiedziany i z jakimś pomysłem na rozwój. Sam Levinson od początku portretował ją jako bohaterkę, której koniec nie ma szans być pozytywnym. Szkoda tylko, że w ramach tej zabawy w western, zupełnie olał pozostałych bohaterów i zapomniał nadać im minimum sensu. Jacob Elordi w roli Nate'a pół sezonu ucieka przed gangsterami niczym Scooby-Doo przed duchami, Jules (Hunter Schafer) pojawia się tak rzadko i tak nieciekawie, że zupełnie niczego sobą nie wnosi, zaś w przypadku Cassie wszelkie ciekawe pomysły twórcze zostały zastąpione przez obleśne wizualne fantazje reżysera. Lexi (Maude Apatow)? Nieprzyjemna, pogardliwa, a jej zmiana nastawienia w ostatnim odcinku "bo przeczytała Biblię" to śmiech na sali. W dodatku jej wątek pracy w studiu nie doczekał się żadnej puenty ani nawet sygnału, co dalej.
Koniec "Euforii" to także koniec pewnego etapu współczesnego serialu. Wielu zapewne będzie wspominać dzieło Sama Levinsona jako jeden z najważniejszych tytułów, stanowiących oryginalne spojrzenie na amerykańską młodzież i problemy, z którymi się zmaga. Moim zdaniem "Euforię" ciężko traktować jako komentarz społeczny - choć nieraz przejawiała taki potencjał, a w pierwszych dwóch sezonach wydawało się, że naprawdę ma coś do powiedzenia, 3. sezon rozjechał ten potencjał z wielką siłą.
Doceniam stylistyczną woltę, jakiej dokonał Levinson - ciężko mu to wytykać, bowiem ten westernowy klimat wypada naprawdę dobrze i atrakcyjnie dla oka. Jednak to nie wszystko, a nawet najlepsi aktorzy nie uratują wadliwego scenariusza. Ten, który stanowił podstawę finałowej odsłony "Euforii", był niestety tak dramatycznie słaby, że nawet takim nazwiskom jak Elordi, Zendaya, Domingo czy Sweeney nie udało się zmazać niesmaku, jaki mam po tym sezonie.
Czytaj więcej w Spider's Web:



















