REKLAMA

Mamy nowy najdroższy film w historii Netfliksa. Rekord pobity

Nadchodzące widowisko fantasy przebiło absurdalnie drogie sci-fi w budżecie. Netflix wydał jeszcze więcej pieniędzy na tę produkcję, pobijając własny rekord.

netflix najdroższy film opowieści z narnii
REKLAMA

Pierwszym zaskoczeniem, jakie Netflix w ostatnim czasie zaserwował publiczności w związku z tą produkcją, była decyzja o zapewnieniu jej szerokiej dystrybucji kinowej i dość szerokiego okna - coś, czego gigant nigdy nie robi. Film „Opowieści z Narnii: Siostrzeniec czarodzieja” dostanie aż 49 dni wyłączności w kinach. Zdziwienie było tym większe, że premiera zaplanowana jest na 12 lutego 2027 r., czyli weekend SuperBowl - czas, gdy większość Amerykanów zostaje w domach albo wybiera się na imprezy i spotkania, podczas których oglądają mecz. Wizyta w kinie to ostatnia rzecz, o jakiej wówczas myślą.

Nie zmienia to faktu, że decyzja firmy wywołała powszechny entuzjazm - oto streamingowy tytan wreszcie ustąpił i być może od tej pory chętniej zacznie umożliwiać swoim odbiorcom doznanie kinowych doświadczeń? Rosną nadzieje na to, że również „Cliff Booth” Davida Finchera (spin-off „Pewnego razu w... Hollywood” Quentina Tarantino) doczeka się podobnej dystrybucji - nie można jednak zapominać, że Fincher niespecjalnie przejmuje się tą kwestią, podczas gdy Gerwig walczyła o kina dzielnie i nieustępliwie niczym lwica - czy też, skoro mówimy o Narnii, Lew Aslan. Dosłownie zagroziła porzuceniem projektu.

To jednak nie koniec niespodzianek.

REKLAMA

Opowieści z Narnii nowym najdroższym filmem Netfliksa

Jak donosi rzetelny Matt Belloni z podcastu „The Town”, „Narnia” do Gerwig ma być „najdroższym filmem, jaki kiedykolwiek zrealizowano dla Netfliksa”. A to przecież nie tak, że platforma nie wydaje ogromnych pieniędzy na swoje produkcje - co roku pojawia się przecież kilka filmów za 150-200 mln dol., z których większość w ogóle omija kina. A „Narnia” idzie o krok dalej.

Niestety, nie znamy szczegółów - możemy jednak spróbować oszacować tę kwotę. Obecnie najdroższe obrazy spod szyldu giganta to fatalne „The Electric State” (koszt: zawrotne 320 mln dol.), „Irlandczyk” Scorsesego (225 mln dol.) oraz „Czerwona nota” i „The Gray Man” (po 200 mln dol. każdy).

A zatem „Narnia” musiała kosztować ponad 320 mln dol. To szalona suma. Pozwala dojść do wniosku, że Netflix chce odzyskać część tych pieniędzy z wpływów kinowych. Choć Ted Sarandos wciąż powtarza, że kino nie jest „modelem” platformy, to przy takich wydatkach na pojedynczy film naturalne są chęci mnożenia opcji na zwroty z inwestycji.

„Narnia” celuje w kategorię wiekową PG (dla widzów w każdym wieku), będzie zawierać masę efektów specjalnych i pokaże nam liczne lokacje z lat 50. XX w. - odcinając się od wiktoriańskiego Londynu znanego z powieści C.S. Lewisa. Wygląda zatem na to, że Gerwig przeniosła akcję do 2. połowy XX wieku.

Muzykę skomponowali Mark Ronson i Andrew Wyatt, a autorem zdjęć jest Seamus McGarvey („Avengers”, „Pokuta”). W filmie wystąpią David McKenna i Beatrice Campbell, a także Meryl Streep, Daniel Craig, Emma Mackey, Ciarán Hinds i Carey Mulligan.

Od premiery dzieli nas ponad 9 miesięcy.

REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA