Darth Maul przeszedł długą drogę. Od milczącej zagadki w „Mrocznym widmie” po tragicznego antybohatera w serialach Disney+. Choć jest potężny i przebiegły, od lat cierpi na tę samą przypadłość: zawsze pozostaje postacią tła. Czy nowy serial „Mistrz Cienia” wreszcie przełamie klątwę porażek kultowego Sitha?

Nigdy tego nie ukrywałem, ale mój stosunek do Dartha Maula bardzo zmienił się na przestrzeni lat. Gdy tylko odkryłem, że po przepołowieniu przez Obi-Wana Kenobiego, mroczny lord przeżył, byłem rozczarowany. Widziałem w tym tak charakterystyczną dla wielkich marek próbę odcinania kuponów od sukcesu. Bo umówmy się - jego tajemniczość i krótki filmowy występ sprawiły, że fani zaczęli zadawać sobie pytania: kim jest, skąd pochodzi, jak został uczniem przyszłego imperatora? I to te wątpliwości były przyczyną jego popularności. To klasyka inżynierii narracyjnej, często stosowana w "Gwiezdnych wojnach". Dokładnie taką samą drogę przeszedł wiele lat wcześniej Boba Fett.
Praktyka niestety pokazuje, że zrywanie kotary tajemniczości, zwykle kończy się rozczarowaniem.
I ja też byłem rozczarowany. Z zaskoczeniem przyjąłem informację o metalowych nogach, za odcinanie kuponów wziąłem wprowadzenie jego brata, Savage’a Opressa. I zupełnie nie byłem zainteresowany jego dzieciństwem. Odcinki “Wojen Klonów” męczyłem tygodniami. W pewnym momencie jednak coś zaskoczyło. Okazało się bowiem, że Darth Maul staje się trzecią stroną konfliktu. Z jednej strony nienawidzi Jedi i Kenobiego za to, że go pokonali i za to, że zniszczyli mu, powiedzmy, ścieżkę kariery. Ale to nie wszystko. Staje się on bowiem zaprzysięgłym wrogiem Palpatine’a i jego uczniów. I nawet jeśli nie zawsze jego działania mają sens, to wiedza na temat prawdziwej tożsamości sympatycznego senatora, idzie w poprzek klasycznej narracji filmów. Bo i w kinie, i w serialach zagadka dotycząca prawdziwej twarzy tajemniczego Dartha Sidiousa jest jedną z osi fabularnych.
Dzięki temu dostaliśmy na przykład absolutnie fenomenalną scenę, w której Maul i jego brat próbują pokonać Palpatine’a. Albo tę, w której Ahsoka i Maul są świadkami Rozkazu 66. Są to sceny tak pełne emocji, że absolutnie nie żałuję, że Maul wrócił. Niestety, Maul ma pewien problem.

Maul jest nieudacznikiem.
Choć to nie do końca jego wina. Darth Maul jest wyjątkowy. Jest przebiegły, sprawny w mieczu, w mocy. Jego spryt i zmysł sprawia, że nawet, gdy jest na wygnaniu, nagina świat do swojej woli, zwłaszcza świat przestępczości zorganizowanej. Udaje mu stworzyć potężny syndykat zbrodni. Rzecz w tym, że syndykat się rozpada. Ale udaje mu się zdobyć ucznia. Niestety ten uczeń umiera. Przeciąga na swoją stronę młodych Jedi z potencjałem, ale żaden z nich mu nie ulega, choć to akurat może się zmienić.
Zmierzam do tego, że mimo wyjątkowej pozycji i wyjątkowych zdolności Maul cały czas pozostaje postacią tła. Tak jak w pierwszym filmie, w którym się pojawił, stanowi tylko tło do działań innych bohaterów. Jest po to, aby ich kusić, aby przerywać im ich własne misje. Tyle tylko, że nigdy nie ma ryzyka, że Ezra przejdzie na ciemną stronę, nie ma ryzyka, że Maul zbuduje coś, co zniszczy albo chociaż podkopie Imperium. Wiem, że w komiksach pojawia się wątek, w którym występuje coś na kształt efektu motyla i Maul pragnąc zła, dobro czyni, ale szanujmy się - to nic nie zmienia.
Widząc, jak bardzo tragicznym bohaterem jest Maul, jak wiele zła wyrządził mu w życiu Darth Sidious, chciałoby się zobaczyć, jak mści się na swoim oprawcy. Tyle tylko, że to nie może nastąpić, bo fabuła została już napisana. Nasz Mistrz Cienia mimo tego, że związany jest z głównym wątkiem fabularnym może się tylko o niego opierać, ale ile by sił w to nie włożył, nie uda mu się nic zmienić. Nie może. Jego rola taka po prostu jest.
Czytaj także: Czy będzie 2. sezon Maula - Mistrza Cienia? Genialne Star Wars zasługują na więcej
Pewnym wyjątkiem jest tu nowy serial „Star Wars Maul: Mistrz Cienia”.
On też oczywiście cierpi na ten sam problem, o którym świetnie pisze mój redakcyjny kolega. Nowość od Disney+ ma jednak tę zaletę, że znacznie mocniej osadza Maula w jego własnych ograniczeniach, czyniąc go znacznie ciekawszym. Widzę tu też potencjał na to, aby aby Maul w końcu realnie wpłynął na świat „Gwiezdnych wojen”. Przy odrobinie dobrej woli koordynatorów marki trzymających pieczę nad spójnością uniwersum, moglibyśmy zobaczyć, jak ten jeden raz Maulowi coś wychodzi.
Może jego uczennica będzie nową bohaterką filmów czy seriali, dzięki czemu jego nauki będą dalej żyły? Może uda się mu wreszcie osiągnąć coś, co na trwale zapisze się w historii?
Bardzo na to liczę, bo nasz Mistrz Cienia zasługuje na to, aby opowiedzieć swoją własną historię.
Czytaj inne nasze teksty poświęcone „Star Wars”:



















