Komedie z Sachą Baronem Cohenem prawdopodobnie zasługują na bycie osobnym gatunkiem filmowym. Aktor przez wiele lat spełniał się jako komik orbitujący wokół wyrazistych parodii i nieraz testował poczucie smaku swoich odbiorców. Psychofani Borata Sagdijewa mogą się rozczarować, ale dla sympatyków wszechstronności Sachy Barona Cohena "Panie przodem" powinny być dość satysfakcjonującą pozycją, tzw. "comfort movie".

Sacha Baron Cohen, zarówno jako aktor, jak i twórca, przebył długą drogę do szczytu. Początki jego przygody wielu mogłoby nazwać aktorskimi happeningami komediowymi, aniżeli deptaniem sobie ścieżki do Hollywood. Gdy przeprowadzał pod fikcyjnymi tożsamościami rozmowy z najróżniejszymi ludźmi, ci nie mieli świadomości, kim on tak naprawdę jest. Dziś prawie każdy zna dorobek Sachy Barona Cohena i wie, że jest to postać wielu talentów, świetny aktor zarówno komediowy, jak i dramatyczny. "Panie przodem" w reżyserii Thei Sharrock to - całkiem udany, choć daleki od ideału - powrót SBC do tej pierwszej sekcji.
Panie przodem - recenzja filmu. Sacha Baron Cohen zostaje meninistą
Damien (Sacha Baron Cohen) jest wysoko postawioną szychą w agencji Atlas. Zdecydowanie nie ma na co narzekać - władza, seks i pieniądz to trzy wartości, które towarzyszą mu na co dzień w znacznej ilości. Wkrótce okazuje się, że może być jeszcze lepiej - Damien ma w niedalekiej przyszłości zastąpić bowiem szefa (Charles Dance), który przymierza się do emerytury. Musi jednak poszukać nowej dyrektorki kreatywnej: nie ważne kogo, byle była to kobieta, a zarząd nie zawracał głowy dyrdymałami o równouprawnieniu czy feminizmie. Los uśmiecha się do wieloletniej pracowniczki firmy, Alex (Rosamund Pike), która wkrótce orientuje się, że awansowano ją z mało merytorycznych pobudek i dla picu. Zbieg okoliczności i mocne uderzenie w głowę sprawia, że Damien trafia do swojego największego koszmaru - świata rządzonego przez kobiety.
Główny bohater jest przekonany, że kobiety są zbyt wrażliwe i we współczesności mają łatwiej, a heteroseksualny mężczyzna jest ofiarą systemu. Nie jest to specjalnie odległe od popularnej w wielu "promęskich" środowiskach teorii, zgodnie z którą to ich płeć jest predestynowana do władzy, a przeciwna - do bycia pięknymi i podległymi. Kobiety niby mają głos, ale koniec końców o tym, co najlepiej trafi do kobiet, decydują mężczyźni, nie mogąc się przy tym powstrzymać od mało subtelnych sugestii i komentarzy.
Na tym poziomie "Panie przodem" dość sprawnie wypełnia swoją rolę jako swego rodzaju komentarz społeczny, który z jednej strony jest zabawny, ale z drugiej, to tak naprawdę tzw. śmiech przez łzy. Nie sposób odnieść jednak wrażenia, że ten film lepiej sprawdziłby się kilkanaście lat temu. Żeby było jasne: wciąż jest wiele do zrobienia w tematyce równościowej, wciąż sporo zmian jest blokowanych przez ludzi, którym nie zależy na osłabieniu swojej władzy. Wydaje mi się jednak, że nie ma tutaj aż tak wielu obserwacji, które nie zostałyby poczynione w wielu wcześniejszych filmach.
"Panie przodem" główną ciężkość fabularną osadza nam na barkach dwojga skrajnie różnych bohaterów. Damiena ciężko lubić - wszystkie problemy do rozwiązania zwala na asystentkę (włącznie z prezentem urodzinowym dla mamy), żyje w bańce niezrozumienia wobec problemów osób niebędących na jego pozycji. Gdy ją traci - desperacko walczy, by przywrócić stan rzeczy, który mu pasował. Po drugiej stronie mamy Alex - kobietę około 40-letnią, z solidnym stażem w firmie i stosunkowo niskim poczuciem własnej wartości. Nie obnosi się ze swoimi ambicjami, lubi to co ma, choć zasługuje na więcej. W świecie, do którego przenosi się Damien, ma to, korzysta z przywilejów i nie planuje ich oddawać.

Podstawową zaletą tego filmu jest to, że - mimo, iż ma do tego spore pole - koniec końców nie uprawia głupawej publicystyki. Choć tak byłoby najłatwiej, Sharrock wraz z pracującym nad "Panie przodem" trojgiem scenarzystów, nie każe nam pogardzać Damienem i kibicować Alex lub na odwrót. Fakt jest jednak taki, że równocześnie niespecjalnie nam ich niuansuje. Twórcy dostarczają nam kino, które przywodzi na myśl produkcje pokroju "Znów mam 17 lat", "Czego pragną kobiety" i inne podobne, w których główny, najczęściej zepsuty w jakiś sposób bohater zostaje przemieniony, a potem musi zrozumieć pewne rzeczy i szczerze się zmienić, by mieć szansę na powrót i wprowadzenie tej zmiany w życie.
To schemat znany, lubiany, a w niniejszym przypadku - mimo przewidywalności, zwłaszcza co do finału - ograny całkiem sprawnie.
Film całkiem błyskotliwie pokazuje totalnie odwrócony porządek społeczny, w którym kobiety (jak w "Seksmisji") stają na czele społeczeństwa i dominują w wielu zawodach, a mężczyźni są ofiarami zawodowej, popkulturowej i osobistej seksualizacji, patrzenia przez wizualny, pełen stereotypów, pryzmat. Skojarzenia z kinem Machulskiego mogą się przydać - tak jak tam Kopernik była kobietą, tak tu mamy Harriet Potter, Władczynię Pierścieni i papieżkę Beatrice III. Przykłady można mnożyć, a niektóre naprawdę umieją rozbawić, choć bywają i takie, które zatrzymały się poziomem twórczym 20-30 lat temu.
Damien coraz intensywniej doświadcza niesprawiedliwości systemu i tego, co dla wielu kobiet jest codziennością - komentarzy na temat swojego wyglądu, mało wybrednych sugestii że ma "te dni", zaganiania do kuchni, deprecjonowania posiadanych umiejętności, zapominania swojego imienia, traktowania określonego wieku jako bariery, po której odchodzi się do lamusa. Kobiety zaś bardzo chętnie i mało subtelnie uzewnętrzniają swoje żądzę, narzekają na "meninistyczne" brednie, i że nie można już żartować na temat męskich narządów płciowych. Podczas gdy Damien w "prawdziwym życiu" nie może powstrzymać się od seksualnych aluzji, gdy sytuacja się obraca na jego niekorzyść, strofuje kolegę, by nie pozwolił rubasznej i władczej Alex tak do siebie mówić.
Scenariusz "Panie przodem" nie ogranicza się jednak wyłącznie do efektownego obrazowania "nowego ładu" - daje głównemu bohaterowi szansę na to, by zagrać w karty rozdane mu przez los i znaleźć drogę z powrotem na szczyt. Ta łatwa oczywiście nie jest, ale obserwowanie, jak nią podąża, próbuje się przystosować do nowej rzeczywistości i wychodzi ze swojej strefy komfortu, jest wciągające. Moim osobistym numerem jeden pozostanie chyba "kowbojski pokaz", w którym czuć ducha starego, dobrego Sachy Barona Cohena. Jeśli jest tu jakieś mrugnięcie okiem do fanów "Borata", to właśnie tam.

Skoro o nim mowa mowa, nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, że świetnie odnajduje się w tej konwencji. Jasne - nie jest to rola, która będzie za 20 lat analizowana przez studentów aktorstwa, Sacha Baron Cohen ma na koncie sporo dużo lepszych kreacji, ale tu widać, że czuje materiał, na którym gra. Wykorzystuje swoją wyjątkową prezencję, bez błędu wpasowuje się w typ bogatego kobieciarza i playboya. Czy jego bohater ma jednak intrygującą, niejednoznaczną, jakoś szczególnie ciekawą osobowość? Śmiem w to wątpić.
Podobny problem mam z bohaterką graną przez Rosamund Pike. Ale może w przypadku jej i Cohena to kwestia przede wszystkim scenariusza, nie zawsze pozwalającego na wyciśnięcie z tych postaci niuansów. Tak czy inaczej, Pike jest obłędną aktorką i to również wiemy od dawna. Podobnie jak jej ekranowy partner, nie zapisze się tą rolą w historii kina, ale z całą mocą wykorzystuje swój talent - zarówno gdy gra lekko zawstydzoną, jak i zdecydowaną, czerpiącą ze swojej pozycji w nowym porządku, Alex. Cohen i Pike mają świetną chemię, a w opowiadanej przez film historii porządnie odnajdują się też pozostali członkowie obsady: rozbrajający Charles Dance, świetna Fiona Shaw czy Richard E. Grant jako "człowiek gołąb".
"Panie przodem" zdecydowanie nie jest filmem, który na nowo roznieci społeczną debatę na temat pozycji kobiet i mężczyzn w dzisiejszym świecie. To raczej lekka satyra, czasem mająca dobre przemyślenia i dość często pomysłowo je pokazująca. W świecie wciąż istnieją ogromne nierówności płciowe, ale ten film nie jest odpowiedzią na ich istnienie. Więcej w tym "cool" fantazji pod tytułem "co by było, gdyby się zmieniło", wytykania absurdów i przeszkód wynikających z nierówności.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Nowe, lepsze Stranger Things. The Boroughs Netfliksa jest cudowne
- Elonowi Muskowi nie podobał się finał The Boys. Twórca serialu odpowiada
- Pasja 2 opóźniona. Kiedy trafi do kin?
- Odyseja będzie wielka. To drugi najdłuższy film w karierze Nolana
- Na ostatni sezon Rodu smoka nie będziemy długo czekać. Taką przerwę akceptuję



















