Robin Thicke wypłakuje nam się w rękaw. Przynajmniej robi to dobrze – „Paula”, recenzja sPlay
Pisana w trzy tygodnie, nagrana w miesiąc, pełna osobistych tekstów, a przede wszystkim pragnienia zrozumienia ze strony żony – Pauli Patton. "Paula", płyta nazwa na cześć żony, nie jest jednak tylko zbiorem płaczliwych ballad. Fakt, momentami Robin Thicke brzmi jakby zwiększył się u niego poziom estrogenu, ale większość utworów jest satysfakcjonująco… po prostu dobra i niesamowicie bujająca. R&B, soul i funk jakiego mógłbym oczekiwać po twórcy Blurred Lines.
