REKLAMA

Widziałem Drzewo magii. Tak niewiele zabrakło - recenzja

Familijne produkcje to rzadko kiedy moja bajka. Wiadomo, za dzieciaka oglądało się chętnie i z ciepłem na sercu, ale im bardziej człowiek dorastał, tym jakoś mniej kupował słodki przekaz, jaki z takich filmów płynął. "Drzewo magii" pozwala obudzić w sobie wewnętrzne dziecko i - mimo wyraźnych wad - jest czymś bardziej wartościowym, niż sądziłem.

OCENA :
6/10
drzewo magii film recenzja
REKLAMA

Choć nie mam w planach teoretyzowania, który kraj ma ciekawszych aktorów - USA czy Wielka Brytania - to muszę przyznać, że gdybym miał udzielić odpowiedzi, to drugie z wymienionych państw zdaje się u mnie minimalnie przeważać. "Drzewo magii", prawdę mówiąc, na poziomie wstępnym nie przyciągnęło mojej uwagi gatunkiem ani historią. Zobaczyłem, że w obsadzie są takie nazwiska jak Garfield, Foy, czy Coughlan i od tego momentu nie myślałem zbyt wiele - czymkolwiek ten film się nie okaże, chcę zobaczyć tę trójkę w akcji.

REKLAMA

Drzewo magii - recenzja filmu. Wiejska i czarodziejska przygoda

Timowi (Andrew Garfield) i Polly (Claire Foy) Thompsonom pogarsza się sytuacja zawodowa, a co za tym idzie, domowa. Dotychczas mieli działający układ - on zajmuje się dziećmi, ona pracuje. Ten stan rzeczy uległ jednak załamaniu - kobieta, w ramach protestu przeciw nieetycznemu działaniu swojej firmy, odeszła z niej. Ta zażądała zwrotu dobytku, który Thompsonowie otrzymali, co zmusiło całą rodzinę do zmian. Tim, Polly i ich trójka dzieci przeprowadzają się na wieś. Najmłodsze z nich, Fran (Billie Gadsdon), wskutek zbiegu okoliczności odkrywa istnienie wróżki Silky (Nicola Coughlan), która zapoznaje dziewczynkę z tajemniczym Drzewem Magii.

Za "Drzewem magii" stoi Ben Gregor - postać raczej anonimowa w wielkim świecie. Nieco bardziej wyrobione nazwisko ma Simon Farnaby, scenarzysta filmu, który pełnił tę samą rolę m.in. w dwóch ponadprzeciętnych filmach - "Wonce" oraz "Paddingtonie 2". To wystarczające referencje, by móc choć minimalnie zaufać, choć nie jedyne: do obsady sprowadzono niejedno nazwisko z aktorskiej ekstraklasy oraz pierwszej ligi. Mówi się, że one jednak nie grają, ale czy na pewno? W tym przypadku jednak teza ta się sprawdziła, choć jestem daleki od twierdzenia, że mamy do czynienia ze złym filmem.

Na widok "Drzewa magii" przypomniało mi się w pewien sposób dzieciństwo - a konkretniej filmy familijno-przygodowe, mające dość znany schemat: dziecko "wyrusza" na przygodę, trafia do nieznanego sobie świata, uczy się nowych rzeczy i relacji międzyludzkich, co oddziałuje też na jego otoczenie z innymi, w tym rodziną. Tutaj świat przedstawiony wygląda jak jeden wielki miks "Wonki", "Narnii", rozbrzmiewa gdzieniegdzie echo "Władcy Pierścieni", ale mimo tego zupełnie nie czuć tu jakiejkolwiek wtórności ani taniego kopiowania. Kolorowa i zróżnicowana sceneria jest dość skomplikowana w swojej budowie, a twórcom tłumaczenie co jest czym, idzie dość topornie, ale całość posiada swój oryginalny wizualnie rys.

REKLAMA
Billie Gadsdon - kadr z filmu "Drzewo magii"

Na poziomie fabuły nie jest jednak aż tak kolorowo. W tej bieganinie po kolorowych światach i krainach twórcy zapominają tak naprawdę po co to się dzieje, jaki w tym cel. Zupełnie nie czuć w tej historii jakiegokolwiek dramatyzmu, stawki, w związku z którą bohaterowie mieliby przechodzić określone przemiany. Nie za bardzo zrozumiała jest szybkość przemiany Beth ze zgryźliwej, wygadanej i wyjątkowo denerwującej nastolatki w dziewczynę, która akceptuje stan rzeczy i żałuje swojego zachowania. Tak naprawdę, to osadzenie na jej barkach mogłoby mieć najwięcej sensu - to ona spośród całej trójki jest największą sceptyczką w zasadzie wszystkiego.

REKLAMA

Tymczasem twórcy postanowili główną bohaterką uczynić Fran i bohaterka jest urocza, ale równocześnie niezbyt czułem zainteresowanie akurat tą postacią. Wiem, że "Drzewo magii" jest produkcją, której targetem jest znacznie młodsza publiczność, ale i tak czuję, że Gregor i Farnaby niezbyt udanie się do tego wszystkiego zabrali - ciężko było mi odnaleźć tu duże pokłady emocjonalnej głębi. Jest w tej opowieści namacalna, urocza dziwność, ale przyznam, że bardziej zapamiętam z seansu niezbyt udane i czasem niezręczne dowcipy, aniżeli ważne przesłanie płynące z filmu.

Dużo fajniej wypada w nim, o dziwo, tematyka niemagiczna. Tim i Polly to dość młodzi rodzice, którzy trochę z przymusu, a trochę z wyboru postanowili oderwać się od świata pełnego technologii i korporacyjnego ucisku. Przeprowadzka na wieś komplikuje i tak trudne już relacje z dzieciakami - zwłaszcza Beth i Joe, przywiązanymi do świata online (i niekiedy zbyt topornie demonstrującymi ten stan). Wiem, że to historia głównie o dzieciach, ale oglądanie jak dorośli odnajdują w nowej rzeczywistości radość i pogłębiają miłość, było czymś naprawdę krzepiącym.

REKLAMA
Delilah Bennett-Cardy, Billie Gadsdon, Claire Foy, Andrew Garfield, Phoenix Laroche - kadr z filmu "Drzewo magii"

Choć na wizerunkach rodziców nie ma raczej żadnych większych skaz, na szczęście grają ich aktorzy, którzy potrafią samym swoim jestestwem pokazać pewne niuanse. Obsadzanie Andrew Garfielda zwykle równa się ciut wyższemu poziomowi całości i tu jest nie inaczej - aktor jest świetny w łapaniu balansu między niespożytym optymizmem swojego bohatera, a jego naiwną, "chłopacką" stroną, mogącą świadczyć o jego niedojrzałości. Claire Foy po królewsku wchodzi w buty nieco mocniej stąpającej po ziemi, ale również pełnej ciepła Polly.

REKLAMA

Moją osobistą zwyciężczynią jest Nicola Coughlan w roli wróżki Silky. Wszyscy znamy ją z kreacji Penelopy w "Bridgertonach", gdzie dała się poznać jako bardzo zdolna aktorka, dla której nie jest trudnością pokazanie wrażliwości I zdecydowania naraz. Tutaj Coughlan świetnie się bawi "słodkością" Silky, która jest swego rodzaju przewodniczką dla Fran i jej rodzeństwa po magicznym świecie. Skoro o nich mowa - Billie Gadsdon, Phoenix Laroche i Delilah Bennett-Cardy wykonali naprawdę dobrą aktorską robotę. Miło było również zobaczyć Jessicę Gunning po przerwie od zdecydowanie bardziej diabolicznej roli w "Reniferku".

Szczytem tego, czego (nieco na wyrost) uczy "Drzewo magii" jest to, że kontakt z naturą jest ważny i można w nim odnaleźć więcej wartości, niż w wiecznie rozpraszającej, technologicznej rzeczywistości. Oraz oczywiście najważniejsze: być sobą, nawet jeśli wszyscy wokół mówią ci, że to głupie. To uroczy, mający szczere intencje, choć nie zawsze udane wykonanie, film.

"Drzewo magii" w kinach od 29 maja.

REKLAMA

Czytaj więcej na Spider's Web:

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-29T16:59:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-29T15:40:02+02:00
Aktualizacja: 2026-05-29T13:26:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-29T10:49:19+02:00
Aktualizacja: 2026-05-29T09:54:40+02:00
Aktualizacja: 2026-05-29T09:14:20+02:00
Aktualizacja: 2026-05-28T14:54:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-28T12:36:21+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA