REKLAMA

Powraca prawdziwa królowa popu. Recenzja nowej płyty Robyn – Honey

Szósty album Robyn - mistrzyni popu prosto ze Szwecji - to pełna melancholii i syntezatorów emocjonalna wyprawa, w której radość przeplata się ze smutkiem. Bliskość z tęsknotą. A wszystko to okraszone najbardziej przebojowymi beatami, jakie usłyszycie w tym roku.

Robyn Honey recenzja
REKLAMA

Robyn to w pewnym sensie popowa inkarnacja historii Sugar Mana w wersji żeńskiej. Pochodząca ze Szwecji wokalistka i kompozytorka, choć realnie zainspirowała przynajmniej dwa ostatnie pokolenia gwiazd pop, to zawsze przebywała w ich cieniu. Od samego początku i debiutu w 1997 roku wyprzedzała swoje czasy. Jej pierwsze albumy prezentowały pop na poziomie, do którego dopiero kilka lat później zaczęły nawiązywać Britney Spears czy Christina Aguilera.

REKLAMA

Na kolejnych krążkach szwedzkiej wokalistki z kolei wychowały się m.in. Ariana Grande, Taylor Swift, Lorde. Jej kawałki z końca lat 90., takie jak Do You Know (What It Takes) czy Show Me Love, to klasyka europopu w najlepszym wydaniu.

Robyn zostawiła odciski palców na całej zachodniej muzyce rozrywkowej, o czym, niestety, nie zawsze się pamięta.

I, co ważne, od samego początku tworzyła muzykę na swoich warunkach. Była jedną z pierwszych prawdziwie niezależnych artystek pop od czasów Kate Bush. Ale, jeśli ktoś z was dotąd nie miał styczności z Robyn, to ma szansę nadrobić zaległości. 8 lat od premiery jej poprzedniego, awangardowego albumu "Body Talk", wokalistka powraca z szóstym krążkiem, "Honey", którym po raz kolejny udowadnia, że to ona rozdaje karty w nowoczesnej muzyce pop.

"Honey" zatopiony jest w rozmarzonych, melancholijnych synthpopowych dźwiękach. Robyn rozważnie podchodzi do aranżacji i produkcji, nie przesadzając z ozdobnikami, ale jednocześnie serwując słuchaczom wspaniałą paletę brzmień. Zresztą to od zawsze jest wizytówką jej dokonań.

Jako pierwszy na krążku wita nas kawałek Missing U. I jest to mocne otwarcie.

To wspaniały synthpopowy hymn na cześć fanów wokalistki. Utwór jest doprawdy uzależniający. Delikatne syntezatory w tle i przyjemny beat towarzyszą niemalże onirycznym wokalom Robyn, wyśpiewującym kapitalną, hipnotyzującą linię melodyjną. Spokojny acz dynamiczny zarazem kawałek ciekawie się rozwija, z minuty na minutę wzrasta zagęszczenie dźwięków, a wraz z nimi emocji.

Tym, co wyróżnia Robyn od innych popowych gwiazd i gwiazdek, nawet tych największych, jest to, w jaki sposób potrafi, poprzez muzykę i słowa, opisywać swoje emocje, przenosząc je jednocześnie na klubowy parkiet. Złość, miłość, strach, samotność, pożądanie – Robyn potrafi nadać tym emocjom rytmikę i melodykę, poruszając struny naszych własnych przeżyć i zabierając nas w przebojową podróż. To z kolei nadaje jej utworom osobistego charakteru, którego często brakuje skomercjalizowanej muzyce pop.

Because It’s In The Music jest po prostu piękny! Pełen muzycznych cytatów z disco, bliskich klimatom Giorgio Morodera i ABBY. Zakochacie się w refrenie na zabój. Jest nie tylko przebojowy, ale i przejmujący, bo Robyn doszła do punktu, w którym wie, że nie ma niczego złego w byciu smutnym. Ten wstydliwy dla wielu stan, szwedzka gwiazda zmieniła w swoją siłę i uczyniła z niej potężny pocisk emocji.

Send To Robin Immediately to mistrzostwo świata w budowaniu atmosfery. Pierwsza połowa utworu brzmi jakby została wyjęta z futurystycznego filmu.

Robyn, wraz z producentami swojego najnowszego albumu, jak mało kto potrafi tak aranżować motywy elektroniczne tak, że wydobywa z nich o wiele więcej przestrzeni, tworzy niepowtarzalny muzyczny klimat, nadając mu wręcz znamiona złożonego ekosystemu dźwięków i rytmów. I wcale nie jest to taka oczywista i prosta umiejętność, choć słuchając tego kawałka można odnieść takie wrażenie.

Ale "Honey" to nie tylko bezpieczne wyprawy w znane synthpopowo-klubowe rejony. To także kilka całkiem awangardowych kawałków, jak na przykład Beach2k20, który muzycznie można zaklasyfikować jako electro-sambę i syntezatorowy ambient w jednym. A w warstwie tekstowej jest to zapis komunikacji, który Robyn prowadziła ze swoimi znajomymi przez WhatsAppa, próbując wyciągnąć ich na imprezę.

Baby Forgive Me z kolei brzmi jak rozmowa samotnych dusz, które nie potrafią znaleźć swojej drugiej połówki. A dobiegające nas w tle okrzyki sprawiają wrażenie, jakby Robyn wyśpiewywała to do tłumów, które zgromadziły się wokół niej, zwabione anielskim głosem, zmysłowym nastrojem i chęcią bycia we wspólnocie z innymi podobnymi sobie.

Zamykający "Honey" Ever Again utrzymany w całkiem pozytywnym nastroju ukazuje nam Robyn pogodzoną ze swoimi niepowodzeniami w miłości. Wokalistka zaakceptowała porażki, pogodziła się z byciem samotną i wcale nie jest to płacz, a raczej spokój duszy i odnalezienie wewnętrznej równowagi.

REKLAMA

Nigdy nie będę już miała złamanego serca -  śpiewa w refrenie piosenkarka. I niemalże widzimy ją, jak tanecznym krokiem odchodzi w światłach neonów, szczęśliwa, spełniona, znika z naszego pola widzenia, ale tak naprawdę jest cały czas z nami, za pośrednictwem swojej muzyki.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-03-27T14:33:31+01:00
Aktualizacja: 2025-03-27T13:30:28+01:00
Aktualizacja: 2025-03-27T12:55:24+01:00
Aktualizacja: 2025-03-27T10:04:38+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T13:22:58+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T08:43:57+01:00
Aktualizacja: 2025-03-25T17:34:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-25T08:57:47+01:00
Aktualizacja: 2025-03-24T14:06:53+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA