REKLAMA

Z zabawnego The Toys That Made Us dowiedziałem się więcej o Star Wars niż z niejednego dokumentu

The Toys That Made Us nie zaczyna się przesadnie dobrze - ot, kolejny dokument traktujący o tym, jakim to fenomenem są Gwiezdne wojny i jak bardzo odmieniły świat popkultury. Banał odgrzewany na resztach zjełczałego tłuszczu.

Świetne, zabawne The Toys That Made Us zaskakuje anegdotami
REKLAMA
REKLAMA

Dajcie jednak programowi Netfliksa kilka, maksymalnie kilkanaście minut, a ten zacznie bronić się sam. Jedna anegdota goni drugą. Narrator do spółki z rozmówcami strzela ciekawostkami jak seriami z karabinu. Chociaż przedmiotem The Toys That Made Us są zabawki, nie Gwiezdne wojny per se, widz zaczyna odkrywać, jak niesamowicie powiązane są to przemysły. Truizm? Może, ale dokumentarzyści obudowują ten banał kapitalnymi historiami. Od części z nich aż uśmiech pojawia się na twarzy.

Zabawki Star Wars zarobiły DWA RAZY TYLE co filmy. Ten fakt świetnie obrazuje zasadność istnienia The Toys That Made Us.

 class="wp-image-122467"

Z dzisiejszej perspektywy łatwo zapomnieć o kawałkach plastiku, za którymi dawniej przeskakiwało się z nogi na nogę. Zwłaszcza, gdy nie jest się jeszcze rodzicem. Wiele atrakcji z pogranicza świata zabawek przetransferowano do wymiaru cyfrowego. Gry wideo to w dużym stopniu ożywienie fantazji z piaskownicy, wyrażonej za pomocą tandetnych, kiepsko pomalowanych figurek. Twórcy The Toys That Made Us wykonują kawał dobrej roboty, przypominając widzowi, że zabawki wciąż istnieją. Wciąż są cholernie ważne.

W każdym z odcinków dokumentu twórcy opowiadają o nowym plastikowym fenomenie, bez którego współczesny świat nie wyglądałby tak, jak wygląda. Czy to figurki Gwiezdnych wojen czy lalka Barbie, producenci The Toys That Made Us niezwykle umiejętnie podchodzą do tematu. Nieustannie mają coś do powiedzenia. Posiadają gigantyczną wiedzę, zapraszają ciekawych rozmówców, a przede wszystkim - bije od nich pasja. Czuć ich frajdę spowodowaną tym, że mogą przekazać widzowi te wszystkie fantastyczne opowieści i anegdoty.

Największą siłą The Toys That Made Us jest dla mnie dobór rozmówców, którzy współtworzą serial.

 class="wp-image-122461"

Bohaterowie The Toys That Made Us - ci z krwi i kości, nie plastiku - są równie zaangażowani w projekt, co sami producenci. Niczym w Saturday Night Live Polska, wczuwają się w rolę gospodarzy, emocjonalnie angażując się w projekt. Jest coś naprawdę ujmującego w tym, gdy mężczyzna po 60-tce z uśmiechem na twarzy mówi, że spędził całe życie na tworzeniu zabawek. Do tego nie wyobraża sobie, żeby można było je spędzić lepiej. Takich osobistych, personalnych i ciekawych wycieczek jest tutaj masa.

REKLAMA

Oczywiście The Toys That Made Us nie jest dokumentem uniwersalnym. To nie produkcja, którą włącza się podczas niedzielnego obiadu, niczym Planet Earth. Już sama czołówka sugeruje, że to tytuł od geeków dla geeków. Z drugiej strony, muszę przyznać, iż osoba której Gwiezdne wojny są kompletnie obojętne, pochłonęła odcinek poświęcony zabawkom Star Wars z wielkim zainteresowaniem. Było to możliwe dzięki dobrej narracji. Dzięki temu, że twórcy The Toys That Made Us naprawdę mają do przekazania coś świeżego.

Bardzo, bardzo przyjemny dokument. Świetna zapchajdziura w ofercie Netfliksa. Ode mnie solidne siedem złamanych kawałków plastiku na dziesięć.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA