Joon-ho Bong to reżyser, na którego filmy po prostu się czeka. Twórca "Parasite" nawiązał kolejny już romans z kinem science-fiction, osadzonym w przyszłości. Owoc tej relacji już za kilka dni trafi na Netfliksa i z pewnością go podbije (oraz skolonizuje).

Mickey Barnes (Robert Pattinson) to postać życiowo przeciętna. Niby wraz z kumplem (Steven Yeun) próbował rozkręcić biznes, ale obaj wpadli w tak wielkie długi, że lokalny lichwiarz czyha na ich życie. W ramach ucieczki postanawiają udać się w wyjątkowo odległą podróż - w kosmos. Mickey, niekoniecznie świadomy tego co robi, aplikuje na tzw. Wymienialnego - osobę, której śmierć równa się zdobywaniu informacji przydatnych do kolonizacji lodowej planety Niflheim. Po każdym zgonie główny bohater zostaje wydrukowany na nowo, zachowując swoje wspomnienia.
Mickey 17 wylądował na Netfliksie. Zaskakująca premiera
Bong jest znany z tego, że jak mało kto, udanie punktuje zło wynikające z kapitalizmu. "Mickey 17", bo oczywiście o tym filmie mowa, jest pod względem intelektualnym dość bezpieczny, mniej zniuansowana, dużo bardziej łopatologiczny, ale zarazem bardziej przyswajalny dla masowego widza. Reżyser, mimo większej "komercyjności" tej produkcji nie traci jednak swojego celnego spojrzenia na społeczną rzeczywistość, silnie punktuje stosunek korporacji do jednostki i kolonialną mentalność.
Koreański twórca bierze na celownik m.in. polityków, którym finansowa potęga zastąpiła rozum i sprawiła, że widzą się w roli zbawców cywilizacji, prekursorów nowego świata. Władców, którzy mogą rozporządzać cudzym życiem jak chcą i raz na jakiś czas wybiorą spośród plebsu kogoś, kto będzie godny z nimi zjeść. Nie trzeba mówić, do kogo to analogia, zwłaszcza, że w tej roli, Kennetha Marshalla, obsadzono pięknie przegiętego do granic, Marka Ruffalo. To jeden z tych castingów, o którym nie wiesz do końca, czy to, co przedstawia aktor, świetna parodia, czy słodko-gorzka prawda.
Główną gwiazdą jest jednak Mickey - mało charyzmatyczny outsider, męczony przez towarzyszy podróży pytaniami "jak to jest umierać?". Nie ma na to głębokiej, filozoficznej, odpowiedzi - nasz protagonista przyjmuje to co los mu daje, świadomy, że raczej wyżej w drabince nie zajdzie, chce tylko czuć się przydatny. Za sprawą jego wątku Bong stawia pytania nie tyle o etyczność klonowania, a o zanikające wskutek tego działania poczucie indywidualności. Już dla rządzącej misją firmy jego życie nic nie znaczy, więc pojawienie się klona jeszcze bardziej komplikuje jego poczucie własnej wartości czy przynależności, nie mówiąc o komplikacji w wątku romantycznym.
Robert Pattinson już dawno oderwał łatkę pochodzącą ze "Zmierzchu" i od paru ładnych lat kroczy znacznie bardziej udanymi ścieżkami. Zarówno w podwójnej roli, jak i pojedynczo, Pattinson w "Mickey 17" błyszczy, nadaje swojej postaci koloru, emocji, wyjątkowej męskiej wrażliwości i magnetyzmu. Odnajduje się zarówno w komediowych, jak i dramatycznych aspektach swojej kreacji, znakomicie operuje też głosem i generalnie swoją całą fizycznością. Wspomniany Ruffalo radzi sobie, a na drugim planie udanie radzą sobie też Toni Collette w roli Ylfy Marshall, Naomi Ackie jako ukochana Mickeya, czy Anamaria Vartolomei, wcielająca się w Kai Katz.
"Mickey 17" to film, będący dowodem na to, że nawet gdy wyrazisty reżyser jest lekko spętany ograniczeniami ze strony studia, jest w stanie nakręcić coś dobrego i autorskiego. W tym przypadku antykapitalistyczną, znakomicie niesioną na barkach Pattinsona, kosmiczną komedię. Takie są bardziej, niż potrzebne.
"Mickey 17" będzie dostępny do obejrzenia na Netfliksie od soboty 23 maja.
Czytaj więcej na Spider's Web:
- Berlin chce ukraść Damę z gronostajem. A mnie ukradł czas
- To nie David Harbour miał grać w Stranger Things. Rola Hoppera była dla kogoś innego
- Sci-fi Netfliksa obiecuje kosmiczną dawkę rozrywki. Inne nowości wysyła na emeryturę
- To koniec Prawnika z Lincolna. Netflix zamyka serial
- Film Kolory zła: Czerń ma datę premiery. Netflix przyspieszył



















