Nie od dziś wiadomo, że wielu postaciom świata filmu nie jest po drodze z prezydentem Stanów Zjednoczonych, Donaldem Trumpem. Tym razem w centrum uwagi opinii publicznej znalazł się Mark Hamill i jego wpis w mediach społecznościowych.

Donald Trump w ramach swojej działalności publicznej zwykł mieć równie wielu zwolenników, co przeciwników. Ta druga grupa jest liczna i skupia dość dużo postaci z artystycznego świata - wśród aktorów niewątpliwie najgłośniejszymi anty-stronnikami Trumpa są m.in. Robert De Niro czy Mark Ruffalo. Zwłaszcza ten pierwszy nie przebiera w słowach, gdy wypowiada się na temat prezydenta Stanów Zjednoczonych. Do grona aktorów mających z amerykańską głową państwa na pieńku, dołączył Mark Hamill.
Mark Hamill wrzucił zdjęcie Trumpa w grobie. Biały Dom reaguje
O co poszło? W środę, Mark Hamill, na swoim koncie w serwisie Bluesky, udostępnił zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Przedstawiało ono Donalda Trumpa leżącego w ziemi z nagrobkiem, na którym widnieją daty 1946-2024 (pierwsza z nich to oczywiście data urodzin prezydenta), a na obrazku był widoczny napis "If only" ("gdyby tylko"). W treści wpisu aktor dodał następujący opis:
Gdyby tylko… żył wystarczająco długo, by doświadczyć swojej nieuniknionej, druzgocącej porażki w wyborach uzupełniających, zostać pociągniętym do odpowiedzialności za bezprecedensową korupcję, postawionym w stan oskarżenia, skazanym i upokorzonym za niezliczone zbrodnie. Wystarczająco długo, by zdać sobie sprawę, że zostanie zhańbiony w księgach historii na zawsze.
Wpis ten został dość prędko usunięty, jednak to, co napisał, nie uszło uwadze amerykańskich władz. Oficjalne konto komunikacyjne Białego Domu zdążyło odnieść się do treści, którą opublikował Hamill, pokazać wpis aktora i określić go w bardzo mocnych słowach (pisownia oryg.):
Mark Hamill to chory człowiek. Ci szaleńcy z Radykalnej Lewicy po prostu nie mogą się powstrzymać. Tego rodzaju retoryka to dokładnie to, co zainspirowało trzy próby zamachu na naszego prezydenta w ciągu dwóch lat.
Hamill wkrótce osobiście zareagował na szum, który narósł wokół jego, bądź co bądź, mocnego wpisu. W serwisie Bluesky zamieścił swoje stanowisko, informując, że wprowadza "dokładną edycję dla jasności:
Powinien żyć wystarczająco długo, żeby ponieść odpowiedzialność za swoje zbrodnie. Właściwie życzyłem mu czegoś przeciwnego niż śmierci, ale przepraszam, jeśli uznaliście ten obrazek za nieodpowiedni.
Legendarny aktor, znany m.in. z "Gwiezdnych wojen", grający ostatnio w "Wielkim marszu", jest od dawna jednym z czołowych krytyków Donalda Trumpa i jego rządów. Sam prezydent USA słynie z tego, że nie puszcza płazem krytyki pod swoim adresem - spośród aktorów, na jego celowniku znaleźli się oczywiście De Niro, ale również George Clooney, oskarżający głowę państwa o zbrodnie wojenne. Nic nie wskazuje na to, by stosunki między Białym Domem a najważniejszymi postaciami kina miały się ocieplić, zwłaszcza dopóty, dopóki zasiada w nim Trump.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Mortal Kombat 2 jest lepsze od "jedynki". Mnie jednak nie znokautowało
- Twórca The Boys prostuje narzekających widzów. Zarzut wyssany z palca
- Dlaczego uczestnicy w Love is Blind mają złote kieliszki? Wyjaśniamy
- Aktorka oskarża Camerona. Zrobił z niej Pandoriankę w Avatarze
- HBO ogłasza 2. sezon serialu Harry Potter. To już oficjalne


















