REKLAMA

Miś Yogi po bandzie

Amerykańskie kreskówki dla dorosłych są... amerykańskimi kreskówkami. Często wyśmiewają rzeczywistość bez ogródek, bawią i zapewniają rozrywkę lepszą, niż niejeden serial. Wciąż jednak nie wiadomo, czy Brickleberry jest dobre, czy po prostu niesmaczne. Jak powiedział kolega redakcyjny Jacek "nie ma jak żarty o murzynach, gejach, lesbijkach i debilach".

Miś Yogi po bandzie
REKLAMA

I jest to chyba najlepsze określenie Brickleberry. Rzecz dzieje się w Parku Narodowym, a bohaterami jest zgraja głupawych strażników leśnych wspierana misiem Malloy'em, którego rodziców szef strażników przejechał, więc z winy przygarnął niedźwiadka.

REKLAMA

W Brickleberry nie ma subtelności. Kreskówka przytłacza dosłownością, brakiem ogródek i czasem wręcz bezczelnością. Nie ma tu tabu - żartuje się ze wszystkiego tak mocno, że po kilku odcinkach całość zaczyna wręcz męczyć.

Mimo wszystko sceneria pełna przyrody, zwierzątka i klimat nieco z Misia Jogi stanowią ciekawe i kontrastowe tło do wyczynów charakterów z Brickleberry.

REKLAMA

Brickleberry jest trochę jak o wiele gorszy South Park połączony z Misiem Yogim właśnie. Nie jestem przekonany, czy warty, ale oderwać jakoś też się nie potrafię!

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-24T08:55:36+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T16:58:39+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T16:07:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T13:08:28+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T11:47:09+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T10:04:29+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T10:01:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T09:21:14+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA