"Ktoś musi wiedzieć" to kryminalna nowość od Netfliksa, która zainteresowała subskrybentów serwisu. Postanowiłam rzucić na nią okiem i muszę przyznać, że nie jest tak zła, na jaką wygląda. To chyba jeden z bardziej oryginalnych hiszpańskojęzycznych seriali na faktach, jakie w ostatnim czasie zadebiutowały na platformie.

Julio Montoya Font (Clemente Rodríguez) to młody, bystry i sympatyczny chłopak, który pewnego wieczoru postanawia zabawić się ze znajomymi. Z pomocą mamy, Vanessy Font (Paulina Garcia), zbywa tego dnia swoją dziewczynę i wraz z przyjaciółmi udaje się do klubu nocnego "La Cucaracha". Początkowo impreza trwa w najlepsze - Julio oddaje się dobrej zabawie, a w międzyczasie poznaje nawet właścicieli lokalu, którzy obsługują go przy barze. W pewnym momencie ekipa, z którą przyjechał orientuje się, że chłopak zniknął. Tak, jakby zapadł się po ziemię.
Następnego dnia Vanessa woła syna na śniadanie. Kiedy odkrywa, że Julio nie spał tej nocy w domu i nie ma go również u kolegi Leo, zaczyna go szukać. Wraz z jego bratem Erikiem (Lucas Sáez Collins) udaje się pod klub "La Cucaracha", gdzie Julio był zeszłej nocy. Przypadkiem spotykają tam właścicieli, którym Vanessa pokazuje zdjęcie syna. Oni jednak twierdzą, że nie znają jego tożsamości. Od tej pory matka rozpoczyna poszukiwania chłopca, dając całemu światu do zrozumienia, że będzie chwytać się wszelkich sposobów, aby go odnaleźć i dowiedzieć się, jak to możliwe, że nikt nie zauważył jego zniknięcia.
Ktoś musi wiedzieć - opinia o serialu kryminalnym na Netflix
Przyznam, że trudno było mi się zaangażować w tę produkcję - miałam wrażenie, że gra aktorska jest zbyt sztywna i że nie do końca przekonuje mnie to, jak został ugryziony ten temat. Z biegiem czasu zaczęłam jednak dostrzegać zalety tego serialu i mam wrażenie, że jest jednym z bardziej oryginalnych i wyróżnia się wśród generycznych tytułów na platformie.
Na pierwszy plan wysuwa się postać matki, w którą wciela się Garcia. Początkowo nie mogłam uwierzyć w tę bohaterkę - na wieść o zaginięciu syna zareagowała bardzo spokojnie, wręcz mechanicznie, jakby jej to w ogóle nie obeszło. Z każdą kolejną sceną zaczęłam rozumieć, dlaczego - to była po prostu fasada, za którą kryła się zraniona matka. Vanessa przed kamerami i przed tłumem ludzi była profesjonalna i skoncentrowana na jednym celu - odnaleźć dziecko. Ale kiedy była sama, rozpadała się na kawałki.
Postacią, która najbardziej mnie w tym serialu zaintrygowała, była jednak nie Vanessa, a śledczy Montero, którego portretuje Castro. Śledztwo prowadzone jest po trosze z perspektywy tego bohatera, który układa w głowie kolejne fragmenty układanki, co przedstawione jest na wzór klatek z filmu. Ponadto odnoszę wrażenie, że dzięki temu bohaterowi produkcja, mimo trudnego tematu, spuszcza trochę powietrze - Montero wprowadza element komediowy, który nie dominuje, a właśnie pomaga toczyć się serialowi w interesujący sposób.
Po każdym odcinku pojawia się komunikat, że "Ktoś musi wiedzieć" to serial oparty na faktach i że nikt nie został w tej sprawie skazany. Sprawia to, że historia ukazana w produkcji uderza jeszcze mocniej. W tym przypadku została ona zrealizowana z pomysłem i w sposób na tyle interesujący, że można się w tę opowieść wciągnąć. Myślę, że warto.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Nie pozwólcie przepaść jednemu z najlepszych seriali Netfliksa. Zasłużył na więcej
- Córka Adama Sandlera nie jest nepo baby. Nowość od Netfliksa to dowód
- Użytkownicy Netfliksa nie przegapili genialnego thrillera. Zrobili z niego hit
- Stranger Things wraca na Netfliksa. W takiej wersji jeszcze go nie widzieliście
- Najlepsze polskie filmy w serwisie Netflix. 30 perełek w 2026 roku



















