Biorąc pod uwagę ostatnie polskie doświadczenia na Eurowizji, można odnieść wrażenie, że nasz kraj, nawet mimo wysyłania dobrych wokalistów i piosenek, jest chronicznie pomijany przez przyznających punkty. Nie umiem zaryzykować stwierdzenia, że Alicja Szemplińska przełamie ten trend, ale gdyby tak zrobiła, byłoby to zasłużone.

Już za chwileczkę, już za momencik, świat kultury znów rozgorzeje, gdy przyjdzie czas na finał Eurowizji 2026. Moment, w którym komentariat z mediów społecznościowych zaleje sieć swoimi przemyśleniami, a eksperci eurowizyjni będą się prześcigać w analizach, czemu wygrał X, a nie Y. To coś absolutnie normalnego - my, kinomani, robimy dokładnie tak samo z Oscarami. Patrzymy kto jest w gronie kandydatów, oceniamy ich role i zastanawiamy się zarówno nad tym, czy zasłużyli na wyróżnienie, jak i nad tym, czy mają na to realne szanse. Muzyczna sekcja naszego kraju szczególnie zapłonie, gdy eurowizyjni jurorzy będą wyczytywać (lub nie) "Poland".
Alicja Szemplińska to świetna reprezentantka Polski. Tylko czy to wystarczy?
W tym roku minie niemal równiutkie (finał Eurowizji 2026 odbywa się 2 dni po tej z 2016 roku) 10 lat, odkąd Polska awansowała do najlepszej 10-tki - stało się tak głównie dzięki mocarnemu wsparciu publiczności dla Michała Szpaka, którego "Color of Your Life" zachwyciło wystarczająco, by ostatecznie zająć 8. miejsce. Od tamtego momentu, mówiąc wprost, jest głównie bieda: albo wysyłamy dobrych wokalistów, którzy ostatecznie nie są należycie doceniani (Moś, Ochman, Steczkowska), albo nie dostajemy się do finału (Gromee, Tulia, Brzozowski). Wiemy, że ryzyko dołączenia do tej drugiej grupy w przypadku Alicji Szemplińskiej zniknęło, ale co z pierwszą?
Powiem wprost: nie sądzę, że Polska dostanie się do najlepszej 10-tki. Chciałbym w to wierzyć, ale doświadczony tym, co widziałem w poprzednich edycjach, nie potrafię. Nie zamierzam uprawiać taniego narzekania w stylu "wszystko by się udało, gdyby nie te wstrętne jury", choć fakt, publiczność zwykle chętniej nas obdarowuje swoją uwagą w postaci punktów. Wszyscy już chyba pozbyliśmy się naiwnego założenia, że w Eurowizji liczy się tylko muzyka. Każdy, kto obejrzał przynajmniej dwa lub trzy ogłoszenia wyników finału, zacznie dostrzegać schematy, układy, wzajemne głosowania. Konkurs Piosenki Eurowizji to także wybory, w których program (tj. piosenka) ma znaczenie, ale niekoniecznie kluczowe.
Po obejrzeniu obu półfinałów Eurowizji narodziła mi się w głowie patriotyczna konkluzja - spośród tych, którzy dostali się do finału Alicja Szemplińska, na poziomie czysto wokalnym jest jedną z najlepszych tegorocznych zawodniczek.
Spośród wielu piosenek mniej eksponujących moc głosu, a opierających się na - jak to uroczo ujął komentujący konkurs Artur Orzech - "umc umc", propozycja Alicji jest wyjątkowym miksem muzyki gospelowej, soulowej, jest też w niej rap. Jest potężna i mocna kiedy musi, a w spokojniejszych momentach zdecydowanie nie wprawia w znudzenie. Nie powiem, że to najlepsza piosenka Eurowizji 2026 (bo tak nie jest), ani że to najlepsza polska kandydatka w konkursie (bo tak też nie jest), ale nie mam wątpliwości, że jeśli chodzi o możliwości wokalne, Alicja dysponuje tak mocnym zapleczem, że gdyby tylko ono miało znaczenie, to prawdopodobnie fani Eurowizji kupowaliby już bilety do kolejnej edycji konkursu w Polsce.
Wczorajszy półfinał pokazał, że Alicja zdecydowanie nie ma monopolu na głosową potęgę - nieco bardziej doświadczona Delta Goodrem z Australii w swoim wykonie "Eclipse" również pokazała, jak wspaniałym warsztatem dysponuje. To właśnie ona jest wysoko w przewidywaniach, co do zwycięstwa i z pewnością ma na to większe szanse, niż Polka. Biorąc jednak pod uwagę poziom wczorajszego półfinału myślę (albo się naiwnie oszukuję), że szanse dla Polski mogły nieco wzrosnąć.
Widzowie wczoraj zdecydowali się bowiem na wysłanie do finału Ukrainy, Malty i Cypru - choć nie jest powiedziane, że w finale kraje te nie dostaną dużego wsparcia, to w mojej opinii propozycja żadnego z tych krajów nie dorównuje poziomem naszej. Kraje Wielkiej Piątki w tej edycji też nie mają w moich oczach dobrej passy: Wielka Brytania i Francja wypadły dość blado, Niemcy - przeciętnie, zaś chyba mający najlepszą prasę Włosi mieli znacznie ciekawszych reprezentantów, nie mówiąc już o gospodarzach z Austrii. Przeglądając skład finalistów widzę dość mało naprawdę dobrych i mocnych piosenek, a dużo średniaków, które wypełniły stawkę, bo ktoś musiał.
Im więcej słabych graczy w grze, tym większa szansa dla silnych. Obawiam się jednak, że choć Alicja jest silna jako wokalistka i zawodniczka w muzycznej rywalizacji, o tyle Polska, mimo tego, może w gronie eurowizyjnych siłaczy, po prostu się nie znajdować. Bardzo chcę się mylić. Nie będę kończył słowami "jeśli Szemplińska nie zajdzie wysoko, to dowód, że nas nie lubią", bo prawda jest dużo bardziej skomplikowana i złożona. Będę kibicował reprezentantce naszego kraju z dumą i świadomością, że Polska wysłała do tej rywalizacji osobę, która ma wszelkie predyspozycje, by zmieść konkurencję. Nawet jeśli predyspozycje nie wystarczają, by tego dokonać.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Byłam tak wściekła na Eurowizję, że chciałam wyłączyć telewizor
- Najdziwniejsza Eurowizja w historii. FBI, kontrowersje i wszystko, tylko nie muzyka
- Nie chciałabym być na miejscu moderatora komentarzu Eurowizji. Kasuje aż furczy
- Polacy złośliwie o reprezentantce na Eurowizję 2026. Pamiętacie Blankę?
- Kim jest Alicja Szemplińska? Już raz miała reprezentować Polskę na Eurowizji



















