REKLAMA

Na HBO Max wjechało nowe sci-fi w wersji mini, które sprawia maxi frajdę

Na HBO Max zadebiutował przed chwilą nowy serial science fiction. Pierwszy odcinek "Miniaturowej żony" wskazuje, że czeka nas całkiem niezła rozrywka. Za sprawą przyjętej przez twórców formie lekkiej komedii, produkcję ogląda się z niekłamaną przyjemnością. Od razu ma się ochotę na więcej.

miniaturowa żona hbo max co obejrzeć opinie premiera
REKLAMA

Kochanie, zmniejszyłem cię. Nie przez przypadek, tylko w afekcie. Bo epoka VHS dawno się skończyła i nie przeszłaby już prosta, familijna i ciepła opowieść w stylu "Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki". Dlatego twórcy "Miniaturowej żony" wybierają zupełnie inne podejście. Elementy science fiction wykorzystują, aby opowiedzieć o przepracowywaniu rozterek sercowych. Tak przynajmniej wynika z otwierającego serial monologu Lindy, która pomniejszona przez męża zapewnia, że się nie poddaje, bo o miłość warto walczyć.

Po monologu, w którym główna bohaterka wielkości kieliszka do martini rozbija ścianę i huśta się na linie nad mogącym ją pożreć robotem sprzątającym, cofamy się w czasie, aby dowiedzieć się, jak do tego niefortunnego zmniejszenia w ogóle doszło. W pierwszym odcinku nie dostajemy więc przygód zminiaturyzowanej Lindy, tylko poznajemy dynamikę jej małżeństwa. Chyliło się ono ku upadkowi, ale teraz nadchodzi czas odnowienia złożonej lata temu przysięgi i walki o wspólną przyszłość. Podobnie jak jego żona, Les też tego chce. Tylko dla niego akurat w tym momencie najważniejsze jest dobicie targu ze śmieszkowym inwestorem.

"MINIATUROWĄ ŻONĘ" OBEJRZYSZ NA:
REKLAMA

Miniaturowa żona - sci-fi na HBO Max

Les jest wynalazcą. Wspomagał Lindę, gdy ta pisała książkę i robiła karierę naukową. Teraz chciałby, żeby zrobiła dla niego to samo, gdy będzie sprzedawał wynalazek, który ma zmienić rolnictwo na całym świecie. Wymyślił bowiem promień zmniejszający, dzięki czemu w miejscu zajmowanym dotychczas przez jedną kukurydzę, można za jego pomocą wyhodować ich aż kilkanaście. Nie wie tylko jeszcze, jak kolbę przywrócić do naturalnych rozmiarów. Już pewnie domyślacie się, w jakim kierunku podąża akcja.

W miarę rozwoju fabuły poznajemy kolejne tajemnice małżeńskiego życia głównych bohaterów. Linda okazuje się w nim nie do końca uczciwa, a jej kochanek sprawia jej gwiazdkowy prezent, po którym wpada w szał. Pod jej nazwiskiem wydaje opowiadanie, którego nie napisała. Ona musi to teraz odkręcić, dzięki czemu nie przeszkadza spychanie elementów science fiction na drugi plan. Odpowiadający za "Miniaturową żonę" Jennifer Ames i Steve Turner mają w zanadrzu wiele więcej.

To nie jest zwykłe rozkładanie pionków na planszy. To już pełnoprawna opowieść o bohaterach, którzy z każdą sceną okazują się coraz bardziej skomplikowani. Poznajemy ich tajemnice, dostając mnóstwo zwrotów akcji. Za ich sprawą Linda i Les to się do siebie przybliżają, to oddalają. Dzieje się to w tak zgrabny i zabawny sposób, że aż można zapomnieć o najważniejszym pytaniu, jakie pojawia się na samym początku. W jaki sposób kobieta zostanie zmniejszona?

To nie jest oczywiście serial ciężkiego kalibru. Po pierwszym odcinku "Miniaturowa żona" nie zapowiada się na opowieść zgłębiającą trudne tematy. Wydaje się raczej lekką komedią z elementami science fiction. Humor wypływa tu przede wszystkim z przesadnych reakcji Lindy, którą Elizabeth Banks gra jak w ataku paniki. Nic dziwnego. W końcu jej problemy cały czas się nawarstwiają. Aż w końcu podczas kłótni z mężem zostaje zmniejszona. To dla nas znak, że produkcja właśnie wjeżdża na właściwe tory. Aż chce się od razu odpalić kolejny epizod.

REKLAMA

Więcej o HBO Max poczytasz na Spider's Web:

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-14T13:27:17+02:00
Aktualizacja: 2026-05-14T12:31:30+02:00
Aktualizacja: 2026-05-14T09:08:13+02:00
Aktualizacja: 2026-05-13T22:35:32+02:00
Aktualizacja: 2026-05-13T20:06:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-13T14:13:05+02:00
Aktualizacja: 2026-05-13T11:05:23+02:00
Aktualizacja: 2026-05-13T09:55:05+02:00
Aktualizacja: 2026-05-13T09:38:19+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA