REKLAMA
  1. Rozrywka
  2. Filmy

„Bękart” to duchowy spin-off „Yellowstone”. Przydusi was, a wy będziecie prosić o więcej

"Bękart" to kino bardzo intensywne, duszne. Skupia się na psychologii swoich bohaterów, nie zapominając jednocześnie o gatunkowych atrakcjach. Wychodzi z tego wyjątkowo emocjonalne widowisko osadzone w nieprzyjemnych, acz uwodząco wystylizowanych realiach XVIII-wiecznej Danii.

15.03.2024
20:07
bękart film premiera recenzja
REKLAMA

"Bękart" to adaptacja fabularyzowanej książki historycznej. Ludvig von Kahlen istniał naprawdę, a cała jego walka o jutlandzkie wrzosowiska ze wszystkimi swoimi komplikacjami również ma swe źródła w rzeczywistości. Oczywiście, fakty zostały odpowiednio udramatyzowane i oglądając adaptację powieści, trudno oprzeć się wrażeniu, że w mniej sprawnych rękach mogłaby stać się banalnym melodramatem. Zamiast tego Nikolaj Arcel serwuje nam pełnokrwisty nordycki western o... ziemniakach. Dobrze czytacie. W życiu byście się jednak nie spodziewali, jak emocjonująca może być wojna o kartofle.

W historii von Kahlena reżyser wraz ze współscenarzystą Andersem Thomasem Jensenem widzi głównie opowieść o klasie. Główny bohater wstąpił do wojska, aby poprawić swój status społeczny. Chociaż jest odznaczonym weteranem wojennym, wciąż ma kompleksy z powodu swojego pochodzenia, które zresztą regularnie jest mu wypominane. Chce więc zdobyć tytuł szlachecki, a szansy na to dopatruje się w zbudowaniu koloni na nieurodzajnych wrzosowiskach. Otrzymuje co prawda zgodę od króla, ale zaraz pojawiają się problemy. Musi mierzyć się z chcących go okraść okolicznymi Romami, niesprzyjającymi siłami natury, a przede wszystkim sąsiadem arystokratą, który ma chrapkę na jego ziemię.

Więcej o kinowych premierach poczytasz na Spider's Web:

REKLAMA

Bękart - recenzja nowego filmu

"Bękart" to opowieść o harcie ducha, więc von Kahlen z zawziętością Duttonów z "Yellowstone" (i jego spin-offów) walczy z kolejnymi przeciwnościami. Arcel umiejętnie zagęszcza atmosferę, co chwilę wprowadzając nowe wątki i postacie. Rozbudowuje w ten sposób świat przedstawiony, aby pokazać nam całe jego okrucieństwo. To film bardzo brutalny, krwawy i brudny. Ten znój głównego bohater staje się dzięki temu przez widzów odczuwalny. Okazuje się wręcz przytłaczający, bo tutaj nie ma chwili wytchnienia. W miarę rozwoju akcji jest tylko ciężej.

Bękart - Mads Mikkelsen - premiera - co obejrzeć?
REKLAMA

Chociaż "Bękart" jest dla widzów bezlitosny, nie chce się odwracać od niego wzroku. Duża w tym zasługa wcielającego się w główną rolę Madsa Mikkelsena. Aktor gra tu człowieka nieprzeniknionego, który z kamienną twarzą znosi kolejne cierpienia. Dzięki subtelnym gestom i mimice jesteśmy jednak w stanie przejrzeć jego grubą skórę, dostrzec w nim człowieka złamanego, a jednak wciąż gotowego do poświęceń i wyrzeczeń. Arcel tworzy z niego archetyp, żeby potem go uczłowieczać. Jego kodeks moralny początkowo budzi wątpliwości, bo podporządkowuje go swoim celom. Z czasem jednak zmienia swoje podejście, czując coraz większą odrazę do świata wyższych sfer.

Zaskakujące jest to, że "Bękart" w żadnym momencie się nie rozpada. Fabuła rozchodzi się bowiem we wszystkie strony. Składa się z kolejnych mikroopowieści, chętnie zaglądających w rejony romansu, rodzinnego melodramatu, czy kina akcji. Arcelowi udaje się jednak trzymać narrację w ryzach, zachwycając nas jednocześnie jej bogactwem. Dzięki temu dostajemy brutalnie piękny film.

"Bękart" już w kinach.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA