REKLAMA
  1. Rozrywka
  2. Filmy

Nowy kryminał o gniewie polskiego rolnika wpasowuje się w polityczny krajobraz. Musicie go obejrzeć

W swoim "Tyle co nic" Grzegorz Dębowski szyje obraz polskiej wsi błotem, szarówką, rozczarowaniem, alkoholem i żalem. To obraz surowy, ale niepozbawiony czułości i piękna. Dominują jednak złość, niemoc i pretensje: jak długo można słuchać obietnic bez pokrycia? Czuć się oszukiwanym, spychanym na margines, traktowanym jako człowiek drugiej kategorii?

14.03.2024
19:27
tyle co nic film recenzja opinie kino kryminał polska rolnicy
REKLAMA

Nie dziwi, że gdy kolejny z posłów, którego słowom zaufano, okazał się jeszcze jednym pazernym oszustem, grupa rolników postanowiła zareagować - pokazać, że ma już dość bzdur - i zaprotestować po swojemu: dosadnie i gniewnie. Ręce są związane, możliwości ograniczone, ale nie może być tak, że parszywemu, zakłamanemu politykowi, który ponaciągał uczciwych ludzi na ich głosy, a później pokazał im środkowy palec, wszystko ujdzie płazem. I tak oto pikieta pod jego wystawnym domem, której liderem nieco przypadkowo zostaje Jarek (Artur Paczesny), kończy się wylewką gnojówki.

Niestety, już następnego dnia Jarek - ceniony w okolicy rolnik - będzie musiał zmierzyć się z całą serią przykrych zdarzeń. Okazuje się bowiem, że w gnojówka kryła ludzkie zwłoki: ciało mężczyzny, którego bohater doskonale znał, przyjaźnił się z nim, a nawet pomagał jego rodzinie. Niestety, nie wygląda to najlepiej - wkrótce mieszkańcy podłapią wysnute przez stróżów prawa podejrzenia, co wygeneruje wewnętrzne podziały i nowe konflikty. Bezgranicznie wściekły Jarek nie zamierza jednak pozwalać traktować się jak przestępcę: rozpocznie własne śledztwo, które z czasem ujawni więcej niż jedną ukrytą prawdę, przede wszystkim jednak zweryfikuje postawy wielu osób z jego otoczenia.

Czytaj więcej o filmowych nowościach w Spider's Web:

REKLAMA

Tyle co nic - recenzja filmu

Dębowski - debiutant zdolny warsztatowo, posiadający naturalną umiejętność zgrabnego snucia narracji - stworzył coś prawdziwie unikalnego: dramat (anty)kryminalny osadzony w do bólu autentycznych realiach polskiej wsi. To właśnie realizm tego obrazu jest czymś, co robi na widzu największe wrażenie.

Pejzaże bywają tyleż piękne, co ponure. Sielskości raczej nie uświadczymy: prowincji się tu nie romantyzuje. Tragizm ekranowych wydarzeń doskonale komponuje się z tą naturalistyczną, niewypolerowaną, skąpaną w błocie i wódce scenografią. Intryga nie należy do zawiłych, ale nie miała taka być: gatunkowe tropy to baza, ale każda z tajemnic okazuje się wyrwana z życia. Wywoływany przez nie niepokój to w gruncie rzeczy reakcja na polską rzeczywistość. 

Brak gwiazdorskiej obsady to kolejny plus tej produkcji: rozpoznawalne, wymuskane twarze za nic nie wpasowałyby się w misternie tkaną atmosferę. Odtwórcy ról w "Tyle co nic" mogą się poszczycić doskonale komponującą się z resztą surowością. Jarek Paczesnego jest fenomenalny: niczym prawdziwy, pełnokrwisty człowiek rejestrowany ukrytą kamerą w swoim świecie, w swojej codzienności. Wierzę mu, wierzę w niego.

REKLAMA
Tyle co nic

"Tyle co nic" to w ogóle projekt ze wszech miar uczciwy. Uczciwa opowieść, uczciwy obraz człowieka, rolnika: ze wszystkimi jego przywarami i walorami. Prawdziwi są ludzie, prawdziwe są problemy, prawdziwe postawy i reakcje społeczności, która ocenia i kategoryzuje bezrefleksyjnie. To współczesna pochodna Kina Moralnego Niepokoju: realistyczny film o dzisiejszej tematyce, który demaskuje zwyrodnienia systemu przez pryzmat prowincjonalnego miejsca akcji. Różnica taka, że kiedyś chodziło o socjalizm. Podobnie jak twórcy tej artystycznej formacji, Dębowski oparł się na skrajnie wiarygodnej metodzie opisu świata. Jego bohater, tak jak postacie KNM, przeszedł proces inicjacji: dojrzał do buntu, a nawet spróbował wprowadzić go w życie. Ostatecznie jednak musiał pogodzić się z rzeczywistością.

Dębowski wie, o czym mówi i trzyma rękę na pulsie. Rozumie człowieka, rozumie Polaka. Systemowa frustracja, zmęczenie, duma czy wstyd - nie zapomina o niczym, dlatego też widz nie może oprzeć się wrażeniu pewnego dokumentalizmu. W gruncie rzeczy "Tyle co nic" to przede wszystkim - cóż za miks - społeczny, ale unikający banalnej publicystyki dramat; eastern skupiony na godności człowieka i na tym, że, pisząc delikatnie, wokół nie dzieje się dobrze. Ta gęsta, niejednoznaczna opowieść tętni poczuciem beznadziei. Ostrzegam: nie pobudzi w was wiary w lepsze jutro, nie pomoże spojrzeć w przyszłość z optymizmem. Bądźcie na to gotowi.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA