Jeden dzień wystarczył, aby nowy akcyjniak stał się hitem na Netfliksie. Zadebiutował 7 maja, a 8 już trafił na szóste miejsce topki najpopularniejszych filmów dostępnych na platformie w naszym kraju. Czy zasłużenie? Na tle innych produkcji serwisu "Łączy nas krew" na pewno wyróznia się wyczesanymi scenami akcji.

Zbliża się weekend, z taśmy produkcyjnej Netfliksa schodzi akcyjniak. Tydzień jak każdy inny. W końcu, kto po ciężkim tygodniu nie lubi popatrzeć na mordobicie, strzelaniny i wybuchy? Platforma wie, że takiej rozrywki właśnie poszukujemy. Dlatego co chwilę dostarcza nam sensacyjnych treści. Aczkolwiek zazwyczaj nadają się one do obejrzenia i zapomnienia. Nawet "The Gray Man" nie był przecież w stanie wzbudzić większych zachwytów. A skoro to jeden z najdroższych filmów platformy wszech czasów, to tym bardziej nie ma co liczyć, że te tańsze produkcje wbiją nas w fotel.
Jak od każdej reguły, tak i od tej bywają wyjątki. Bo jednak zdarzają się filmy akcji Netfliksa, które potrafią zachwycić sprawną inscenizacją i choreografią kaskaderską. Jeden z nich właśnie przed chwilą wylądował na platformie. W tajskim "Łączy nas krew" liczy się tylko rozpierducha. Serio! Cała reszta to tylko pretekst, żeby się w niej rozsmakowywać. Fabuła? No, jakaś tam jest, ale przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, kiedy bohaterowie stają do walki. A robią to często i chętnie.
Łączy nas krew - dużo akcji w filmie Netfliksa
Akcja przenosi nas do świata, w którym najcenniejszym towarem jest krew. Ale nie byle jaka. Specjalny rodzaj krwi posiada tylko niecały procent ludzkości. Jedną z takich złotokrwistych jest młoda Wietnamka. Pewna korporacja wysyła za nią zabójcę. Ale z jego rąk wyrywa ją cały klan zabójców. Wychowują Lhan jak swoją, a ona dobrze się czuje w towarzystwie morderców. Zakochuje się nawet w jednym z opiekujących się nią braci. I gdy miłość zaczyna rozkwitać, przeszłość się po nią upomina.
Po latach zabójca, któremu nie udało się Lhan schwytać, wciąż poszukuje złotokrwistego, aby wykonać zlecenie dla korporacji. Kiedy już traci nadzieję, jego losy ponownie krzyżują się z Wietnamką. Postanawia więc ją schwytać, ale klan nie odda jej łatwo. Też potrzebuje jej krwi. Zaczyna się więc bezpardonowa potyczka.
Oczywiście, już wcześniej stojący za kamerą Taweewat Wantha nie stroni od scen akcji. Choć jedynie rozbudzają one apetyt na więcej, już wtedy widać, że reżyser wie, co robi. Walczący ze sobą bohaterowie pokazują namiastkę swoich umiejętności, rzucając w przeciwników kolejnymi przedmiotami i poruszając się, jakby rozgrzewali się na parkiecie. Za chwilę jednak w pełni zatracają się w balecie przemocy, wykorzystując wszystko, co wpada im w ręce i tańcząc z bronią niczym w jakimś heroic bloodshed. Poziom hongkońskiego kina z przełomu lat 80. i 90. to na pewno nie jest. Ba! Nawet do imitującego go "Chaosu" z Tomem Hardym wciąż daleko. A mimo to wygląda całkiem zacnie. Jest na czym oko zawiesić.
Wantha eskaluje dostarczane nam atrakcje. O ile akcję wprawia w ruch strzelanina z wybuchami, z każdą kolejną sekwencją robi się coraz ciekawiej, bardziej pomysłowo, brutalniej. Nie brakuje obcinania nogi, ani rozcinania ust. Wszytko po to, żeby krew lała się na ekranie. Bo o to w tych scenach tak naprawdę chodzi: obiektyw kamery ma opływać purpurą. Tak się też dzieje, choć - warto zaznaczyć - momentami reżyser za bardzo polega na CGI. Widać sztuczność obcinanych kończyn i lejącej się posoki.
Bo nie wszystko w "Łączy nas krew" działa jak należy. Przy ogólnie sprawnych i udanych scenach akcji chciałoby się, żeby obraz tak bardzo się nie trząsł. Żeby montaż był mniej dynamiczny. Żebyśmy mogli lepiej przyjrzeć się kaskaderce, jak w tym wysmakowanym długim ujęciu, w którym kamera przechodzi od jednego bohatera do drugiego, pozwalając odczuć chaos zaistniałej sytuacji. Wantha bowiem potrafi, tylko czasami przesadza z zabiegami formalnymi, czym wprowadza niepotrzebną dezorientację.
Reżyser mógłby też powstrzymać się od tych wszystkich nudnych przerw między scenami akcji. Nie ma za wiele do powiedzenia ani pokazania, a jednak każe bohaterom rozmawiać o uczuciach. Wydłuża w ten sposób metraż filmu, rozsmakowując się w melodramatyźmie. Tam nic nie ma. Oglądamy zwykłe klisze, a Wantha zachowuje się, jakby były to pełnokrwiste, trójwymiarowe postacie, z którymi chcielibyśmy przebywać. Z tego właśnie względu "Łączy nas krew" nie domaga. W ogólnym rozrachunku jest filmem co najwyżej przeciętnym, ale z całkiem niezłą rozpierduchą.
Więcej o Netfliksie poczytasz na Spider's Web:
- Ile kosztuje Netflix w 2026 roku? Cena, promocje i plany
- Netflix dodał nowy sezon uwielbianego serialu. Pół Polski czekało
- Netflix usuwa duże udogodnienie. Skończyło się rumakowanie cwaniaków
- Będzie 2. sezon Człowieka w ogniu? Serial Netfliksa rozbił bank
- Czujesz niedosyt thrillerów z gwiazdą Alfy? Serial Netfliksa obejrzysz ciurkiem


















