Szum wokół Quentina Tarantino zdawał się cichnąć. Reżyser spotkał się z ogromną krytyką, gdy publicznie obraził Paula Dano. Jak się potem okazało, nie był to jedyny aktor, którego twórca "Bękartów wojny" wziął na celownik. Matthew Lillard, o którym mowa, zabrał głos w tej sprawie.

Quentin Tarantino zawsze był znany z ciętego języka i generalnego braku większych zahamowań w wyrażaniu swoich opinii na tematy związane z kinem. Do czasu to znoszono, ale chyba ostatnio czara goryczy została przelana, gdy w ostrych słowach wypowiedział się na temat Paula Dano ("Labirynt", "Batman"), kwestionując jego aktorskie umiejętności. Podobne komentarze wypuścił również w kierunku Owena Wilsona oraz Matthew Lillarda, twierdząc przy tym, że "nie obchodzą go oni".
Matthew Lillard o słowach Tarantino: cios w twarz
Kariera ostatniego z wymienionych ostatnimi laty zdaje się wracać na dobre tory. Lillard wystąpił w dwóch częściach "Pięciu koszmarnych nocy" jako William Afton, zanotował występ w "Życiu Chucka" Mike'a Flanagana, a niebawem znów połączy z reżyserem siły, występując w serialowej adaptacji "Carrie". Fani Marvela również znajdą go w 2. sezonie "Daredevil: Odrodzenie", zaś sympatycy kina grozy nie mogą się doczekać, aż powróci w "Krzyku 7" jako Stu Macher . Nie można zatem uczciwie powiedzieć, że aktor sobie nie radzi.
Swego czasu Paul Dano z wdzięcznością odniósł się do fali wsparcia, jakiego udzielili mu aktorzy, reżyserzy, ludzie kina i zwykli komentatorzy. Matthew Lillard postąpił podobnie i w rozmowie z People odniósł się do krytyki skierowanej z ust Tarantino, a także do odzewu ze strony innych:
Czułem się jakbym umarł i był w niebie, patrząc jak wszyscy wysyłają tweety z życzeniami RIP. To było tak, jakbym naprawdę był częścią własnego pogrzebu, jakbym siedział tam i przeżywał wszystkie te miłe rzeczy, które ludzie mówią po mojej śmierci. Wszyscy, od ludzi w centrum handlowym po George'a Clooneya, Jamesa Gunna i Mike'a Flanagana, byli niezwykle hojni mówiąc jak mnie kochają i lubią moją pracę.
Rzeczywiście, wymienieni przez Lillarda Clooney, Gunn i Flanagan byli jednymi z pierwszych, którzy publicznie zabrali głos, stojąc po stronie zaatakowanego aktora. Lillard dodał, że zdarzenie z udziałem reżysera jest tym bardziej bolesne, że bardzo chciałby zagrać w jego filmie, a na poziomie zawodowym uważa Tarantino za wielkiego twórcę:
Uważam, że to wspaniały filmowiec, a otrzymanie ciosu w twarz było po prostu rozczarowaniem.
Cała sytuacja związana z Quentinem Tarantino to kolejny dowód na to, że można być zarówno wizjonerskim, niezwykłym i jedynym w swoim rodzaju artystą oraz na poziomie charakteru - zwyczajnym bucem i burakiem. Póki co wciąż nie jest jasny status potencjalnego ostatniego filmu kultowego reżysera, natomiast nie ulega wątpliwości, że swoimi komentarzami raczej zawęził (pewnie nieznacznie, ale wciąż) grono aktorów, którzy mogliby chcieć z nim pracować.
Czytaj więcej na Spider's Web:
- Czarna komedia ominęła polskie kina. Nareszcie wleciała na telewizory
- Żałuję, że tak późno odkryłam tę świetną produkcję. Netflix ukrywał przede mną tę perełkę zbyt długo
- Nakręcił tylko jeden film i jest genialny. Nie przegapcie go w HBO Max
- Kiedy Projekt Hail Mary trafi do kin? Wielkie sci-fi nadchodzi
- Obejrzyj ten film, przeproś matkę. To prawdziwa bomba emocjonalna



















