„Ósma klasa” to dotychczas jedyny film napisany i nakręcony przez Bo Burnhama - amerykańskiego komika, aktora, muzyka i filmowca. Wielka to szkoda. Ten komediodramat o dorastaniu jest znakomity - i pozwala przypuszczać, że Burnham, gdyby zechciał, mogłby dać światu więcej świetnego kina.

Wszystko zaczęło się w 2006 r. Wówczas Burnham założył kanał na YouTube, gdzie publikował nagrania, na których wykonywał napisane przez siebie humorystyczne piosenki - obfite w gry słowne i czarny humor, chętnie dotykające tematów tabu. Filmy szybko stawały się viralami, czyniąc go jedną z pierwszych gwiazd YouTube’a. Wreszcie zaczął wydawać albumy ze swoimi numerami.
Z czasem Burnham skupił się na występach stand-upowych, łącząc swoje komediowe piosenki z tradycyjną formułą. Wydał trzy komediowe programy, stworzył swój mockument dla MTV i opublikował tomik poezji. Większość twórczości Burnhama to miks elementów filmu ze skeczem, klasycznym stand-upem i, rzecz jasna, muzyką, często z dramatycznym, satyrycznym lub tragicznym zacięciem, które lubi też pozostawić otwarte na interpretacje.
W 2016 ogłosił, że zamierza wycofać się z występów na żywo; w tamtym okresie mierzył się z lękami i atakami paniki, których doświadczał również na scenie. Wreszcie w 2018 r. zadebiutował jako reżyser i scenarzysta „Ósmej klasy”.
To przepiękne coming-of-age skupia się na nastolatce, Kayli, (Elsie Fisher), która zmaga się z lękami, a jednocześnie desperacko próbuje zdobyć akceptację rówieśników w ostatnim tygodniu tytułowej ósmej klasy. Swoje niepokoje kompensuje publikowaniem na YouTubie pozornie motywacyjnych vlogów; jej „wersja online”, jak można się domyślać, istotnie różni się od tej prawdziwej.
Co obejrzeć w HBO Max? Polecamy Ósmą klasę - opinia
Burnham rozpoczął pisanie scenariusza już w 2014 r., początkowo chcąc w ten sposób przepracować własne doświadczenia związane z lękiem uogólnionym i atakami paniki. Opowiadając o swoich przeżyciach za pośrednictwem głównej bohaterki, spróbował również przyjrzeć się temu, jak jej pokolenie radzi sobie z problemami psychicznymi, dorastając w świecie mediów społecznościowych; w jaki sposób odkrywa seksualność i pojmuje kwestie zgody, jak buduje relacje z rodzicami oraz rozwija samoświadomość. Zależało mu na maksymalnym realizmie, dlatego w ramach reaserchu zapoznał się z wieloma blogami nastolatków na YouTube - i tam właśnie odkrył odtwórczynię głównej roli. W filmie wystąpili prawdziwi ósmoklasiści, a całość kosztowała zaledwie 2 mln dol. i była kręcona przez miesiąc. Ostatecznie obraz odniósł sukces zarówno komercyjny, jak i artystyczny.
Nic dziwnego. Burnham to wnikliwy obserwator; podpatrując i łącząc spostrzeżenia z własnymi doświadczeniami, zawsze z łatwością trafiał w sedno podejmowanej tematyki. Nie inaczej jest w przypadku „Ósmej klasy”: jako miłośnik coming-of-age przyznaję, że rzadko który obraz z tego nurtu jest tak mocno zakorzeniony w realiach gimnazjalnego życia i bezbłędnie trafia w sedno poczucia nastoletniości, przywołując w mózgu starszego odbiorcy nie tylko konkretne obrazy, ale i echa specyficznych stanów emocjonalnych sprzed lat. Jednocześnie fantastycznie osadza je w niemal współczesnej rzeczywistości (niemal, bo mówimy o produkcji sprzed 8 lat - sporo się w tym czasie pozmieniało, a i obawy, niepewności i presja rówieśnicza od tamtej pory są zapewne generowane w znacznie większym natężeniu). Tak czy inaczej: choć sporo się zmieniło, pewne odczucia pozostają niezmienne - i film (nienachalnie) o tym przypomina.
Z drugiej strony, Burnham wcale nie udaje, że wie i rozumie wszystko; obserwuje świat bohaterki z empatią i delikatnością, bez protekcjonalności czy osądzania. Cały ten ton, wespół z naturalnością i subtelnością Fisher, stanowią największą siłę filmu. Uwielbiam też dialogi: twórca świetnie oddaje sposób, w jaki mówią gimnazjaliści, z manieryzmami, potknięciami, powtórzeniami; to, jak próbują brzmieć dojrzale, by po chwili znów zabrzmieć dziecinnie. Byłem absolutnie oczarowany.
„Ósma klasa” to bardzo, bardzo wiarygodny portret młodości, uwzględniający jej złożoność: od tych zabawnych, najczęściej krępujących codziennych momentów, poprzez chwile załamania i desperacji, aż po drobne zwycięstwa. Jest tu nieprawdopodobnie wiele tych emocji i doświadczeń, które większość z nas przeżyła, choć wówczas nie potrafiliśmy ich nazwać.
Znakomite kino.
Czytaj więcej:
- To fantasy na HBO Max staje się coraz lepsze. Fani zaciskają zęby
- Daniel Radcliffe mówi wprost: trzeba chronić aktorów z serialu Harry Potter
- Światłowód do VOD. Jaki wybrać i ile to właściwie kosztuje?
- Hail Mary to potwór. Ujawniono czas trwania nowego science fiction
- Prequel Stranger Things narobi kłopotów. Netflix tego nie przemyślał



















