Choć od jego premiery minęło zaledwie parę lat, szybko zyskał miano świątecznego klasyka. Film Alexandra Payne'a, powracającego po przerwie reżysera, wzbudził masowy zachwyt krytyków i przede wszystkim publiczności. Netflix postanowił sprawić subskrybentom gwiazdkowy prezent pod koniec lutego i zdecydowanie warto go przyjąć. Nadchodzi "Przesilenie zimowe".

Świąteczne kino to specyficzny gatunek. Nawet, gdy przedstawia dramaty rozgrywające się wokół familijnej atmosfery, i tak magia świąt zawsze zwycięża, wszyscy zajadają się pierniczkami, a wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Alexander Payne jest reżyserem i scenarzystą o znacznie bardziej realistycznym, choć niepozbawionym ciepła podejściu. "Przesilenie zimowe", które zaraz trafi na Netfliksa to film niełatwy, ale zdecydowanie pasuje do niego określenie zawarte w tytule.
Przesilenie zimowe za chwilę na Netfliksie. Roztopi wasze serca
Paul Hunham (Paul Giamatti) to ucieleśnienie najbardziej negatywnych wyobrażeń o nauczycielu. Podstarzały, na okrągło rzucający sentencjami których nikt nie rozumie, ubóstwiający dyscyplinę, patrzący na uczniów z pozycji surowego ojca, chcącego wpoić rozbrykanym dzieciakom zasady - dla wielu po prostu synonim terroru i opresji. Jednym z jego uczniów jest Angus Tully (Dominic Sessa), inteligentny chłopak, którego okoliczności zmuszają do pozostania w murach internatu Barton. Spędzi w nim czas także Mary (Da'Vine Joy Randolph), szkolna kucharka, jednocześnie matka ucznia tej szkoły, który niedawno stracił życie, wysłany na wojnę. Cała trójka spędzi wspólnie czas i nauczy się sporo o samych sobie.
"Przesilenie zimowe" to typ kina, które raczej nie zaskakuje wielkimi zwrotami akcji. To na pierwszy rzut oka dość typowa historia, w której troje wyrzutków będzie się docierać, a im więcej czasu będą ze sobą spędzać, tym bardziej dostrzegą w sobie ludzi. Zanim jednak to nastąpi, każdego z nich czeka niełatwa droga, konieczność zmierzenia się z własnymi problemami, kompleksami, wadami. Choć sceneria by temu sprzyjała, daleko filmowi Payne'a do cukierkowego. Film skupia uwagę widza przede wszystkim na trójkącie połamanych dusz, które dojrzewają, odnajdują w sobie oraz w swoim towarzyszach, wyjątkową wartość.
Jest tu sporo ciepła, ale Payne nikogo nie wygładza - mamy do czynienia z wyrazistymi charakterologicznie, doskonale zagranymi postaciami. Paul Giamatti rozsadza ekran swoją charyzmą w roli cynicznego, protekcjonalnego, zgorzkniałego mężczyzny, będącego również, poza tym, po prostu ciepłym człowiekiem, zabawnym i za często mówiącym językiem historii. W roli Angusa zadebiutował Dominic Sessa i niezwykle ciężko uwierzyć, że był to jego pierwszy występ na wielkim ekranie. Takiego talentu jak on, łączącego nonszalancję z wrażliwością, nie ma wielu. Mary zaś - w tej roli Da'vine Joy Randolph (słusznie nagrodzona Oscarem) - jest postacią tragiczną, ale mimo tego niedającą się zamknąć na amen w pudełku cierpienia. Cała trójka jest po prostu niesamowita.
Choć święta Bożego Narodzenia dawno za nami, świąteczne kino jest gatunkiem, który nie zna kalendarza i nie musi się do niego stosować. "Przesilenie zimowe" to film piękny, pełen rozbrajających dialogów i autentyczności, skłaniający do tego, by dostrzegać w drugim człowieku dobro.
"Przesilenie zimowe" od 25 lutego (środa) w ofercie Netfliksa.
Więcej o ofercie Netfliksa przeczytacie na Spider's Web:
- Szwedzki łącznik to niezwykły film wojenny. Polacy się w nim zakochali
- Netflix pokazał pośmiertną rozmowę z Ericem Dane'em. Zalewałem się łzami
- Netflix łamie etykietę, żeby ten serial był hitem. Nie obejrzycie nic innego
- Marian Dziędziel to legenda. Jest świetny w Ołowianych dzieciach
- Netflix dodał mocarny horror sci-fi. A subskrybenci się na niego rzucili



















