REKLAMA
  1. ROZRYWKA.BLOG
  2. Netflix

5 powodów, dla których nowy thriller na Netfliksie sprawdza się tylko jako tło do sprzątania

"Pacjent" na platformie Netflix zapowiada się obiecująco. Niestety to wszystko. Prócz niespełnionych ambicji nie ma bowiem widzowi nic do zaoferowania. Co w tym telewizyjnym thrillerze poszło nie tak?

28.11.2022
14:54
pacjent netflix opinie co oglądać
REKLAMA

Dołącz do Disney+ z tego linku i zacznij oglądać głośne filmy i seriale.

REKLAMA

"Pacjent" pojawił się na platformie Netflix w miniony piątek. Na papierze ten francuski thriller wygląda jak idealna propozycja na wolny wieczór dla fanów gatunku. To w końcu opowieść o 19-latku, który po kilku latach śpiączki budzi się w szpitalu bez wspomnień z nocy, kiedy zginęła cała jego rodzina. Wraz ze swoją psycholog będzie próbował odkryć, kto stoi za brutalnymi morderstwami i co stało się z zaginioną siostrą.

Entuzjazm wywołany obiecującym opisem fabuły należy jednak pohamować. Największej (właściwie to jedynej) zalety "Pacjenta" można doszukiwać się w podkreślaniu, jak ważne jest zdrowie psychiczne i relacje międzyludzkie. Cała reszta pozostawi was w najlepszym wypadku z niedosytem, a w najgorszym - z niesmakiem.

Pacjent - dlaczego nie warto oglądać nowego filmu na platformie Netflix?

"Pacjent" to film, który powstał dla francuskiej stacji Arte. Mamy więc do czynienia z produkcją telewizyjną. Co więcej, cierpi ona z powodu wszystkich problemów charakterystycznych dla tego typu formatów.

Klisza w kliszy w ramach kliszy

Jak to w przypadku filmów telewizyjnych bywa, wyświechtane konwencje zajeżdżane są bardziej niż swego czasu VHS-y filmów akcji z lokalnych wypożyczalni. Przy "Pacjencie" mówimy o kliszach thrillerów z motywem utraty pamięci. Rozbuchano je tu do ekstremum. Jeśli widziałeś, chociaż jedną podobną produkcję, twórcy niczym cię nie zaskoczą. A to jest poważny problem, bo przecież mamy do czynienia z tytułem, który finałowym twistem, chce na nice odwrócić naszą percepcję całej opowieści.

Pacjent - Netflix

Ktoś tu kłamie

W "Pacjencie" przez świat przedstawiony przeprowadza nas narrator niewiarygodny. Chociaż wcielający się w niego Txomin Vergez czaruje charyzmą na ekranie, 19-letni Thomas nie jest w stanie zdobyć naszej sympatii - to taki niewydarzony Keyser Soze z "Podejrzanych". "Oj, biedny, nieszczęśliwy" - pomyślimy na początku z politowaniem. "Jego bliskich na pewno zabił ten typ w płaszczu z jego wspomnień. A nie, zaraz... Przecież on coś kręci". Twórcy bardzo szybko obnażają swoje karty, kiedy pozwalają nam przyłapać protagonistę na kłamstwie. Już wtedy seans przestaje być interesujący, bo po prostu wiemy, co kombinują.

Filmowa układanka, którą dzieci mogłyby rozwiązać

Twórcy "Pacjenta" sięgają po formułę mind-game films, zbyt mocno wierząc w oryginalność swojego pomysłu. Myślą, że są M. Night Shyamalanem u szczytu swej popularności. Polegają na zwrotach akcji, podczas gdy powinni przerzucać wektor naszych oczekiwań z tego "co się stanie" na "jak to się wydarzy". Proponowane przez nich kinowe oszustwo bywa w cenie, ale trzeba umieć je odpowiednio przygotować. Zamiast tego Christophe Charrier miesza ze sobą porządki czasowe, prawdy i kłamstwa, marząc, żeby nas to obchodziło. Za sprawą papierowych postaci, ambicje przemieniają się tu co najwyżej w niczym niepoparte pretensje.

Atmosfera wyparowała

"Mhroczny" - tak należy określić "Pacjenta". Twórcy zabierają nas w podróż po zwichrowanym umyśle głównego bohatera, próbując odstawić "Memento" Christophera Nolana. Stosowane przez nich zabiegi są jednak tylko sztuką dla sztuki. O ich funkcjonalności można zapomnieć, bo cały klimat niknie gdzieś pod natłokiem niepotrzebnych dłużyzn.

Ziew, ziew... długo jeszcze?

REKLAMA

Po dobrych filmowych łamigłówkach rzucamy się na Google'a, aby znaleźć wytłumaczenie zakończenia, albo rozpoczynamy seans ponownie, żeby sprawdzić, w którym momencie twórcy wpuścili nas w maliny. W przypadku "Pacjenta" będziecie co najwyżej zachodzić w głowę, dlaczego Charrier zdecydował się zmarnować aż tyle waszego czasu. Co prawda jak na dzisiejsze standardy 90-minutowy metraż długi nie jest, ale ten film męczy tak bardzo, że aż zakrzywia czasoprzestrzeń. Oczywiście, jeśli skupiacie się na seansie.

"Pacjent" to film słaby - co do tego nie ma wątpliwości. Nie polecam do oglądania w wolny wieczór, ale jeśli szukacie czegoś, co będzie grało w tle przy sprzątaniu, czy innych codziennych czynnościach, to się sprawdzi. Wskazane jest tu bowiem oglądanie jednym okiem. Tylko wtedy się nie cierpi.

"Pacjent" jest dostępny na platformie Netflix.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA