W 2022 roku światło dzienne ujrzała "Pomoc domowa", powieść Freidy McFadden osadzona w thrillerowym gatunku. Szybko stała się bestsellerem, więc, jak to w tego typu przypadkach bywa, można było się spodziewać, że prędzej czy później zostanie przeniesiona na wielki ekran. Słowo stało się ciałem, ale z jakim efektem?

Od razu mówię: nie będę porównywał "Pomocy domowej" do jej książkowego oryginału, ponieważ go zwyczajnie nie czytałem. Fani literackiej wersji na pewno wynajdą pewne smaczki lepiej, natomiast mi ta perspektywa pasuje - można skupić się na samym filmie i nie mieć obciążenia w postaci oczekiwań w związku ze znajomością pierwowzoru. Przyznam, że nie miałem ich w wielkim stopniu również, jeśli chodzi o filmową wersję - reżyserujący ją Paul Feig już od dawna nie nakręcił niczego, co bym zapamiętał z dobrej strony - ostatnim takim tytułem był "Gorący towar" sprzed 13 lat. Jego najnowsza produkcja jest równocześnie jedną z najgłośniejszych. Pytanie jednak: czy najlepszych też? Skłaniam się ku twierdzącej odpowiedzi.
Pomoc domowa - recenzja filmu. Witamy w złotej klatce
Millie (Sydney Sweeney) desperacko szuka pracy. Rozesłała wiele CV bez większej nadziei na to, że odpowiedź na którekolwiek będzie pozytywna. Na jedną z rozmów przyjeżdża do rezydencji Winchesterów, którzy szukają pomocy domowej. Rozmawia z nią Nina (Amanda Seyfried) - równie miła co wymagająca pani domu. Millie jest przekonana, że i tutaj będzie brak sukcesu, jednak ku jej zaskoczeniu Nina decyduje się ją zatrudnić. Wyraźnie skonfundowany jest również Andrew (Brandon Sklenar), mąż Niny. Z biegiem czasu Millie na własnej skórze przekonuje się, co kryje się za piękną, imponującą wizualnie, fasadą ich codzienności.
Ostatnia część poprzedniego akapitu łatwo mogłaby się odnosić także do całego filmu. Produkcja reżyserowana przez Paula Feiga dość chętnie czerpała z miana adaptacji bestsellera, ciężko było nie zwrócić uwagi na nią, gdy filarami jej marketingu były dwie bardzo popularne aktorki z obsady. Sama konwencja thrillera obiecuje wiele, ale zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z wątkiem zahaczającym o romantyczno-erotyczne rejony, jawi się pytanie, czy ten festiwal atrakcji nie jest aż zbyt atrakcyjny, by był dobry. Na szczęście w przypadku "Pomocy domowej" pesymizm nie staje się ciałem - ten film to jedno z fajniejszych zaskoczeń, jakich zaznacie w tym miesiącu.
W zasadzie film Paula Feiga jest z gatunku "im mniej wiesz, tym lepiej się go ogląda". Jak wspominałem, nie jestem obeznany z książkowym oryginałem, w związku z czym nie wiedziałem co mnie czeka. Przyznam, że dość szybko udało mi się wkręcić w te filmowe szachy, gdzie każda z figur badała się wzajemnie, oczekując kolejnego ruchu i mierząc się z jego konsekwencjami. Zdecydowanie nie da się narzekać na nudę - Rebecca Sonnenshine skonstruowała scenariusz tak, że red flagi nie są nam ciskane w twarz, a subtelnie sugerowane. Zwroty akcji są podawane w odpowiedniej liczbie, ale co chyba jeszcze istotniejsze, w granicach logiki. Większość czasu spędzamy wraz z Millie, która z tyka się z kolejnymi sygnałami, świadczącymi, że coś tu jest nie tak. Tworzenie własnych teorii na temat tego, co się dzieje na ekranie to czysta przyjemność. Niby Nina przejawia objawy skrajnej psychozy, ale z drugiej strony anielskość Andrew jest aż niemożliwie wielka. Co tu się dzieje i jaką rolę w tej historii ma Millie?

Twórcy sprawnie bawią się oczekiwaniami i żonglują perspektywami - dzięki temu drugiemu stopniowo dowiadujemy się, do czego to wszystko zmierza. Im daje, tym "Pomoc domowa" robi coraz bardziej zdecydowany zwrot - z rozwiązywania pociągającej zagadki związanej z pięknymi, bogatymi i podejrzanymi ludźmi, stopniowo staje się mrocznym i pełnym napięcia thrillerem, w którym główną rolę odgrywa okrucieństwo, władza, klasowe i osobiste przywileje. Spokojnie - Feig nie zrobił górnolotnej satyry o złych bogatych. Obrobił to w kicz, ale ten dobry i nieprzeszkadzający w odbiorze seansu. Ba, powiedziałbym, że choć rozwiązanie tajemnicy jest w jakiś sposób absurdalne, Feig nie tylko zadbał o jakość jej utrzymywania i ujawnienia, ale również, by poszukiwana przez widza odpowiedź nie wydała się aż tak niemożliwa. To niełatwa sztuka, która się powiodła.
Obsadę stanowi tutaj przede wszystkim trójkąt składający się z głośnych nazwisk. Zacznę jednak od tego budzącego najmniej emocji i prawdopodobnie największego zaskoczenia filmu, czyli Brandona Sklenara. Facet zaliczył szybki awans w oczach widzów - z fatalnej roli w koszmarnym "It Ends With Us" jakimś trafem stał się jednym z obiektów fancastu do roli Batmana w DCU. Nie wiem, czy to realnie możliwe, ale w "Pomocy domowej" Sklenar pokazuje, że absolutnie nie ma problemu, by wcielić się w bogatego, męskiego bohatera, dla którego złota klatka jest sposobem na życie i sednem jego mentalności. To książę na białym koniu, którego zbroja stopniowo pęka, a charyzma Sklenara sprawia, że śledzenie tego procesu jest wciągające.
Brandon Sklenar to jedno z największych pozytywnych aktorskich zaskoczeń.
Kobiece bohaterki wcale jednak nie wypadają gorzej. Wręcz przeciwnie - obie są zdecydowaną siłą tej historii. Gdyby różnicować, nieco lepsze zdanie mam o Amandzie Seyfried, która zdaje się mieć wyjątkowy talent do grania zarówno najmilszych kobiet na świecie, oraz chodzących psychoz. Na poziomie scenariuszowym film bawi się tą jej umiejętnością bardzo dobrze, sama Seyfried zdecydowanie jest wkręcona w to, co robi i znakomicie wypada jako tajemnicza, coraz bardziej przerażająca Nina. Pochwały należą się również Sydney Sweeney, której kreacja Millie jest bardzo porządna, rzeczywiście intrygująca i koncentrująca uwagę widza. Obie wykonały solidną robotę. Zmarnowano za to zupełnie postać graną przez Michele Morrone - tak naprawdę samego ogrodnika Enzo mogłoby w tej historii nie być, a włoski aktor nie dostał żadnej ciekawej przestrzeni, by się wykazać.

"Pomoc domowa" to film, którego fabuła równie dobrze mogłaby sugerować, że będzie quasi-romansową szmirą, która usilnie próbuje być mroczna i zaspokoić fantazje użytkowników Wattpada. Paul Feig, ku sporem zaskoczeniu, wyciska jednak z tej historii, świadomie kiczowatej, sporo napięcia, pierwszorzędnego thrillera z niepokojącym klimatem, ergo, po prostu dobrego, inteligetnie skrojonego, angażującego kina. Jedno z największych pozytywnych zaskoczeń ostatnich tygodni.
Jest tego więcej:
Ustaw Spider’s Web jako preferowane medium w Google
"Pomoc domowa" w kinach.
Czytaj więcej o filmach na Spider's Web:
- Tak się robi thrillery, które trzymają w napięciu. Dzięki, SkyShowtime
- To jeden z najlepszych thrillerów w Prime Video. Nie obejrzycie go nigdzie indziej
- Wielki Marty to jeden z najlepszych filmów 2026 roku. A dopiero styczeń
- Najwięksi wygrani i przegrani 2025 roku. Mocny czas dla kina
- Filmy science fiction, na które czekamy w 2026. Jest bogato






































