REKLAMA

Cieszę się, że dałem temu sci-fi drugą szansę. Wreszcie się rozkręciło

Jeszcze do niedawna byłem przeciwnikiem "Monarch: Dziedzictwa potworów". Cieszę się jednak, że postanowiłem obejrzeć 2. sezon. Po pierwszych dwóch odcinkach mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że serial Apple TV wreszcie się rozkręcił.

monarch apple godzilla recenzja opinie sci fi co obejrzeć
REKLAMA

Trwało to długo. Wciąż trwonię łzy na wspomnienie 1. sezonu "Monarch: Dziedzictwa potworów". To miał być spin-off kinowego MonsterVerse, które wraz z "Godzillą vs. Kongiem" weszło na właściwe tory. Twórcy uświadomili sobie, że jak robią film o wielkich potworach, to mają się one ostro naparzać. Apple TV ewidentnie nie dostało tego memo. Serial okazał się nudną rodzinną sagą, z paroma tytanami w tle. 10 odcinków z ciągłym pitu-pitu męczyło i nużyło tak bardzo, że nawet Kurt Russell z całą swoją charyzmą niewiele tu pomógł.

Na szczęście twórcy "Monarch: Dziedzictwa potworów" wreszcie się ogarnęli. 2. sezon rozpoczynają dokładnie tam, gdzie skończyła się poprzednia odsłona. Bohaterowie wracają z Axis Mundi prosto na Wyspę Czaszki. A tam zamęt sieje już majestatyczny Kong. Jakże miło zobaczyć bezbłędnie wygenerowanego komputerowo tytana, który bije się w swe ogromne piersi i rozwala wszystko na swej drodze. Gigantycznie dobry start.

"MONARCH: DZIEDZICTWO POTWORÓW" OBEJRZYSZ NA:
REKLAMA

Monarch - recenzja 2. sezonu sci-fi od Apple TV

Przypomnijmy jednak, że 1. sezon również zaczynał się od ataku tytana. Później dopiero zwolnił. Tym razem nic takiego nie ma miejsca. Bohaterowie dostają znacznie mniej miejsca, żeby wylewać gorzkie żale na temat swojego rodzinnego życia. Co chwilę muszą walczyć o życie - czy to z mniejszym stworem o aparycji facehuggerów z "Obcego" czy to z groźnym krakenem, który przypadkiem wydostał się z Axis Mundi razem z Lee.

Twórcy nie przeprowadzają rewolucji. Wciąż prowadzą swoją opowieść na dwóch płaszczyznach czasowych. Ale tym razem cofają się do przeszłości nie po to, żeby niemiłosiernie wymuszać dłuższy czas trwania serialu. Robią to ze znacznie bardziej gatunkowym zacięciem. Chętnie zaglądają przy tym w rejony folk horroru, bo przecież Lee, Keiko i Bill docierają na tajemniczą, odciętą od cywilizacji wyspę, aby odkryć, że tubylcy czczą tam tytanów. Jest klimat. Jest napięcie. I przede wszystkim - potworów nie brakuje.

Pierwsze odcinki 2. sezonu "Monarch: Dziedzictwa potworów" sugerują, że tym razem serial nie będzie już tak żałośnie tęsknić za akcją. Bohaterowie wciąż oczywiście muszą co jakiś czas przystopować i wylać część pretensji. Jednakże tym razem nikt już nie próbuje udawać, że opowiada tak przejmującą ludzką opowieść, jak Takashi Yamazaki w "Godzilla Minus One". Umówmy się: MonsterVerse atrakcjami stoi. I teraz one zaczynają się liczyć. Jakby pierwsza odsłona produkcji była tylko wątłym fundamentem tego, co dopiero nadchodzi.

Mimo to wciąż zaleca się ostrożność. 2. sezon "Monarch: Dziedzictwa potworów" może jeszcze skręcić w niewłaściwą stronę. O ile jednak pierwiastek ludzki - tę piętę achillesową całego MonsterVerse - dalej będzie trzymał w ryzach, możemy otrzymać wciągające widowisko. Pierwsze dwa odcinki dokładnie to sugerują. I oby nie była to obietnica bez pokrycia. Bo 3. odsłony już nie zdzierżę.

REKLAMA

Więcej o Apple TV poczytasz na Spider's Web:

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-27T15:34:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-27T14:51:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-27T14:03:37+01:00
Aktualizacja: 2026-02-27T13:33:47+01:00
Aktualizacja: 2026-02-27T10:43:47+01:00
Aktualizacja: 2026-02-27T09:54:07+01:00
Aktualizacja: 2026-02-26T18:19:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-26T17:57:09+01:00
Aktualizacja: 2026-02-26T15:00:16+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA