Wiedźmin jak Bond i Batman? Widzowie czepiają się niefortunnego porównania Bagińskiego, ale ze złego powodu
Produkcja 4. sezonu „Wiedźmina” stoi w miejscu, ale dyskusje wokół serii nie milkną. Twórcy bronią produkcji, wściekli widzowie reagują agresją na każdą wypowiedź (często źle je interpretując), a Tomasz Bagiński dolewa oliwy do ognia. Teraz dostaje mu się za to, że porównał Geralta z Rivii do Batmana i Jamesa Bonda.
Nie wiadomo, jak długo przyjdzie nam poczekać na 4. sezon „Wiedźmina” - prace nad kontynuacją, w której rolę Geralta po Henrym Cavillu przejmie Liam Hemsworth, zostały wstrzymane w związku ze strajkami scenarzystów i aktorów. W międzyczasie twórcy podrzucają kolejne sugestie co do tego, w jaki sposób podmiana artystów zostanie wyjaśniona fabularnie - co dziwi i niepokoi wielu widzów. Całkowicie to rozumiem - recast nie jest rzadkim zjawiskiem i co do zasady nie wymaga żadnych wytłumaczeń. Kombinowanie z konceptami multiwersum albo - jak głosi jedna z nowszych teorii - opowieść Jaskra (to, co widzimy w serialu, może być opowieścią barda lub innej osoby; opowieścią przetwarzaną i modyfikowaną, co mogłoby wytłumaczyć zmiany w wyglądzie głównego bohatera) to mało prawdopodobne scenariusze. Podejrzewam, że dochodzi tu raczej do nadinterpretacji wypowiedzi producenta (który motyw multiwersum otwarcie wykluczył w jednym z wywiadów).
Nie oznacza to, rzecz jasna, że twórcy nie wymyślą innego niepotrzebnego wytłumaczenia - miejmy nadzieję, że widząc reakcje widzów raczej zrezygnują z tego dziwacznego pomysłu. Niektórzy jednak słusznie zwracają uwagę, że kolejne komentarze ekipy na ten temat wywołują zamieszanie i są najzwyczajniej w świecie nie w porządku w stosunku do Hemswortha, który i tak już nie ma lekko - zanim jeszcze wcielił się w Geralta, zdążył zaskarbić sobie niechęć i krytykę. Nie jest to, rzecz jasna, uczciwe - Hemsworth to aktor, który przyjął rolę i chce tylko wykonać swoją pracę. Niestety odejście Henry’ego Cavilla, który dla wielu odbiorców był fenomenalnym Geraldem i filarem podtrzymującym cały serial, automatycznie budzi wrogość wycelowaną w jego zastępcę.
Czytaj także:
- Scenarzysta "Wiedźmina" sam się wkopał. Nawet nie chciało mu się zajrzeć do książki Sapkowskiego
- Fani wściekają się, że Ciri zostanie najważniejszą postacią serialu "Wiedźmin". Od razu widać, że nigdy nie sięgnęli po książki
- Czym finał 3. sezonu „Wiedźmina” różni się od książek? Śmierć postaci i inne modyfikacje
Wiedźmin 4: Tomasz Bagiński porównuje Geralta do Batmana i Bonda
Henry był fantastycznym Geraltem, ale w historii popkultury mamy wielu aktorów, którzy wcielali się w tę samą postać, a sama postać się zmieniała. Najbardziej jestem zadowolony z tego, że serial powstał i stał się tak popularny. "Wiedźmin" wszedł już na ten poziom, na którym są Batman, Superman czy James Bond. Może liczyliśmy na to, że zobaczymy go w nowej odsłonie dopiero za kilka lat, ale stało się to teraz. I to nic nowego w przypadku ikonicznych bohaterów popkultury.
- powiedział Bagiński w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Kolejna z wypowiedzi Bagińskiego, w której producent porównał Geralta do wyżej wymienionych bohaterów (to porównanie dotyczyło pewnego poziomu rozwoju różnych odnóg franczyzy - Batman i agent 007 doczekali się wielu inkarnacji, dlaczego zatem nie wiedźmin) również została źle odebrana. To nie pycha, a przypomnienie, że wielu znanych bohaterów było przedstawianych na wiele sposobów. Oczywiście, w tym kontekście to zestawienie nie jest może zbyt fortunne - mówimy o zwykłym recaście, który powinien zostać przeprowadzony stanowczo i bez zbędnych tłumaczeń. Batman i Bond raczej nie zmieniali się w ramach jednego cyklu, tworzącego fabularnie zwartą całość.
Podobne stwierdzenia wydają się też odrobinę nie w porządku wobec Hemswortha. Jak wspomniałem, facet i tak musi mierzyć się z antypatią, a nawet nie zdążył pokazać się w nowej roli. To wielkie wyzwanie i olbrzymia presja. Jak słusznie zwracają uwagę niektórzy komentujący, aktor zasłużył na zaprezentowanie się pod postacią pełnoprawnego Geralta, a nie żadnej „innej wersji” - tego typu zabiegi brzmią bardzo zachowawczo, ale w ten niefajny sposób. Oddzielanie jednego od drugiego jest trochę jak spisywanie Hemswortha na straty - słabe.