Na serial „Amadeus” - tak, o tym Amadeuszu - czekałem, przyznam, dość niecierpliwie. Liczyłem na poszerzenie wątków podjętych w ikonicznym obrazie z 1984 r. i zaprezentowanie ich w odświeżonej formie, najlepiej z bardziej współczesnym sznytem. W pewnym sensie to właśnie dostałem - wykonanie jest jednak, delikatnie pisząc, rozczarowujące. Przynajmniej jak na razie.

Serialowy „Amadeus” jest kolejną adaptacją nagradzanej sztuki Petera Shaffera, którą na kolejne medium przełożył Joe Barton. Całość, podobnie jak oryginał, skupia się przede wszystkim na starciu dwóch kompozytorów, Wolfganga Amadeusza Mozarta (Will Sharpe) i Antonia Salieriego (Paul Bettany). Ten drugi wprowadza pierwszego w sfery muzycznej śmietanki, przyjaźń kwitnie, ale z czasem Salieri dostrzega to, czego wcześniej nie widział: wielkie zagrożenie. Wkrótce rywalizacja przekształci się w prawdziwą obsesję.
O filmie Formana mówiono (bez cienia przesady), że jest obrazem kompletnym, spełnionym i wyczerpującym; wspaniałym hołdem, pomnikiem. Serialowi nie brakuje tak wiele, by być laurką może nie tak oszałamiającą, ale z całą pewnością angażującą i momentami porywającą. Niestety, ostateczny efekt zdaje się hamować niemal w każdej sferze, jest bezpieczny, niewyróżniający się, wręcz nijaki. I nie do końca wie, czym chce być.
Amadeus - opinia o pierwszych odcinkach serialu ze SkyShowtime
Problemem „Amadeusa” nie są, rzecz jasna, te kwestie, które punktuje wielu widzów, ewidentnie niezaznajomionych z oryginalną sztuką czy filmem, za to zawzięcie polujących na czarownice zwane „wokeness”. Dla porządku, przypomnę: oryginał nie jest w żadnym wypadku oparty na faktach. Zarówno przedstawione tam wydarzenia, jak i postacie, nie są fikcją dobarwione, a wręcz nią przesycone. To przede wszystkim - jak wspominałem - hołd, ale i świetnie napisana, ekscytująca opowieść o obłędzie rywalizacji, chętnie sięgająca po mity, swobodnie podchodząca do prawdy.
I tym samym z grubsza jest serial. Nie jest to dzieło stricte historyczne czy biograficzne; zarzuty względem doboru obsady czy elementów, powiedzmy, uwspółcześnionych (jak choćby język), są absolutnie nietrafione. Mówimy o opowieści osadzonej w ramach umownego świata przedstawionego („Wielka” czy choćby „Bridgertonowie” mogą być dla wielu widzów odpowiednimi skojarzeniami). Należy o tym pamiętać. Jeśli zaś chodzi o uwagi innej materii, cóż, po seansie pierwszych epizodów zdążyłem ukuć ich kilka. Z przykrością - bo potencjał jest tu spory.
Jeśli zabierasz się za stworzenie serialu korzystając z materiału źródłowego, który doczekał się już ekranizacji właściwie idealnej - ubóstwianego filmu, cenionego za błyskotliwość i tematyczną głębię, zaserwowaną w sposób atrakcyjny, przystępny i poruszający, wychwalanego za dwie z najbardziej ikonicznych kreacji aktorskich, to warto włożyć wszelkie starania w to, by nowa wersja miała do zaoferowania przynajmniej jeden równie udany element, a przy okazji zaproponowała coś nowego, innego, interesującego. Zabawa scenografią, niezbyt już zresztą odświeżająca, to trochę za mało.
Niestety, przez pierwsze dwie godziny niczego takiego nie dostrzegłem. I nie chodzi o to, że „Amadeus” tonie w banalnych wpadkach - nic z tych rzeczy. Problem w tym, że nie ma też w nim absolutnie nic ekscytującego, wyróżniającego się, podbijającego serca. Całość jest jak zubożałe odtwórstwo, jak kopia pozbawiona blasku oryginału. Zarówno scenopisarsko, jak i reżysersko i aktorsko. Bettany, owszem, stara się, ale nie ma tu zbyt wielkiego pola do popisu. Sharpe zaś... Sharpe to, wybaczcie, potwarz. Jest bezbarwny, gra jakby od niechcenia; nie ma w nim ognia, pasji, nawet życia. Centrum, fundament historii poraża nijakością. Co gorsza, momentami zupełnie niepotrzebnie przekształca scenariusz źródła, nie oferując w zamian nic równie sensownego i fabularnie wartościowego, ryzykując za to tematyczne spłycenie. Szkoda.
Podkreślę jednak, że jest to, póki co, opinia powierzchowna, oparta na dwóch z pięciu godzin, które obejmuje miniseria. By być uczciwym i móc sformułować kompetentną recenzję, muszę obejrzeć pozostałe trzy epizody. Bicia się w pierś jednak nie przewiduję.
Jest tego więcej:
Ustaw Spider’s Web jako preferowane medium w Google
Czytaj więcej:
- Epicki serial fantasy wreszcie w Polsce. Ogląda się go jak Grę o tron
- Conformity Gate i Stranger Things. O co tu chodzi?
- Hitowy dreszczowiec dostanie sequel. Ledwo się pojawił, a to już oficjalne
- Nowy film, legendarni bohaterowie. Ten akcyjniak podbija HBO Max
- Amazon ujawnił świetną obsadę serialu Tomb Raider. Czekamy






































