Dotychczas doczekaliśmy się trzech filmów z serii „Blair Witch”, przy czym jedynie oryginał - „Blair Witch Project” z 1999 r. - można nazwać udanym. A nawet przełomowym. Jeśli jednak coś jest rozpoznawalne, nie ma szans, by współczesne studia pozwoliły temu skonać. Dlatego też seria, jakżeby inaczej, powróci - a za sterami nowej odsłony ma stanąć twórca, którego nazwisko nie pozostawiło fanów obojętnymi.

Film „Blair Witch Project” na zawsze odmienił krajobraz horroru i pomógł spopularyzować nurt found footage, który wkrótce potem zaczął zalewać ekrany. Ostatni raz o tej franczyzie zrobiło się znowu nieco głośniej w 2016 r., gdy Adam Wingard właściwie pogrzebał ją (a przynajmniej tak się wydawało i mówiło) filmem „Blair Witch”. Okazuje się, że to jeszcze nie koniec.
Dwa lata temu do akcji wkroczyły studia Lionsgate i Blumhouse Productions, które najwyraźniej uznały, że to świetny pomysł, by raz jeszcze nakręcić kolejny film z cyklu - tym razem reboot, który ponownie spróbuje wskrzesić franczyzę. Hollywood ewidentnie nie chce zostawić jej w spokoju, dostrzegając potencjał, którego najwyraźniej nie potrafi wykorzystać.
Mówi się, że zdjęcia mogą ruszyć wczesną jesienią.
Blair Witch Project: nazwisko reżysera nowego filmu niepokoi fanów
Jak donosi rzetelny zazwyczaj scooper DanielRPK, reżyserią ma zająć się Dylan Clark, który stworzył m.in. „Transfigure”, „Home Movies” czy „Seagrass”. Domyślam się, że te tytuły nic wam nie mówią - są to bowiem produkcje chwalone, a nawet nagradzane, ale... krótkometrażowe. Clark dotychczas nie zrealizował ani jednego filmu o pełnym metrażu - będzie to zatem jego debiut (chyba, że wcześniej wejdzie na plan obrazu „Portrait of God”, którego producentami wykonawczymi są Sam Raimi i Jordan Peele - jednak od dłuższego czasu do sieci nie spłynęły żadne nowe informacje na ten temat).
Fani serii nie zareagowali na angaż Clarka zbyt entuzjastycznie - prawdę mówiąc, komentarze wyrażają raczej niepokój. Rozumiem obawy, ale myślę też, że to nieco niesprawiedliwe podejście: wielu debiutujących twórców dało nam w przeszłości znakomite horrory (podobnie zresztą jak autorzy oryginału). Nieraz wnoszą też do swoich pierwszych projektów sporo świeżości, a właśnie tego „Blair Witch” potrzebuje.
Osobiście podchodzę do tego projektu sceptycznie z zupełnie innych przyczyn: „Blair Witch Project” od Daniela Myricka i Eduardo Sancheza, zrealizowany za mniej niż 60 tys. dol. (sic!) to fenomen jednorazowy - unikalne zjawisko, którego nie da się powtórzyć. Obraz przetarł bowiem nowe szlaki i uchwycił ducha swoich czasów w sposób, którego kolejne found footage w 2026 r. nie odtworzy. To jeden z najbardziej wpływowych horrorów ostatniego ćwierćwiecza przede wszystkim ze względu na swoją innowacyjność. I właśnie dlatego o kolejnych odsłonach nikt już nie pamięta.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Fani HBO Max są wściekli, że genialny thriller tak szybko się kończy
- Gdzie jest Punisher? Zniknął z Daredevil: Odrodzenie
- Genialne nowości Disney+ na kwiecień 2026. Czekaliśmy na ten serial
- Legendarne dzieło Spielberga wpadło na HBO Max. Będziecie szczękać zębami
- Niby nic na siłę, a Podlasie ledwo obejrzałem do końca. Po co im to było?



















