Przyznam, że nie wiem, czemu Netflix zdecydował się na "Podlasie". Poprzedzający je film, osadzony w tym samym świecie, niby przykuwał uwagę oglądających, ale ze świecą szukać tego, kto uważa go za dobry. Sprawdziłem, czy warto wracać do wsi Bodźki i po seansie wciąż nie czuję się przekonany, że miało to sens.

Będę grał w otwarte karty: zupełnie odbiłem się od poprzedniego filmu z tego uniwersum. "Nic na siłę" oszukało mnie swoim tytułem - seans tego filmu dokończyłem z bólem i poczuciem, że zmuszałem się, by to zrobić. Nawet nienajgorsze aktorstwo nie było w stanie przykryć tego, jak na wielu innych poziomach męcząca była to produkcja. Nie będę ukrywał, że obawiałem się "Podlasia" z tego samego względu - dostanę bajkowy obraz pięknej wsi, w której drzewka ładnie rosną, ptaszki śpiewają, a cudowni ludzie się wspierają nawzajem. Cóż, choć nie zawsze jest tak kolorowo, to jednak do zmiany na lepsze nie zaszło.
Podlasie - recenzja filmu. Kosmicznie położona historia
O ile wcześniej obserwowaliśmy losy Oliwii (Anna Szymańczyk) i jej rozwijającej się z relacji z Kubą (Mateusz Janicki), o tyle tutaj główną bohaterką opowieści jest Halina Madej (Anna Seniuk). Na początku filmu cała wieś zbiera się, by być świadkami jej ślubu z Janem (Artur Barciś). Coś jednak wyraźnie jest nie tak - kobieta nagle zaczyna się dziwnie zachowywać, jakby nagle się rozmyślała. Okazuje się, że ta postawa ma drugie dno w postaci problemów finansowych, których skutkiem są długi i wiszące widmo utraty przez Halinę domu. W związku z tą sytuacją mieszkańcy wpadają na, mówiąc delikatnie, radykalne pomysły, by wspomóc bohaterkę.
"Podlasie" to wręcz książkowy przypadek filmu, którego fabularną i dramaturgiczną podstawą jest de facto to, że bohaterowie ze sobą nie rozmawiają. Halina, choć wychodzi za Jana i go kocha, pod żadnym pozorem nie chce wyjawić mu swojej prawdziwej sytuacji finansowej (nie ma to jak uczciwość w związku, prawda?). To prowadzi, standardowo, do nieporozumień i niedomówień, natomiast Łukasz Kośmicki oraz scenarzystki Karolina Frankowska i Katarzyna Golenia bardziej starają się, by ogrzać widza w cieple historii, polegającym na wzajemnej solidarności, wsparciu ze strony najbliższego otoczenia, które mimo przeszkód ostatecznie (i bez zaskoczeń) doprowadzi do happy endu. Nie zabraknie po drodze gagów, wiejskich stereotypów (pokroju pędzenia bimberku na zachrystii) - czyli wszystko na swoim, typowym miejscu.
Jest w tym filmie wątek, który chyba przypadkiem wyszedł twórcom lepiej, niż się spodziewali. Piszę "przypadkiem", bo poza krótką chwilą potem się do tego aspektu nie wraca, a szkoda. Chodzi bowiem o sytuację, w której tuż po odwołaniu ślubu, członkowie wsi niemal od razu piętnują Halinę, bo wyrządziła krzywdę zacnemu parafianinowi, takiemu jak Jan. To otwiera pole do ciekawych rozważań na temat właśnie stereotypów, według których "baba jest zła, a chłop pokrzywdzony". Oczywiście twórcy nie korzystają z tego w żaden głębszy sposób, bo po co?

Jedna z bohaterek filmu wypowiada słowa "realizm jest przereklamowany". Okazuje się to nie tylko dialogiem, ale także scenopisarską maksymą - twórcy idą w absurdalnie głupi wątek z udziałem… Marsjan. Tak, dobrze czytacie. Poprzedni film miał jeszcze w sobie minimum życiowego realizmu, ale tutaj "kreatywność" głównego konceptu jest niemożliwie bezsensowna. Bohaterowie wpadają bowiem na - dosłownie - kosmiczny pomysł: za sprawą kręgów w trawie przekonać, że obcy złożyli wizytę na Ziemi, co będzie oznaczać rychły najazd turystów i napływ pieniędzy, które pójdą na spłatę długów Haliny.
Niby jest w tym absurdalny urok, ale niestety finalnie znowu pojawia się typowe spojrzenie w postaci "patrz widzu na tych wieśniaków", żeby wielkomiejski widz mógł uśmiechnąć się pod nosem, jak to ludzie ze wsi postrzegają kosmitów i czerpią wiedzę o nich. Widzieliśmy to już w "Ołowianych dzieciach", które zrobiły ze Ślązaków zacofaną ciemnotę, a teraz na ciut mniejszą skalę podobna rzecz dzieje się w "Podlasiu". Oczywiście, prędko okazuje się, że to oni sami wymyślili wszystko, by w ten sposób zebrać pieniądze, ale niesmak i tak pozostaje. Naprawdę, w 2026 roku naprawdę trudno ogląda się tego typu kino, a dopisywanie do niego jeszcze wątku kosmicznego jest wyjątkowym lenistwem. Jeśli jest jedna rzecz, dla której warto go obserwować, to moment tripu Wiktora Zborowskiego wywołanego naparem.
Twórcy nie mają również ambicji, by skoro już wywołali temat kosmitów, zagrać nim jakoś ciekawiej, zwłaszcza w obliczu napływu turystów, reprezentujących miejską perspektywę, z założenia przeciwną do tej wiejskiej. Nie ma tutaj jednak żadnej interesującej obserwacji ani jej próby, a przyjezdni pozostają pustymi figurami, duchami w tej historii. Nie sposób za to odmówić filmowi nienajgorszej scenografii, niezłych ujęć na wiejskie plenery i ładnych kadrów, jednak wciąż: największy problem filmu Kośmickiego tkwi przede wszystkim w fabule.

Nie powinno być wielkim zaskoczeniem, że "Podlasie" da ogląda się niemal wyłącznie dzięki aktorom. Anna Seniuk i Artur Barciś w głównych rolach tworzą naprawdę dobry duet jako "stare, dobre małżeństwo", które jest tu wystawione na niemałą próbę, stawiającą na szali ich uczucie. Ona w roli Haliny bardzo naturalnie sprawia wrażenie upartej twardzielki (jak to ujmuje Jan, "Bodźkowa femme fatale"), która nie chce da sobie pomóc, on zaś z rozgoryczenia i poczciwości łatwo przechodzi do komedii. To na ich barkach osadzona jest w dużej mierze odpowiedzialność za ten film i to właśnie dzięki Seniuk i Barcisiowi, ma on dobre przebłyski.
Nie należy też zapominać o bogatym w duże nazwiska drugim planie. Tym razem znaleźli się na nim dawni główni bohaterowie. Anna Szymańczyk w roli Oliwii pokazuje, że nawet, jeśli sam film jest bardzo przeciętny, to ona i tak da z siebie dużo - w tym przypadku mowa zwłaszcza o błyskotliwości i uroku swojej bohaterki. Mniej do pogrania ma Janicki, ale i tak już w "Nic na siłę", choć był dobry, to przyćmiewany przez Szymańczyk, więc nie ma wielkiej szkody. Z innych dość udanych aktorsko elementów filmu warto wymienić epizod Cezarego Żaka w roli starego Wolaka. Na liście obsady znalazła się też, dość bezobjawowo grająca matkę Oliwki, Joanna Trzepiecińska. Lepsze zdanie mam zdecydowanie o Filipie Gurłaczu, grającym zauroczonego nią, młodego Wojtka. To świadomie komediowa rola, która ma w sobie jakiś zabawny urok.
"Podlasie" to niezobowiązujące kino, które ma w sobie jakieś niewymuszone ciepło i broni się pracą aktorów, którzy zgromadzeni razem na planie sprawiają, że historia opowiadana przez Łukasza Kośmickiego i spółkę ma jakieś emocjonalne korzenie. Niestety, nawet bogata obsada to za mało, by udźwignąć ogólną przeciętność fabuły. Tak, jak odbiłem się od "Nic na siłę", tak i "Podlasia" nie będę wspominać z rozrzewnieniem.
"Podlasie" jest dostępne do obejrzenia na Netfliksie.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Nie mogę uwierzyć, że widzowie Netfliksa rzucili się na ten film
- Dlaczego Harry Hole zaczął się od środka? Dobra decyzja Netfliksa
- Nowa obsada w nowym Stranger Things. Wraca jeden aktor
- Horror od twórców Stranger Things wylądował na Netfliksie. Nakręciła go Polka
- Harry Hole od Netfliksa to najlepszy kryminał roku. Tak sobie go wyobrażałam
zdjęcie główne: materiały prasowe Netfliksa



















