Najnowszy film Chloe Zhao narobił już sporo szumu. "Hamnet" okazał się częstym bywalcem prestiżowych topek najlepszych tytułów zeszłego roku, a przed chwilą zdobył dwa Złote Globy, w tym dla najlepszego dramatu. Po seansie nikogo nie powinno dziwić, że wywarł na krytykach i dziennikarzach tak pozytywne wrażenie.

Z poprzedzającej opowieść planszy informacyjnej dowiadujemy się, że Hamnet i Hamlet to dwie wersje tego samego imienia. Już ta introdukcja sugeruje dokładnie to, co zostało wszem i wobec ogłoszone znacznie wcześniej: w swoim najnowszym filmie Chloe Zhao przedstawia historię powstania "Hamleta". Aczkolwiek sprowadzenie całej fabuły do genezy najważniejszej i najsłynniejszej sztuki wszech czasów byłoby sporym niedomówieniem. Dostajemy produkcję znacznie głębszą, pełniejszą i ciekawszą. Nie daje się ona zamknąć w ramach wycinka z biografii Williama Szekspira.
Posiłkując się bestsellerową powieścią Maggie O'Farrell, z którą reżyserka napisała scenariusz, Zhao przesuwa pole zainteresowań ze słynnego dramaturga na jego żonę. Agnes to - jak się dowiadujemy - córka wiedźmy z lasu, sama uważana za czarownicę. Dlatego na samym początku kamera Łukasza Żala lubi jej się przyglądać, jak pośród drzew leży w pozycji płodowej. Robi to z daleka, przez co główna bohaterka staje się wręcz istotą mistyczną. Jest wtopiona w tło, jakby była dzieckiem ziemi, na dobre i złe połączonym z naturą.
Hamnet - recenzja filmu
Zhao celebruje naturę. Przygląda jej się w pejzażach długich niczym opisy przyrody z najnudzniejszych lektur szkolnych. Wydobywa z niej cały mistycyzm, ale w żadnym momencie nie próbuje upiększać swojej opowieści. To nie jest "Zakochany Szekspir", żebyśmy mieli podziwiać kostiumy i dekoracje. Bohaterowie chodzą w pogniecionych i umorusanych ciuchach. Świat przedstawiony jest brudny i bywa odpychający. Przecież William oświadcza się Agnes, gdy ta akurat przerzuca nawóz. W końcu nawet w tak antyromantycznych okolicznościach, trudno byłoby się oprzeć jego gładkiej gadce.
"Hamnet" na pewno opiera swą siłę na słowie mówionym. W dialogach nieraz usłyszymy cytaty ze sztuk Szekspira, z czego monolog z "być albo nie być" zostaje wpleciony nagle, niespodziewanie, bez większego uzasadnienia fabularnego - totalnie od czapy. Ale Zhao jest zbyt sprawną reżyserką, żeby jej film uznać za przegadany. Udaje jej się uniknąć podobnych zarzutów, dzięki obsadzie, której twarze lubi studiować, gdy wygłaszają kolejne przydługie kwestie. Przy mniej utalentowanych aktorach mogłoby dojść do katastrofy, ale Paul Mescal swoją mimiką potrafi tchnąć nową energię nawet w opowieść o Orfeuszu i Eurydyce.
Po nieudanym eksperymencie z "Gladiatorem 2" Mescal nie próbuje wchodzić w buty hollywoodzkiego gwiazdora, który krzykliwymi środkami wyrazu potrafi porwać tłumy. Robi dokładnie to, co przyniosło mu uznanie krytyków i kinomanów: gra powściągliwie, na niskich tonach, ciągle niuansując swojego bohatera. Na ekranie Szekspir kontrastuje przez to z Agnes. Wcielająca się w nią Jessie Buckley jest znacznie bardziej ekstrawertyczna i emocjonalna. Podbija to główną oś fabularnego konfliktu "Hamneta" - różnice w przeżywaniu żałoby przez kobiet i mężczyzn.
Do rodzinnej tragedii w połowie filmu "Hamnet" wydaje się nieskładny. Trudno wyłuskać myśl przewodnią ze scenek rodzajowych z życia rodziny Szekspirów, a właściwie Agnes, która zostaje z dziećmi na wsi, gdy mąż wyjeżdża robić karierę w Londynie. To seria obserwacji mieszcząca w sobie zbyt wiele tematów - od feminizmu do poświęcenia dla drugiej osoby. Dopiero po niej u Zhao objawia się konsekwencja i zaczynamy rozumieć, że mamy do czynienia z opowieścią o przepracowywaniu traumy poprzez sztukę. Coraz mocniej ścierają się ze sobą dwie formy przeżywania żałoby. Ta kobieca - głośna, płaczliwa. I ta męska - cicha, ze łzami zmieniającymi się w teatr. Reżyserka ich nie wartościuje, obie są równie ważne i wybrzmiewają z pełną mocą.
Zhao zdarza się być zbyt oczywistą i ckliwą. Potrafi szturchać widzów kijem, tłumacząc, co mają czuć, gdy pięknymi zdjęciami i wzruszającą muzyką przeprowadza nas przez swoją opowieść jak za rękę. Jednakże lubi też korzystać z chwytów formalnych znanych z produkcji, w jakich do tej pory czuła się najlepiej - o ofiarach gig economy ("Jeździec", "Nomadland"). Z tego właśnie względu "Hamnet" najlepszy staje się wtedy, gdy reżyserka ogranicza środki narracyjne. Gdy melodie Maksa Richtera ustają, a ekran rozrywa desperacki krzyk Agnes. Gdy w ciszy możemy podejrzeć szukającego pocieszenia w słowach Williama. Kiedy film rezygnuje z łopatologii i staje się subtelniejszy, wtedy dopiero czuć ból i rozpacz, które przeszywają bohaterów. Uderzają z taką siłą, że cała reszta jest milczeniem.
Więcej o filmach poczytasz na Spider's Web:
- Dreams was sponiewiera. Łamie psychiki, nie serca
- Wielki Marty to jeden z najlepszych filmów 2026 roku. A dopiero styczeń
- Jedno z najlepszych sci-fi XXI wieku z datą polskiej premiery. 25 lat na nią czekałem
- Widziałem "Avatara z Temu". To prawdziwa perła złego kina
- Jest data premiery filmu Lalka. Wszyscy na niego czekamy
Premiera "Hamneta": 23 stycznia w kinach. Wcześniej można film obejrzeć na pokazach przedpremierowych.
- Tytuł filmu: Hamnet
- Rok produkcji: 2025
- Czas trwania: 125 minut
- Reżyseria: Chloe Zhao
- Aktorzy: Jessie Buckley, Paul Mescal, Zac Wishart
- Nasza ocena: 7/10
- Ocena IMDB: 8,1/10






































