Filmy Christophera Nolana zwykle najlepiej ogląda się na wielkim ekranie i nie inaczej jest w tym przypadku. Bohater tego tekstu oczywiście dawno zniknął z kinowego repertuaru, a obecnie jest dostępny na Netfliksie. To się jednak prędko zmieni, wobec czego zachęcam do seansu, zanim będzie za późno.

Christopher Nolan to reżyser słynący z dzieł ciężkich do jednoznacznej opinii i wielokrotnie dzielących publikę. Jedni twierdzą, że jest geniuszem i ostatnią nadzieją branży filmowej, inni zaś nie idą tak daleko w swoich opiniach. W swoim najnowszym dotychczas ("Odyseja" wejdzie do kin dopiero za kilka miesięcy), 180-minutowym "Oppenheimerze" zamyka życiorys człowieka, który - nie ma w tym przesady - dzierżył w swoich rękach i umyśle los całego znanego nam świata. Nie ma wątpliwości, że Nolan stworzył dzieło ważne i aktualne, zwłaszcza w dobie niepokojów nuklearnych, coraz bardziej obecnych w naszym świecie.
Oppenheimer znika z Netfliksa. Film Nolana to dzieło kinowej sztuki
J. Roberta Oppenheimera (Cillian Murphy) poznajemy jako młodego, zapalonego naukowca, fizyka teoretycznego, który powraca do Stanów Zjednoczonych, zaczyna wykładać w Berkeley i nawiązywać znajomości z tamtejszymi środowiskami komunistycznymi. W międzyczasie III Rzesza notuje progres w postaci rozszczepienia atomu. Wkrótce Niemcy dokonują inwazji na Polskę, co rozpoczyna II wojnę światową. Oppenheimera odwiedza pułkownik Leslie Groves (Matt Damon), który powierza naukowcowi niezwykłe zadanie - ma on kierować badaniami nad stworzeniem bomby atomowej dla Stanów Zjednoczonych.
W tej opakowanej w trzygodzinny metraż historii, pojawia się bardzo dużo wątków. W niedoświadczonych rękach zostałoby to położone po całości, ale Nolan to fachura, który bez poczucia poplątania opowiada o wielu aspektach życia głównego bohatera: od okołokomunistycznych powiązań, przez żmudny, skomplikowany, pełen obliczeń i teorii proces zwieńczony udanym testem, aż po usunięcie Oppenheimera z życia politycznego, gdy zaczął aktywnie sprzeciwiać się wyścigowi zbrojeń. Film przez trzy godziny trzyma w napięciu. Nawet jeśli niektóre sceny są skrojone pod historyczne one-linery, to pełna patosu atmosfera (podbijana przez kapitalną, intensywną muzykę Ludwiga Göranssona) w żadnym momencie filmu zdaje się nie być osadzona na próżno.
"Oppenheimer" nie jest także sztywną faktografią powstawania bomby atomowej. Nolan koncentruje się na ludzkich ambicjach, aspiracjach, wątpliwościach, strachu, jednak oczywiście w ich centrum stawia tytułowego bohatera, nie uciekając od możliwie zasadnych podejrzeń, jednocześnie unaoczniając, jak duży ciężar niósł na swoich barkach ten człowiek, który lojalność wobec ojczyzny chcącej zaprowadzić "ład na świecie" okupił połamanym - wskutek morderczej siły wynalazku, którego stworzeniem kierował - sumieniem. Nagrodzony Oscarem Cillian Murphy dźwiga tę kreację w sposób niezwykły. Oppenheimer w jego wykonaniu to…no właśnie. Szarlatan? Zakochany w tym co mówi, narcyz? Erudyta? A może celowo wyeliminowany z życia publicznego prorok, który mówił więcej niż powinien?
Pomimo, że historia jest bardzo mocno skoncentrowana na Oppenheimerze, drugi plan ma sporo pola do popisu. Show kradnie Emily Blunt w roli Kitty, która usilnie próbuje motywować męża do walki o swoje imię. Robert Downey Jr. (również słusznie nagrodzony Oscarem) maluje swoją grą wielki, obezwładniający portret równie sprytnego co cynicznego Lewisa Straussa. Sceny z generałem granym przez Matta Damona wybornie łączą w sobie wisielczy humor z ponurą świadomością wagi sprawy. Florence Pugh i Rami Malek goszczą na ekranie krótko, ale wystarczająco, swoje tour de force daje też Jason Clarke w roli Rogera Robba. Gdyby wówczas przyznawano Oscara za najlepszą obsadę, tak jak będzie to miało miejsce w tym roku, "Oppenheimer" rozjechałby konkurencję.
"Oppenheimer" to monumentalne trzy godziny, pozostawiające widza z wieloma pytaniami w głowie. Nolan stworzył wybitny obraz głównego bohatera jako człowieka, jednostki o ewoluujących poglądach i rosnących dylematach moralnych. Z czystym sumieniem mogę określić ten film jako jeden z najważniejszych we współczesnej historii kina. Tym bardziej polecam, by ci, którzy nie widzieli go jeszcze, mogli to zrobić, zanim zniknie z Netfliksa.
"Oppenheimer" jest dostępny w ofercie Netfliksa do 20 marca.
Więcej o Netfliksie poczytasz na Spider's Web:


















