Timothée Chalamet zrujnował swój wizerunek jednym zdaniem. Ręce opadają
Timothée Chalamet nagrabił sobie u społeczności opery i baletu. Po jego wypowiedzi na temat tego, że "nikogo nie obchodzą" te dwie formy sztuki, do mediów społecznościowych zaczęły napływać filmy, które trafnie podsumowują jego niefortunny komentarz. W akcję włączyły się takie instytucje jak nowojorska Metropolitan Opera, brytyjski Royal Opera House.

Tuż przed galą rozdania Oscarów Timothée Chalamet uwikłał się w konflikt z operami i baletami. Sytuacja z cyklu: "Jak jedną wypowiedzią zniszczyć swój wizerunek?" jest tak absurdalna, że raczej nie było jej w niczyim bingo na 2026 rok. A już szczególnie nie w bingo Chalameta, który z pewnością zacierał ręce na zdobycie swojego pierwszego Oscara za rolę w filmie "Wielki Marty". Czy aferka pokrzyżuje mu plany? Może to za dużo powiedziane, ale z pewnością odciśnie piętno na jego nieskazitelnym dotychczas wizerunku uwielbianego aktora. Internauci prędko mu tego nie zapomną. Od czego się zaczęło?
Timothée Chalamet stwierdził, że nikogo nie obchodzą balet i opera. Instytucje odpowiadają
Pod koniec lutego w sieci pojawiła się nieedytowana rozmowa Chalameta i Matthew McConaugheya, która była nagrywana w ramach wydarzenia Variety & CNN Town Hall. Aktorzy rozmawiali o tym, jak poznali się na planie filmu "Interstellar", a także o trzeciej części "Diuny" i oczywiście niedawnym "Wielkim Martym". Publiką byli studenci Moody College of Communication na Uniwersytecie Teksańskim w Austin.
W pewnym momencie rozmowa zeszła na temat zmniejszonej koncentracji i uwagi podczas oglądania filmów, a aktorzy zaczęli dyskutować, czy istnieje apetyt na filmy z nieco wolniejszym tempem. Chalamet powiedział wówczas, że u młodych widzów istnieje zapotrzebowanie na "poważne filmy" Netfliksa, podając jako przykład "Frankensteina" w reżyserii Guillermo del Toro:
Trzeba zasygnalizować, że to poważny film, ale niektórzy ludzie chcą się po prostu szybko zabawić. Jestem naprawdę pośrodku, Matthew. Podziwiam ludzi, którzy występują w talk show i mówią: "Hej, musimy utrzymać kina przy życiu, musimy utrzymać ten gatunek przy życiu", i sam tak robiłem, ale z drugiej strony czuję, że jeśli ludzie chcą to zobaczyć, na przykład "Barbie" czy "Oppenheimera", to pójdą to obejrzeć i będą się tym głośno i dumnie chwalić.
Chwilę później Chalamet zrzucił bombę, mówiąc ze śmiechem:
Nie chciałbym pracować w balecie lub operze, gdzie panuje atmosfera typu: "Hej! Utrzymajcie to przy życiu, mimo że nikogo to już nie interesuje". Z całym szacunkiem dla ludzi związanych z baletem i operą... Właśnie straciłem 14 centów w oglądalności. Bez powodu narażam się na krytykę.
To właśnie ten fragment wypowiedzi podgrzał media społecznościowe i niedługo później w sieci zaczęły pojawiać się filmiki z odpowiedziami na jego słowa. Materiał z odpowiedzią opublikowała Metropolitan Opera z dopiskiem "Ten jest dla ciebie, Timothée Chalamet…", a także meksykańska dyrygentka Alondra de la Parra. Na filmie kobieta mówi: "Hej, Timothée. Przykro mi, że nie chcesz być tego częścią. Może będziesz chciał to ponownie rozważyć. Nie próbujemy utrzymywać tego przy życiu, bo to jest całkiem żywe".
Pojawiły się również materiały w humorystycznym tonie, na przykład ten autorstwa Zürich Opera House. Na nagraniu osoba przebrana w strój dinozaura, słysząc wypowiedź Chalameta, zaczyna wściekle chodzić po biurze, a następnie dorysowuje aktorowi okulary, wąsy i diabelskie rogi. Wideo opublikował również teatr Royal Ballet and Opera, który pokazał pracę osób przy operze, podczas gdy w tle można było usłyszeć wypowiedź Chalameta.
Sprawę skomentowali również inni artyści związani z operą i baletem. Ich komentarze uświadamiają, że te dwie formy sztuki wciąż są żywe, mimo że nie tak dostępne jak filmy na Netfliksie.
Balet i opera nigdy nie istniały w izolacji - nieustannie kształtowały, inspirowały i podnosiły na duchu inne formy sztuki. Ich wpływ można odczuć w teatrze, filmie, muzyce współczesnej, modzie i nie tylko. Przez wieki dyscypliny te kształtowały sposób, w jaki artyści tworzą, a publiczność doświadcza kultury, a dziś miliony ludzi na całym świecie nadal czerpią z nich przyjemność i angażują się w nią
- pisze Royal Ballet and Opera.
Amerykańska śpiewaczka operowa Isabel Leonard dodała:
Szczerze mówiąc, jestem zszokowana, że ktoś tak pozornie odnoszący sukcesy może być tak mało elokwentny i ograniczony w swoich poglądach na sztukę, jednocześnie uważając się za artystę, tak jak wyobrażam sobie, że można by to zrobić jako aktor. Ten wywiad mówi więcej niż cokolwiek innego, co mógłby powiedzieć. Świadczy o jego charakterze. Nie trzeba lubić całej sztuki, ale tylko słaba osoba/artysta czuje potrzebę umniejszania, a właściwie umniejszania tych SAMCH sztuk, które inspirują tych, którzy chcą zwolnić tempo, właśnie do tego.
Co ciekawe, mama Chalameta, Nicole Flender, w przeszłości była związana z baletem i teatrem. Uczęszczała do szkoły baletowej w Nowym Jorku, studiowała francuski na Yale dzięki stypendium baletowemu, a później została zatrudniona jako aktorka w teatrze muzycznym.
Czytaj więcej w Spider's Web:



















