Choć zawsze wolę kino od streamingu, w trakcie seansu tego filmu na dużym ekranie ciężko było się skupić z powodu bardzo głośnej i podekscytowanej widowni, głównie młodszej ode mnie. To zaburzyło trochę moje pozytywne wspomnienia, dlatego cieszę się, że dostałem szansę na spokojny seans, bowiem "Pięć koszmarnych nocy" kilka dni temu trafiło na Netfliksa i prędko awansowało do czołówki oglądalności serwisu.

Zawsze i wszędzie będę wybierał wielki ekran od tego komputerowego czy "należącego" do telefonu. Sala kinowa gwarantuje zupełnie inny poziom doświadczania sztuki filmowej, nieporównywalnie większy od tego, co możemy oglądać sobie w domu. Bywa jednak, że czynniki zewnętrzne skutecznie psują radochę z oglądania w kinie. Choć rozumiałem ekscytację związaną ze znajomością uniwersum spod szyldu "Five Nights at Freddy's", po dziś dzień uważam, że wszystko ma swoje granice, a nie każdy musi chcieć wysłuchiwać głośnego i przeszkadzającego wiwatowania. Przede wszystkim z tego powodu nie narzekam, że "Pięć koszmarnych nocy" trafiło do streamingu - jest to szansa na niczym niezmącone oglądanie.
Pięć koszmarnych nocy - niby horror, ale trochę dla dzieci
Mike Schmidt (Josh Hutcherson) to protagonista, którego poznajemy w niezbyt dobrym momencie - traci kolejną z rzędu pracę, w żadnej nie utrzymuje się za długo. Sytuacja jest o tyle podbramkowa, że opiekuje się młodszą siostrą, 10-letnią Abby (Piper Rubio). Los zdaje się wyciągnąć do niego rękę - dzięki pomocy doradcy zawodowego, Steve'a Kaplana (Matthew Lillard) udaje mu się zatrudnić jako stróż nocny w Freddy Fazbear's Pizza. Pozornie zwykła praca, wymagająca po prostu skupienia i uwagi. Tyle tylko, że pizzeria została zamknięta po serii nierozwiązanych zagadek zniknięć dzieci, a głównymi atrakcjami miejsca są mechaniczne (i dość przerażające) kukły.
W trakcie seansu byłem chyba jedną z nielicznych osób, która nigdy nie miała realnej styczności z "Five Nights at Freddy's" jako grą. Nie uważam że to źle - w tym przypadku zaszedł pewien efekt świeżości, nie byłem "skażony" miłością do gry na tyle, by nie móc zachować trzeźwości umysłu. "Pięć koszmarnych nocy" to niewątpliwie film ze sporym potencjałem. Motyw animatroników opętanych przez duchy dzieci, akcja rozgrywająca się w 2000 roku - klimat zostaje tu zarysowany naprawdę przyzwoicie.
Fabuła potrafi zaskoczyć.
Nie oczekiwałem po "Pięciu koszmarnych nocach" skomplikowanego dramatu psychologicznego i pogłębionych rozterek emocjonalnych, niemniej dostałem dużo więcej niż się spodziewałem. Twórcy w pierwszym akcie sprawnie nakreślili, kto jest kim w całości, nie odsłaniając do końca wszystkich kart na tyle umiejętnie, że zadziałał u mnie element zaskoczenia. Drugi akt filmu najmniej mnie ujął, momentami przybierając dość kuriozalny wygląd, za to finał to jazda po bandzie, która zdecydowanie lepiej wpisała się w to, co chciałem zobaczyć. Wówczas twórcy odpalają wrotki na pełnej - szkoda tylko, że tak późno. Zdaję sobie sprawę, że ten film ma kategorię wiekową taką, że nie należy oczekiwać wielkich, masakrycznych i brutalnych mordów, ale właśnie brak tego "szaleństwa" blokuje potencjał filmu.
Wcielający się w główną rolę Josh Hutcherson to aktor kojarzony z ról w produkcjach raczej młodzieżowych, chociaż ostatnimi laty próbuje brać udział w ciekawych projektach (przecież wiele lat temu zagrał w "Igrzyskach śmierci". Tutaj Hutcherson gra raczej bez zarzutu - widać po nim zmęczenie i desperację wynikającą z tego, co dręczy jego bohatera. Mike nie może się otrząsnąć po byciu świadkiem porwania brata, a teraz wisi nad nim topór w postaci możliwości odebrania mu opieki nad jedyną bliską mu osobą - młodszą siostrą. Tę z kolei Piper Rubio gra naprawdę dobrze, znakomicie balansując pomiędzy zamknięciem w sobie a kreowaniem własnego świata z udziałem nowych, dziwacznych przyjaciół. Na uwagę zasługuje też rola Matthew Lillarda, po którego postaci od razu coś widać, ale nie do końca wiadomo co. Aktor bawi się swoją rolą i choć nie gości długo na ekranie, zaznacza swój udział dość skutecznie.
"Pięć koszmarnych nocy" to z pewnością hołd dla wiernych fanów, któremu częściej niż myślałem, udaje się być dobrym filmem. Sporo jest jeszcze do poprawienia (może nadchodząca druga część wyciągnie wnioski), ale ten tytuł gwarantuje dobrą, horrorowo-slasherową rozrywkę, która ma szansę przyciągnąć uwagę nie tylko najmłodszych odbiorców.
"Pięć koszmarnych nocy" jest dostępne do obejrzenia w Netfliksie.
Więcej o produkcjach Netfliksa przeczytacie na Spider's Web:
- Co warto wiedzieć i obejrzeć przed finałem Stranger Things? Twórcy tłumaczą
- Netflix robi miejsce dla największego hitu sci-fi. Wszyscy go obejrzymy
- To najbardziej druzgocący film roku. Netflix popełnił zbrodnię, że nie wypuścił go do kin
- James Cameron atakuje Netfliksa. „To wabik na frajerów, katastrofa”
- Świąteczny film Netfliksa jest jak wygazowany szampan. Da się wypić, ale szału nie ma







































