Jak powszechnie wiadomo, w świecie kina nie zawsze działa zasada, że im dłuższy film, tym lepszy. "Do granic" wyłamuje się z tego w sposób szczególny - oglądając go, spędzicie przed ekranem ledwie ponad godzinę. To jednak bardzo dobrze spożytkowany czas, w trakcie którego nie zerkniecie na zegarek.

Wenezuelczyka Diego (Alberto Ammann) i pochodzącą z Hiszpanii Elenę (Bruna Cusi) zastajemy zestresowanych, jadących taksówką na lotnisko. Jak się później okazuje, para zaplanowała rozpoczęcie nowego życia w Stanach Zjednoczonych i przygotowała w tym celu całą konieczną dokumentację. W trakcie kontroli przesiadkowej oboje zostają jednak zaproszeni na przesłuchanie.
Do granic, czyli lotniskowy koszmar do potęgi
Celowo okroiłem opis filmu ze szczegółów, bo mógłbym zepsuć zabawę, choć może "zabawa" nie jest najlepiej dobranym słowem. Film Alejandro Rojasa i Juana Sebastiana Vasqueza to jedno z tych dzieł, które skutecznie trzymają widza w napięciu na brzegu krzesła. Wydawałoby się, że ekstremalnie krótki metraż (77 minut) będzie okrutnie niewystarczający, ale wybór takiego spięcia czasowego fabuły okazuje się trafny - twórcom udaje się uwypuklić bohaterów, ich nerwy, wątpliwości, starannie podkręcane przez strażników granicznych, ostatecznie pozostawiając widza spełnionego.
Rojasowi i Vasquezowi skutecznie udaje się do końca utrzymać w widzu zagwozdkę, czy Diego i Elena przeszli rutynową kontrolę bezpieczeństwa, czy może znaleziono na nich jakieś brudy, lub może po prostu są ofiarami opresyjnego systemu, który zanim w postaci wuja Sama powita przybyszy w ich amerykańskim śnie, wcześniej solidnie ich przetyra. Fabuła pełna jest etycznych, moralnych, i politycznych "punkcików", które złożone do kupy tworzą wkręcający, wchodzący pod skórę film, skłaniający do osobistych rozważań na temat konformizmu i władzy nad jednostką.
Bohaterowie są napisani dość pełnokrwiście - twórcy nie tworzą jednostronnego podziału na dobrych imigrantów i złych strażników. Moralna wajcha wędruje w obie strony - w Elenie i Diego widzimy niepewność i nieokreślone poczucie skrywanej tajemnicy, dzięki któremu ciężko się dziwić podejrzliwości graniczników. Oni z kolei wielokrotnie podkładają się widzowi poprzez swoje przekraczające granicę pytania, ale w zestawieniu z przesłuchiwaną parą zdarza się, że można zrozumieć ich nastawienie.
Alberto Ammann i Bruna Cusi spełniają swoją filmową rolę pierwszorzędnie, sprawdzając się zarówno w duecie, jak i samodzielnych kreacjach. Portretowany przez Ammanna mężczyzna jest raczej postacią ugodową, konformistyczną, ale kryje sobie zdecydowanie więcej niż obraz grzecznego i potulnego imigranta. Dopełnia się z Cusi, której Elena pozuje na tę ciut bardziej wojowniczą. Wreszcie oboje tworzą szalenie interesującą kreację pary, która jest…no właśnie, kim? Młodymi zakochanymi pragnącymi nowego życia? Uciekinierami? Szczęściarzami? Niezwykle dobrze przygotowanymi kłamcami? A może po prostu ofiarami przedstawicieli państwowej administracji, którzy użyli swojej władzy o jeden krok za daleko, przy okazji podważając wzajemne zaufanie zakochanych?
"Do granic" sprawdza się na bardzo wielu poziomach. Mogłoby być niezłą sztuką teatralną - korzysta z zaledwie kilku lokacji, istotnych bohaterów można policzyć na palcach jednej ręki. To świetnie nakręcony i zagrany klaustrofobiczny thriller, silnie rezonujący z politycznymi kontekstami, ale ani na chwilę nie odpływający tam, gdzie nie powinien. Gęsty, mocny, intensywny.
"Do granic" jest dostępne do obejrzenia w HBO Max.
Więcej o HBO Max poczytasz na Spider's Web:
- To aktualnie najlepszy film akcji na HBO Max. Mnie też wbił w ziemię
- Co łączy klasykę literatury z Harrym Potterem od HBO? Ten aktor
- Kiedy 3. sezon Euforii? Wkrótce wielka premiera
- To fantasy na HBO Max staje się coraz lepsze. Fani zaciskają zęby
- The Last of Us skończy się wcześniej. Niedługo wielkie pożegnanie z serialem



















