Historia lubi się powtarzać. Parę lat temu "Super Mario Bros." nie cieszyło się uznaniem krytyków, ale narobiło szumu w box offisie. Teraz na ekrany kin wszedł sequel hitowych przygód najsłynniejszego hydraulika świata. Już stał się hitem, choć na pewno nie artystycznym. Dlaczego?

"Super Mario Galaxy" krytycy nie lubią nawet bardziej od jedynki. Na Rotten Tomatoes oceny spadły o 16 proc. - sequel ma tylko 43 proc. pozytywnych recenzji. Nie przeszkodziło mu to jednak przyciągnąć tłumów do kin. Choć film dopiero dzisaj (10 kwietnia) wchodzi na polskie ekrany (wcześniej można było go złapać na przedpremierach), na świecie szaleje od początku kwietnia. W globalnym box offisie zbliża się do 450 mln dol.
Z dokładnie 437,7 mln dol. na koncie "Super Mario Galaxy" już jest największym hollywoodzkim hitem tego roku. Przebił nawet "Projekt Hail Mary", a przegrywa jedynie z chińskim "Pegasusem 3". To było do przewidzenia. Przecież jedynka w 2023 roku szybko przebiła barierę miliarda dolarów i w zestawieniu najbardziej kasowych filmów roku uplasowała się na drugim miejscu - między "Barbie" a "Oppenheimerem". To był ogromny wyczyn. Właśnie dzięki niemu twórcy nie patrzyli na utyskiwania krytyków, tylko wzięli się za sequel.
Super Mario Galaxy - czemu widzowie tak kochają ten film?
Sequele mają to do siebie, że musi być w nich więcej, bardziej i mocniej. A w tym wypadku poprzeczka zawieszona jest wysoko. Bo "Super Mario Bros." nie było adaptacją jednej konkretnej gry. W ramach jednej fabuły łączyło w sobie elementy i postacie z wielu tytułów należących do obszernego uniwersum Mario. Przebić to nie jest łatwo. Ale twórcy znaleźli sposób. Postanowili podnieść stawkę i przenieść akcję w kosmos. Dobrze nam znani Mario, Luigi i Peach przemierzają teraz nie tylko jedno królestwo, ale całą galaktykę. Przechodzą przez kolejne planety jak levele. Tym bardziej więc krytycy narzekają na brak fabularnej spójności. Ale widzowie mówią na to: potrzymajcie nam pady. Tfu, kubełki z popcornem.
Bo krytycy szukają w filmach zupełnie czego innego niż publiczność. Dla nich postacie mogą być płaskie i nijakie. Za to widzowie widzą w nich uwielbianych bohaterów. Teraz nawet jeszcze bardziej niż poprzednio. Na "Super Mario Bros." dzieci ciągnęły rodziców, gdyż to animacja. Rodzice dawali się namówić jeszcze chętniej niż na inne bajki, gdyż to Mario - uwielbiana przez nich franczyza. Do kina leciały całe rodziny, milenialsi za dzieciaka (bądź wciąż) grający w gry na konsolach Nintendo w towarzystwie kumpli. Przy "Super Mario Galaxy" grupa docelowa jeszcze się powiększyła o fanów samego pierwszego filmu.
Nikt z publiczności nie wybiera się na coś, co krytycy uznaliby za "dobry film". Każdy z nich kupuje bilet na napędzaną nostalgią przejażdżkę. I właśnie ją dostają, gdy twórcy zawierają w swojej opowieści kolejne easter eggi. Już na samym początku produkcji dostajemy scenę, w której Mario i Luigi znajdują na pustyni Yoshiego, zyskując w ten sposób nowego kompana. Peach na drodze do odkrycia własnych korzeni spotyka Foksa McClouda - bohatera serii gier Nintendo "Star Fox". Fani oryginałów nie wymagają, żeby bohaterowie byli trójwymiarowy. Mogą być płascy. Dla przeciętnego widza "Super Mario Galaxy" ważniejsze jest, aby mógł wskazać palcem na ekran i powiedzieć: o, znam tę postać! Tym samym seans zmienia się w zabawę w rozpoznawanie postaci i ukrytych w opowieści smaczków.
Twórcy dobrze więc wiedzą, po co przyszli widzowie i im to dostarczają. Niczym innym nie zawracają sobie głowy. Krytycy piszą, że to bezpieczny korporacyjny produkt stworzony pod fanów marki? I właśnie to do ludzi trafia. Są zmęczeni ciągłym moralizowaniem i wykładami. W "Super Mario Galaxy" dostrzegają po prostu czystą rozrywkę. Prostą opowieść o odwadze, braterstwie i przyjaźni, w której nie ma polityki ani społecznych przekazów. Dlatego tak często w mediach społecznościowych określają film "bezpiecznym dla całych rodzin" i "wholesome".
"Super Mario Galaxy" od początku do samego końca projektowane jest bowiem nie pod krytyków, tylko publiczność. Może i przez to skupienie na samej zabawie dramaturgia kuleje i nie ma czasu na budowę jakiegokolwiek napięcia. Ale patrzcie tylko, jak sceny lecą jedna po drugiej. Tempo jest tak intensywne, że wręcz zabójcze. Przynajmniej dla starszych widzów, bo osoby doomscrollujące TikToka poczują się bardzo swojsko. Dostają bodziec za bodźcem. Jeden ładniejszy i bardziej kolorowy od drugiego.
Co do tego akurat krytycy zgadzają się z widzami. "Super Mario Galaxy" jest po prostu ładne. Ma intensywne kolory, którymi nas atakuje. Co z tego, że w tych przepięknych obrazkach brakuje treści. Takiej energii w dzisiejszym kinie ze świecą można szukać. Bo to nie jest film narracyjny. On nie chce opowiedzieć nam historii. Ma za to coś, co znacznie bardziej trafia do publiczności: vibe. I za niego właśnie dostaje maksymalne noty od publiczności.
"Super Mario Galaxy Film" już w kinach.
Więcej o Mario poczytasz na Spider's Web:
- Super Mario Galaxy Film ma pierwsze recenzje i prognozy zarobków. Coś tu nie gra
- Ten film przegrał tylko z Barbie. Znika z Prime Video, ale jest nadzieja
- "Super Mario Bros." to świetna adaptacja gry. A jak wypada jako film?
- "Super Mario Bros. Film" to gigantyczny sukces. Zarobił tyle pieniędzy, że padł rekord



















