„Super Mario Bros. Film” z 2023 r. swoim sukcesem udowodnił, że szersza publiczność i fandomy wcale nie chcą kreatywnego, pomysłowego, świeżego kina. Zależy im przede wszystkim na żerujących na nostalgii, bezpiecznych, wtórnych, emocjonalnie płaskich, ale za to pogodnych, widowiskowych, eskapistycznych projektach. Nic zatem dziwnego, że nowy film bazujący na kultowej marce Nintendo jest... właśnie taki. A i tak rozbije bank.

„Super Mario Bros. Film” nie spotkał się z entuzjazmem krytyków (i dobrze, bo na niego nie zasłużył), został za to doceniony przez szeroką widownię, w tym fanów - rozstrzał w serwisie Rotten Tomatoes (zaledwie 59 proc. pozytywnych recenzji kontra aż 95 proc. wysokich not od publiczności) mówi sam za siebie, podobnie jak gigantyczny kasowy sukces: ponad 1,36 mld dol. przy budżecie wynoszącym ok. 100 mln. Ten film - podobnie zresztą jak np. „Minecraft”, inny projekt bazujący na grach wideo (47 proc. kontra 84 proc.), który zmasakrował box office - stał się podręcznikowym przykładem tego, jak dziś przyciągnąć publiczność do kin.
Dlatego też nie było wielkim zaskoczeniem, że Universal Pictures bezzwłocznie dało zielone światło kontynuacji, która trafi na wielkie ekrany już 3 kwietnia 2026 r. (w Polsce tydzień później) - tak jak nie powinno dziwić, że recenzje, podobnie jak w przypadku poprzedniej odsłony, są fatalne.
Super Mario Galaxy Film z koszmarnymi recenzjami. Ale i tak odniesie sukces
Spójrzmy prawdzie w oczy: wcale nie tak trudno zyskać status „fresh” w Rotten Tomatoes (chodzi o „świeży” wynik, czyli taki powyżej 60 proc. pozytywnych opinii) - tak naprawdę zyskuje go większość dużych premierowych nowości w szerokiej dystrybucji, nawet jeśli ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Gdy zatem lwia większość krytyków (w tym tych rzetelnych, prawdziwych filmoznawców, którzy na kinie zjedli zęby) kieruje swój kciuk w dół, zazwyczaj coś serio jest na rzeczy. I zdecydowanie bardziej wierzę ich werdyktowi, niż przesadnemu entuzjazmowi publiczności, która zazwyczaj, wybaczcie, pozytywnie ocenia filmy pęczniejące od fanserwisu i odtwarzania scenariuszowych schematów. Gdy zatem mówię „sprawdzam” i mimo wszystko funduję sobie taki seans, zawsze okazuje się, że moje przypuszczenia były słuszne.
„Galaxy” zostało zjechane jeszcze bardziej niż poprzednik: w Rotten Tomatoes utrzymuje poziom 44 proc., a na Metacritic wynik to mizerne 35 punktów. Dziennikarze są zgodni, że jest to film efektowny i komercyjnie „skrojony pod widza”, lecz artystycznie miałki, wtórny i momentami wręcz mechaniczny. Łatwy do oglądania, trudny do zapamiętania; stawia na akcję, kolory, tempo, ale zaniedbuje dramaturgię i emocje. Fabuła jest powierzchowna i schematyczna, historia przypomina checklistę scen zamiast opowieści, a bardziej emocjonalne wątki są tylko zasygnalizowane, ale nikt ich nie rozwija. Poza tym, jak to przy sequelach bywa, twórcy spróbowali wcisnąć weń „więcej wszystkiego”, co poskutkowało nadmiarem postaci, wątków, brakiem przestrzeni na rozwój kogokolwiek. Ot, zatłoczony i poszatkowany festiwal prostych atrakcji i smaczków dla fanów, nie zaś spójna, pełnoprawna historia. „The Times” pyta otwarcie: czy tak właśnie kończy się kino?
Niewiele to zmienia. Prognozy mówią o gigantycznym, pięciodniowym weekendzie otwarcia; niektóre z nich zakładają, że „Super Mario Galaxy Movie” może osiągnąć od 180 do 190 mln dol. na rynku krajowym do poniedziałku - co jest wynikiem wręcz absurdalnie wysokim. Przypomnę, że „jedynka” zajmuje 6. miejsce na liście najbardziej dochodowych filmów animowanych w historii. Ta kontynuacja może to przebić.
Za sterami ponownie stanęli Aaron Horvath i Michael Jelenic, a w obsadzie głosowej powrócili Chris Pratt, Charlie Day, Anya Taylor-Joy oraz Jack Black. Do ekipy dołączyli także Glen Powell i Donald Glover.
Czytaj więcej:



















