Kilka dni temu świat obiegło nagranie, przedstawiające Alana Ritchsona będącego częścią bójki. Cała sytuacja była jednym wielkim znakiem zapytania, ale nowe informacje rozwiały wątpliwości i rzuciły nowe światło na zajście.

Przedwczoraj portal TMZ opublikował filmik, na którym widać jak dwóch mężczyzn bierze udział w bójce przed jednym z domów. Jak się okazało, jednym z nich był Alan Ritchson - popularny aktor, znany m.in. z kultowej już tytułowej roli w "Reacherze", a ostatnio grający w "Maszynie do zabijania" Netfliksa. Nagranie pokazywało moment, w którym aktor zadawał ciosy swojemu adwersarzowi - Ronniemu Taylorowi - o czym później sam zainteresowany informował, twierdząc, że Ritchson powodował nieznośny hałas swoim motocyklem. Wiadomo było jednak, że to jedna z dwóch wersji - nikt z otoczenia aktora, ani on sam, nie zabierał głosu. Finalnie zrobiła to policja, dzięki czemu wiemy, jak dalej się potoczy sprawa.
Alan Ritchson działał w samoobronie. Policja zabrała głos
Policja, ustami kapitana Stevena Pepina wydała stanowisko w sprawie wspomnianej bójki. Na łamach The Hollywood Reporter, mundurowy ujawnił, że Alan Ritchson nie usłyszy w tej sprawie żadnych zarzutów. Powód jest bardzo prosty - to on w tym zajściu się bronił. Co więcej - do samej bójki doszło chwilę po tym, gdy to Ronnie Taylor wbiegł na ulicę, próbując zablokować motocykl aktora, tym samym atakując go.
Oto, co powiedział kapitan Pepin na temat sprawy:
Po przeanalizowaniu dostępnych dowodów, w tym nagrań wideo i zeznań świadków, władze postanowiły nie wnosić oskarżenia. Stwierdzono, że działania pana Ritchsona były samoobroną [...] Chociaż rozważano zarzut nieumyślnego narażenia na niebezpieczeństwo, pan Ritchson odmówił wniesienia oskarżenia. Za zgodą prokuratury okręgowej sprawa jest zamknięta i nie będą podejmowane dalsze działania.
To ostatecznie dowodzi, że osobą, która sprowokowała kontakt fizyczny, był Ronnie Taylor, nie zaś Alan Ritchson. Nagranie, które pojawiło się kilka dni temu w sieci, nie przedstawiało pełnego obrazu zdarzenia. Gdy temat stał się głośny, opublikowano kolejne wideo - w tym te z bodycamu Ritchsona, jednoznacznie pokazujące, że całe zajście zaczęło się od momentu, w którym Taylor wchodzi na jezdnię, co z kolei spowodowało upadek aktora prowadzącego motocykl i stało się przyczyną późniejszego starcia fizycznego.
Oficjalnie ani Alan Ritchson, ani jego przedstawiciele wciąż nie zabrali głosu w tej sprawie, natomiast obecny stan dowodów w postaci nagrań oraz stanowisko policji z pewnością pozwalają aktorowi na znacznie większy spokój, niż przed kilkoma dniami. Akt samoobrony Ritchsona nie przyniesie mu żadnych kłopotów prawnych, w związku z czym nie powinien również tego zrobić na płaszczyźnie zawodowej.
Czytaj więcej:
- Władca Pierścieni z nowym filmem. Pół biedy twórca, ale fabuła jest cudaczna
- Nie chodzi o tego diabła, o którym myślisz. Daredevil: Odrodzenie 2 - recenzja
- Co dalej z Peaky Blinders? Nieśmiertelny to nie koniec
- Quentin Tarantino robi serial gangsterski. Towarzyszy mu Sylvester Stallone
- Nowy Snape odpowiada na groźby śmierci. Szanuję i kibicuję



















