REKLAMA

Nie o tego diabła chodzi, co myślisz. Daredevil: Odrodzenie 2 - recenzja

MCU się kończy, czy jednak wróciło? Marvel po premierze „Daredevil: Odrodzenie” nie bez powodu zbierał laury, a teraz pora sprawdzić, czy 2. sezon nowego serialu o Diable z Hell’s Kitchen wypada równie dobrze, co poprzedni. Kto tym razem jest głównym bohaterem? Recenzja bez spoilerów.

OCENA :
9/10
daredevil-odrodzenie-2-sezon-recenzja-serial-disney-plus-marvel-mcu
REKLAMA

Minęły już czasy, gdy Disney serwował hit za hitem, puszczając na ekrany kolejne ekranizacje komiksów Marvela. Myszka Miki zaliczyła kilka solidnych wtop na czele z „Tajną inwazją”. Fani przygotowali nawet diagram, który pokazywał sinusoidę opinii dotyczących kolejnych odsłon cyklu MCU, zarówno tych kinowych, jak i telewizyjnych. Jeśli obrazek miałby się doczekać zaś aktualizacji, to 1. sezon „Daredevil: Odrodzenie” znalazłby się z pewnością na polu „back”, a nie „dead”.

REKLAMA

Ubolewam przy tym nad tym, iż Marvel Cinematic Universe nie jest już synonimem jakości, ale pocieszające jest to, że nawet jeśli Kevinowi Feige’emu powinie się czasem noga, to chwilę później znów staje na wysokości zadania. „Daredevil: Born Again”, gdyż taki tytuł w oryginale nosi bezpośrednia kontynuacja hitowego serialu „Daredevil” wydawanego dekadę wcześniej przez Netfliksa, było typowym odbiciem się od dna po słabiutkim „Kapitan Ameryka: Nowy wspaniały świat”.

Byłem jednak pełen obaw przed premierą 2. serii „Daredevil: Born Again”, gdyż poprzednim projektem z cyklu MCU był… niezwykle udany „Wonder Man”. Na szczęście po seansie nowego sezonu już wiem, że Disneyowi udało się przełamać schemat, bo tym razem sezon-po-sezonie uraczył nas czymś wyjątkowym. Do tego zdziwią się ci fani, którzy spodziewali się masy nic nie wnoszących cameo; występy gościnne były, ale scenarzyści postawili na główną obsadę.

„Daredevil: Odrodzenie” w 2. sezonie serwuje jeszcze więcej mięska.

Od początku nie ma żadnych wątpliwości, że ten sezon będzie skupiał się na osi konfliktu Fisk-Murdock, a tym samym Kingpin-Daredevil i to jest coś, na co czekałem. Pierwszy z nowych odcinków rozpoczyna się zaś niemal dokładnie tam, gdzie skończył się poprzedni - niby minęło pół roku, ale bohaterowie ledwo co się przegrupowali i ruszają do kolejnego starcia. Punktem wyjścia jest atak Matta na statek z tajemniczym ładunkiem, który zmierza do przejętego przez Wilsona portu.

Jednocześnie miasto będące areną akcji… jakimś cudem funkcjonuje. Ludzie chodzą do pracy i zajmują się swoimi sprawami mimo godziny policyjnej i pojawiających się na każdym kroku przywdzianych w czerń funkcjonariuszy, którzy pod pretekstem walki z zamaskowanymi mścicielami dopuszczają się karygodnych czynów. Nowy Jork jest jednak na tyle ogromny, że bezeceństwa często przechodzą bez echa. Wielu mieszkańców, których to nie dotyka, autentycznie wierzy w dobre intencje Fiska.

Kingpin rządzi Nowym Jorkiem żelazną ręką króla zbrodni.

Przeciwnicy polityczni burmistrza zostali w większości uwięzieni, a jeden z nich ma stać się kozłem ofiarnym. Swordsmana, bo o nim mowa, czeka proces przed skorumpowanym sądem, co ma zastraszyć resztę oponentów. Matt i Karen z kolei chowają się niczym szczury, a chociaż twierdzą, iż wierzą, że zdemaskują Fiska jako aktywnego, a nie byłego i zreformowanego przestępcę, to powoli zaczyna do nich docierać, że nawet jeśli im się to uda, to może nie wystarczyć.

Mimo to z pomocą sojuszników cały czas próbują pokonać wroga działając w ramach systemu prawnego, chociaż ten został wykręcony na lewą stronę. Raz po raz nadstawiają, na co nalega głównie katolicki Murdock, drugi policzek. Jednocześnie zmuszeni są podejmować niemożliwe decyzje, gdy chwilowo mają władzę nad życiem ludzi, którzy ich skrzywdzili. Serial stale zadaje pytanie o to, czy i kiedy warto poświęcić swe zasady w imię wyższego dobra.

A co z tą Jessicą Jones i resztą superbohaterów?

Marvel zostawił sobie furtkę, aby z 2. sezonu „Daredevil: Born Again” zrobić coś na kształt kolejnych „Defendersów”. Pod koniec ostatniej serii główny bohater spotkał się z sojusznikami w knajpie i mogliśmy odnieść wrażenie, że będzie zbierał swoją armię, w skład której mógłby wejść każdy, od Jessiki Jones i Luke’a Cage’a, przez ulokowanych w tym samym mieście Nowych Avengersów, aż po mieszkającego również w Nowym Jorku mężczyznę ubierającego się niczym pająk.

„Daredevil: Born Again” zaczyna się jednak pod względem obsady… skromnie, kameralnie. Nie mamy tutaj festiwalu występów gościnnych, a zamiast tego światło reflektorów pada z początku na skrywające się w mroku postaci znane z 1. sezonu, co było świetną decyzją. Nowych bohaterów jest jak na lekarstwo, ale jeśli już się pojawiają, to w konkretnym celu, a ci, których już znamy, nie muszą być przedstawiani - mogą działać, rozwijać się i mierzyć z demonami.

A kto w „Daredevil: Odrodzenie” gra pierwsze skrzypce?

Po jednej stronie są głównie Matt i Karen, którym pomagają Kristen i Cherry, podczas gdy naprzeciw nim stają Wilson z żoną Vanessą, jego prawa ręka Buck, fanboy Daniel, szefowa sztabu Sheila oraz terapeutka Heater (a zarazem była Matta). Po tej dobrej stronie mocy mamy przy tym młodą Angelę, która powoli zaczyna iść w ślady swojego wuja, White Tigera, oraz reporterkę BB Urich, aczkolwiek te dwie młode dziewczyny działają nieco na własną rękę.

Fisk z kolei ma na pasku swoich złoli, którzy brukają mundur w majestacie prawa. Wszyscy tutaj są jednak tłem historii o ogromnej władzy, która korumpuje absolutnie - a z pewnego punktu widzenia w tej ekranizacji serii komiksów „Devil’s Reign” to nie Daredevil jest tym razem głównym bohaterem, tylko właśnie Kingpin. Do tego sceny z udziałem Wilsona i Matta przeplatają się, by w widzu wzbudzić poczucie, że są dwiema stronami tej samej monety.

Mam tylko jeden problem z „Daredevil: Born Again”

Strasznie żałuję, że Marvel nie wypuścił tego serialu przed pojawieniem się w sieci pierwszego zwiastuna filmu „Spider-Man: Zupełnie nowy dzień”, bo można z niego próbować sobie wykoncypować zakończenie „Daredevil: Born Again”; jeśli go nie oglądaliście, to odpuście. Do tego twórcy nowej produkcji o Daredevilu zdradzili nieco zbyt wiele na temat tego, w jakim kierunku fabularnym zmierza nowy sezon przed premierą - także wywiadów przed seansem też nie nadrabiajcie!

Nie oznacza to, że obyło się bez niespodzianek, bo tych po drodze była masa, a do tego byliśmy wodzeni za nos. Jeśli zaś spojrzę na 2. sezon „Daredevil: Odrodzenie” z perspektywy czasu, to nawet znając wszystkie zwroty akcji serial oglądałoby się dobrze, bo jest fenomenalnie nakręcony. Sceny walk są jednymi z najlepszych w historii Marvela, a jako widz czułem ciosy, które Matt zadawał i… przyjmował. Klimat okupowanego Nowego Jorku z kolei aż wylewa się z ekranu.

Miasto w „Daredevil: Born Again” również jest jednym z bohaterów.

Na naszych oczach żyje, pulsuje, ewoluuje. Nastroje społeczne w obliczu kolejnych dramatycznych wydarzeń fluktuują. Cały czas czujemy, że kiełkująca w tłumie złość zaraz znajdzie ujście, chociaż nigdy nie możemy być pewni, w którym kierunku zostanie skierowana agresja. Politycy starają się tym jakoś sterować, ale nawet oni nie są w stanie przewidzieć wszystkiego - tym bardziej że u steru jest ktoś niezrównoważony, małostkowy i do gruntu zły.

Co jednak ciekawe, chociaż zdajemy sobie sprawę z tego, iż Kingpin jest potworem w ludzkiej skórze, to „Daredevil: Odrodzenie” ukazuje nam jego perspektywę i możemy zrozumieć jego motywacje. Nawet w chwili, gdy puszczają mu nerwy i kogoś własnoręcznie zabija, co potem jest rzecz jasna skrzętnie tuszowane, nie jest kartonowym, jednowymiarowym złoczyńcą, tylko złożoną postacią o skomplikowanym charakterze naznaczonym traumami i bliznami na psychice.

Czytaj inne nasze teksty poświęcone ekranizacjom komiksów Marvela:

To wszystko zaś, w połączeniu z fenomenalną grą aktorską, kilkoma miłymi niespodziankami i rzucającymi nowe światło na przeszłość bohaterów retrospekcjami sprawia, że mamy do czynienia z solidnym sezonem i cieszy mnie, że powstaje kolejny. Mam tylko nadzieję, że soft-reboot Marvel Cinematic Universe, którego spodziewamy się po „Avengers: Secret Wars”, a przed 3. sezonem „Daredevil: Odrodzenie”, nie wyrzuci przez okno tego, co w tym serialu najlepsze.

REKLAMA

Niemniej jednak nie mogę się doczekać powrotu do tego konkretnego zakątka Ziemi-616, a czytelników zachęcam z tego miejsca do obejrzenia nowego sezonu „Daredevil: Odrodzenie”, na który składać się będzie tym razem nie 8 epizodów. Pierwszy pojawi się zgodnie z planem w serwisie Disney+ już dziś, czyli 25 marca 2026 r., a kolejne będą udostępniane co środę.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-24T20:22:49+01:00
Aktualizacja: 2026-03-24T16:55:15+01:00
Aktualizacja: 2026-03-24T14:43:58+01:00
Aktualizacja: 2026-03-24T13:32:38+01:00
Aktualizacja: 2026-03-24T11:33:22+01:00
Aktualizacja: 2026-03-24T09:53:50+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T19:07:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T15:16:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA