Internauci, również ci polscy, śmieją się z nowego filmu o pierwszej damie. Amazon wydał na niego grube miliony, ale hitu nie powinien się spodziewać. Na chwilę przed premierą okazuje się, że praktycznie nikt nie chce "Melanii" oglądać.

"Melania" opowiada o Melanii Trump. Nie jest to jednak biografia, a dokument, który przedstawia 20 dni z jej życia. Chodzi o czas poprzedzający drugą inaugurację jej męża Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Według pierwszej damy USA impulsem do jego stworzenia był sukces jej wspomnień pod tym samym tytułem. Wszyscy więc spodziewali się, że to będzie hit. Platformy przebijały się w ofertach zakupu praw do produkcji.
W styczniu zeszłego roku o prawa do "Melanii" walczyli Disney, Netflix i Paramount+. I choć grosza nie szczędzili, nie udało im się przebić Amazon MGM Studios. 40 mln dol. to rekordowa kwota, jaką ktokolwiek, kiedykolwiek zapłacił za licencję na dokument, który nie opowiada o muzyce. Ale Amazon na tym nie poprzestał. Dorzucił bowiem niemal drugie tyle (35 mln) na marketing i promocję. Łącznie wydał więc na film 75 mln dol.
Melania - film o pierwszej damie nie zapowiada się na hit
Amazon ewidentnie liczy na ogromny hit. Przecież wydał tyle pieniędzy na "Melanię" nie tylko, żeby mieć ten film w swoim katalogu. Planuje też zrobić serialowy follow-up. Być może jednak zechce się z tego pomysłu wycofać. Dokument nie zapowiada się na hit, choć już w miniony poniedziałek Donald Trump w mediach społecznościowych twierdził, że bilety w przedsprzedaży rozchodzą się jak karabiny AR-15.
Słowa Donalda Trumpa można łatwo zweryfikować. Hollywood Reporter podawał w miniony wtorek, że w okręgach ultrakonserwatywnych typu El Plano w Teksasie seanse rzeczywiście są wyprzedane, ale "Melania" wciąż może nie zarobić w premierowy weekend w USA prognozowanych 5 mln dol. Po mediach społecznościowych krążą przecież zdjęcia sal kinowych, w których liczbę sprzedanych biletów da się policzyć na palcach jednej ręki.
Internauci są bezlitośni. Podobne fotki wrzucają nie tylko mieszkańcy różnych części Stanów Zjednoczonych, ale też z innych krajów. W poniedziałek na łamach The Guardian przedstawiciel jednego z największych operatorów sieci kinowej w Wielkiej Brytanii mówił o "miękkiej" sprzedaży biletów. Jeśli nic się nie zmieni na premierowy pokaz w Londynie przyjdzie jedna osoba.
Na chwilę przed premierą "Melanii" również Polacy zdążyli się podpiąć pod ten trend. Podają dalej posty ze screenami pustych sal kinowych za granicami naszego kraju. A przecież w rodzimych kinach sytuacja wygląda ponownie. Film wchodzi na wielkie ekrany w piątek, 30 stycznia. W Cinema City w warszawskiej Arkadii co prawda na pokaz o 18:30 sprzedano na ten moment (29 stycznia ok. 12:00) 11 biletów, ale na 21:00 nikt się nie wybiera.

fot.//zrzut ekranu, rezerwacja biletów na pokaz filmu "Melania" 30 stycznia o 21:00 w Cinema City Arkadia
To sytuacja bez precedensu. Nie sposób przywołać inny dokument, z którego opinia publiczna by tak szydziła z powodu niskiej (bądź żadnej) sprzedaży biletów. W końcu nie mówimy tu o "Barbie" czy "Oppenheimerze", na które tłumnie pobiegliśmy już w premierowy weekend. Kategorie oglądalności są zupełnie inne. Aczkolwiek - przypomnijmy - Amazon wydał na ten film 75 mln dol. Jak na hollywoodzkie standardy to nie jest już nawet średni budżet. To całkiem spory budżet. "Joker" mniej kosztował (55-70 mln), "Ciche miejsce 2" mniej kosztowało (55-61 mln), a nawet "John Wick 1 & 2" razem wzięci mniej kosztowali (20 mln i 40 mln).
Nawet jeśli szykowano się, że widzowie poczekają, aż film pojawi się na Prime Video i tam obejrzą go w ramach subskrypcji, skala tej inwestycji i dystrybucja kinowa, sugerują nadzieje na coś znacznie więcej - wydarzenie kulturalne z prawdziwego zdarzenia. Być może nie brakuje widzów, którzy zwlekają z zakupem biletów, ale nie zapominajmy, że są też ludzie, którzy całkowicie za darmo nie chcą dokumentu oglądać. W Stanach Zjednoczonych nikt nie pali się do brania gratisowych wejściówek od członków grup republikańskich, które wykupiły całe sale kinowe.
Więcej o dokumentach poczytasz na Spider's Web:
- Widzowie płaczą na nowym kryminale Prime Video
- Prime Video zrobiło film o Szczęsnym. Nie kopie, ale dobrze się broni
- Nominowany do Oscara film Netfliksa jest mocny. Trudno uwierzyć w tę historię
- MegaDoc sprawdza, czy Francis Ford Coppola oszalał. Tak traci się pieniądze
- Netflix zrobił film o Victorii Beckham. Szkoda, że nie ostrzegł widzów







































