Do Netflixa trafił właśnie miniserial „Miłość i śmierć”, produkcja zrealizowana pierwotnie dla HBO Max. To ponura historia oparta na prawdziwych wydarzeniach, które wstrząsnęły Ameryką.

Od pewnego czasu subskrybenci serwisów streamingowych doświadczają pozytywnych skutków współprac tych gigantów - na Netfliksa trafił właśnie miniserial zrealizowany dla HBO. Limitowana produkcja pt. „Miłość i śmierć” z fantastyczną Elizabeth Olsen w roli głównej trafi w gusta widzów zafascynowanych mrocznymi historiami, które bazują na prawdziwych wydarzeniach.
Miłość i śmierć już w Netfliksie. Warto obejrzeć?
Za produkcję odpowiada reżyserka i producentka wykonawcza Lesli Linka Glatter - weteranka, która pracowała m.in. przy kultowym „Miasteczku Twin Peaks”, „Mad Men”, „Pozostawionych”, „Homeland”, „The Morning Show” i wielu innych popularnych tytułach. David E. Kelley, autor scenariusza, pisał odcinki „Wielkich kłamstewek”, „Goliata” czy „Od nowa”. Dodajmy świetną obsadę (Elizabeth Olsen, Jesse Plemons, Lily Rabe, Tom Pelphrey i Krysten Ritten) i wstrząsające wydarzenia leżące u podstawy fabuły. W efekcie trudno przejść obok tego tytułu obojętnie.
„Miłość i śmierć” to adaptacja reportażu Jima Atkinsona i Johna Blooma, który w Polsce Wydawnictwo Czarne wydało pod tytułem "Bardzo spokojna okolica. Zbrodnia w Teksasie”. Produkcja bazuje zatem na mrożących krew w żyłach wydarzeniach, do których doszło w 1980 r. w Wylie.
Pewnego letniego dnia sąsiedzi odkryli zwłoki Betty Gore - kobiecie zadano ponad czterdzieści ciosów siekierą. Wszystko wskazywało na to, że po dokonaniu morderstwa zabójca wziął prysznic, zmył z siebie krew i wyszedł. Na stole w kuchni znaleziono gazetę otwartą na recenzji filmu o szaleńcu mordującym za pomocą siekiery. W domu była też jedenastomiesięczna córka Betty.
Mieszkańcy tej spokojnej okolicy byli, rzecz jasna, w szoku. A to dopiero początek mrocznego spektaklu. Kolejne wydarzenia i proces wzbudziły oburzenie opinii publicznej, a w centrum całej historii znalazły się dwa małżeństwa. Nie chcę pisać nic więcej, jeśli nie znacie tej historii, a chcielibyście ją poznać od zera - wspomnę tylko, że w takiej przedmiejskiej rzeczywistości skaza na wizerunku może doprowadzić do tragedii.
Produkcja rozwija tę historię powoli, skupiając się bardziej na psychologii bohaterów i społecznej atmosferze religijnego, prowincjonalnego środowiska niż na samym sensacyjnym wymiarze zbrodni. Uważam ją za co najmniej solidną, ale oczekiwania były znacznie większe. Olsen niesie całość na swoich barkach i znakomicie oddaje sprzeczności postaci - jednocześnie zwyczajnej, religijnej kobiety z przedmieść i osoby zdolnej do brutalnego czynu. To rola, która sprawia, że w widzu narasta ambiwalencja - z jednej strony ma ochotę współczuć, z drugiej postać wywołuje w nim niepokój. No i doceniam, że serial stara się nie demonizować bohaterów, lecz pokazać ich jako ludzi uwikłanych w społeczne oczekiwania i emocjonalne frustracje.
Poza tym całość wydaje mi się jednak zbyt rozwleczona, przez co traci energię i szwankuje w sferze dramaturgicznej. Nie jest też specjalnie odświeżająca względem innej produkcji na ten temat („Candy”).
Niemniej jednak - to naprawdę porządna i świetnie zagrana rzecz. Warto sprawdzić.
Czytaj więcej:
- Sherlocka Holmesa grało prawie 100 aktorów. Wybieramy najlepszych
- Fantastyczny kinowy akcyjniak trafił do Prime Video. I z miejsca rozbił bank
- Tak wygląda horror od Polki i twórców Stranger Things. Jest gęsty i niepokojący
- Genialny thriller w HBO Max. Aronofsky zmienił się w Ritchiego
- Disney, fani ci tego nie wybaczą. Nowy odcinek kultowego serialu trafił na śmietnik



















