REKLAMA

Bridgertonowie stracili żar, ale to nie problem. 4. sezon mnie zachwycił

Coś się zmieniło - pomyślą pewnie niektórzy widzowie po seansie nowych odcinków 4. sezonu "Bridgertonów". I będą mieli rację, bo żar namiętności w przypadku głównych bohaterów tej odsłony ledwie się tli. Wcale nie oznacza to jednak, że można mówić o porażce serialu Netfliksa; wręcz przeciwnie - to kolejny bardzo udany sezon, który ogląda się z ogromną przyjemnością.

OCENA :
8/10
bridgertonowie 4 sezon recenzja 1 czesc serial netflix
REKLAMA

Nie mogło być lepszego momentu na premierę nowych "Bridgertonów", choć te niemal 2 lata z pewnością się widzom nieznośnie dłużyły. Na szczęście pierwszy etap czekania jest już za nami, co oznacza, że choć na chwilę zapomnimy o pochmurnej zimowej aurze - w końcu "Bridgertonowie" potrafią rozgrzać i ubarwić nawet najbardziej ponure okoliczności. Nie da się nie zanurzyć w ten piękny, XIX-wieczny świat, pełen soczystych barw, oszałamiających kostiumów oraz pięknych dam i przystojnych dżentelmenów. Udowadnia to również 4. sezon, który wciąż trzyma poziom i potwierdza, że "Bridgertonowie" to jeden z najpiękniejszych i najmilszych seriali w bibliotece Netfliksa.

REKLAMA

Bridgertonowie - recenzja 1. części 4. sezonu serialu Netfliksa

Tym razem w centrum fabuły znajduje się Benedict Bridgerton (Luke Thompson). Do tej pory młody kawaler mógł żyć swoim szalonym, artystycznym życiem, jednak teraz przyszedł czas, by zaczął rozglądać się za damą swojego serca. W końcu większość jego rodzeństwa ma już etap zaślubin za sobą, ale on wcale nie myśli o tym, żeby się ustatkować. Do czasu, aż nie pojawia się na balu maskowym organizowanym przez swoją matkę, Lady Violet Bridgerton (Ruth Gemmell). I wcale nie robi tego z przyjemnością.

Kadr z serialu "Bridgertonowie". Fot. Netflix

Podczas wydarzenia, na którym debiutantki próbują zwrócić jego uwagę - nic dziwnego, w końcu jest obecnie najbardziej pożądanym kawalerem - dostrzega interesującą kobietę, ukrywającą swoją twarz za srebrną maską. Czując bijącą od niej radość, Benedict nie zastanawia się ani chwili i postanawia ją poznać. Piękny wieczór kończy się jednak, gdy wybija północ. Pojawia się wówczas problem, ponieważ młody Bridgerton nie poznał tożsamości tajemniczej damy, a jedyne, co ma, to jej rękawiczkę. Zdeterminowany mężczyzna, z pomocą swojej siostry Eloise (Claudia Jesse) oraz jej przyjaciółki Penelope (Nicola Coughlan), postanawia odnaleźć intrygującą nieznajomą.

Benedict nie podejrzewa jednak, że będzie to trudne zadanie - jego serce zabiło bowiem mocniej do Sophie Baek (Yerin Ha), służącej wysoko postawionej rodziny Lady Penwood (Katie Leung) oraz jej córek. W miarę rozwoju historii odkrywamy, że Sophie wcale nie jest zwyczajną pokojówką, a jej przeszłość jest dużo bardziej skomplikowana. Podczas poszukiwań nieznajomej, która skradła serce Benedicta, jego rodzina słusznie zauważa, że niecodziennie zdarza się, by służąca interesowała się literaturą oraz władała językiem francuskim. Jak to możliwe? To jest właśnie najbardziej intrygujący element serialu - przeszłość Sophie. Jest ona odkrywana kawałek po kawałku, ujawniając, jaką rolę odegrała w niej Lady Penwood. W nikczemną bohaterkę wcieliła się filmowa Cho Chang z "Harry'ego Pottera" i zrobiła to tak, że nie można oderwać od niej wzroku. Wspaniała rola.

Kadr z serialu "Bridgertonowie". Fot. Netflix

Mimo że romans Benedicta i Sophie nie jest tak żarliwy, jak w przypadku par z poprzednich sezonów, to ich historia wciąga bez reszty.

Podczas seansu wciąż towarzyszy nam ciekawość: czy Bridgerton zorientuje się, ze to właśnie służąca jest tajemniczą damą z balu? Czy Sophie zdecyduje się ujawnić swoją tożsamość? Nie można powiedzieć, że między bohaterami nie ma chemii, bo jest. Objawia się ona jednak w niezwykle delikatnych gestach, jak dotyk dłoni czy muśnięcie policzka. Więcej żaru można zaobserwować w innym, również absolutnie ciekawym wątku, jakim jest jest relacja Lady Violet i lorda Marcusa Andersona (Daniel Francis). Mimo że pani Bridgerton jest już dojrzałą kobietą, to bierze udział w niezwykle uroczych scenach, kiedy omawia ze swoją służącą organizację "herbatki" sam na sam.

Przez to, że namiętny romans Benedicta i Sophie nie jest do końca na pierwszym planie, to pojawiło się miejsce na eksplorowanie innych wątków. Wiadomo, z ciekawością obserwuje się socjetę i wystawne przyjęcia, ale jeszcze większą ciekawość wzbudza to, co dzieje się za kulisami, czyli u służby. I nie chodzi tylko o Sophie, ale również o innych pracowników, którzy również mają swoje zmartwienia, zabiegają o podwyżki i są powiernikami największych tajemnic. Znacznie urozmaica to produkcję i pozwala odetchnąć od wszechobecnego nadęcia.

Kadr z serialu "Bridgertonowie". Fot. Netflix

Odmienne przedstawienie głównej pary, interesujące zarysowanie przeszłości Sophie oraz dodatkowe wątki dotyczące pracy służby, miłosnych schadzek pani Bridgerton czy urocze "dziewczyńskie" spotkania interesujących bohaterek sprawiają, że 1. część 4. sezonu jest udana, dobrze zbalansowana i wzbudza apetyt na więcej.

REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-01-29T10:11:25+01:00
Aktualizacja: 2026-01-28T19:01:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-28T14:29:28+01:00
Aktualizacja: 2026-01-27T19:54:52+01:00
Aktualizacja: 2026-01-27T18:14:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-27T15:45:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-27T13:15:37+01:00
Aktualizacja: 2026-01-27T10:02:08+01:00
Aktualizacja: 2026-01-27T09:57:05+01:00
Aktualizacja: 2026-01-27T08:29:28+01:00
Aktualizacja: 2026-01-26T11:02:15+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA