REKLAMA

Rooster od HBO Max jest genialny. Tak wygląda komedia po „woke”

„Rooster” to zaskakująco ciepła komedia, która iskrzy od fenomenalnych dialogów, dowcipkuje sobie z uniwersyteckiej poprawności i jednocześnie opowiada historię bardzo subtelną. Jest to mieszanka niemal idealna. HBO Max przyniosło nam prawdziwy hit.

OCENA :
8/10
rooster
REKLAMA

„Rooster” to tytuł serialu, ale też tytuł książkowej serii bestsellerów pisanych przez Grega Russo (Steve Carell). Greg ląduje pewnego dnia na uniwersytecie, na którym pracuje jego córka, a jego była żona jest tu fetowana jako jeden z tych absolwentów, który osiągnął spektakularny sukces. I choć on również może być dumny ze swoich osiągnięć, to znajduje się aktualnie w dołku, a jego sytuacji nie poprawia fakt, że pisane przez niego powieści są może i czytane, ale nie do końca pasują do uniwersyteckiego zadęcia.

REKLAMA

Rooster – świetna komedia od HBO Max.

Greg bardzo stara się pomóc swojej córce, która znajduje się w kryzysie, a jednocześnie uciec z uczelni zaraz po zakończeniu swojego gościnnego wykładu. Szybko zostaje wciągnięty w grę rektora (John C. McGinley, którego znacie ze „Scrubs”) i tak się jakoś składa, że nasz bohater zostaje na dłużej.

Wszystko to dzieje się bardzo szybko, pomiędzy pędzącymi na złamanie karku wydarzeniami. Każdy dialog, każda scena popycha fabułę do przodu, a jednocześnie aż kipi humoru, często sytuacyjnego, a jeszcze częściej niezręcznego, którego centralnym punktem jest Carell. Zaskoczy was, bo zaskoczyło i mnie, jak dobrze jest to napisany serial. Nie ma w nim jednego zbędnego zdania, a żarty upakowane są jak w wybitnym stand-upie – co chwilę.

Ewidentnie twórca serialu Bill Lawrence (oraz Matt Tarses) przeszedł długą drogą. Od jego pierwszego wielkiego sukcesu, czyli „Scrubs” minęło 15 lat, a on w tym czasie robił bardziej i mniej udane seriale. Widać jednak, że w każdej z komedii eksperymentował z nowymi formami humoru. Znakiem rozpoznawczym jego scenariuszy są bardzo dynamiczne dialogi i intensywne relacje między bohaterami, które stanowią jądro wszystkich budowanych przez niego fabuł. Każda z rozmów przypomina starcia, wręcz potyczki, charakterów, wizji świata i uszczypliwego języka.

W „Roosterze” osiągnął on szczytową formę.

Moment, w którym pojawia się serial nie jest przypadkowy. Chyba jako społeczeństwo jesteśmy już po najintensywniejszym wzmożeniu moralnym, które czasem nazywa się poprawnością polityczną, czasem woke, a czasem znacznie mniej parlamentarnie. Słuszne skądinąd postulaty lewicy i reprezentantów mniejszości prowadziły niejednokrotnie do sytuacji kuriozalnych, zwolnień i cancelowania za często nieśmieszne żarty.

Amerykańskie uniwersytety najszybciej adaptowały nowe zasady. I to właśnie na progresywność uczelni jest powodem do wielu żartów w serialu. „Rooster” kręci bekę z relacji uczeń-wykładowca, wsadza w ten postępowy świat i odpychające kreatury, i pechowców, którzy ciągle robią coś, za co muszą stanąć przed komisją etyki. Wygląda to jak spuszczenie powietrza z napięcia, które było niemało przez ostatnie lata. W serialu (choć chciałbym unikać tu spoilerów), sprawy raczej toczą się komediowym, trochę baśnowym torem, co sprawia, że serial nabiera uczciwego dystansu do świata, który portretuje. Nie jest jednak manifestem politycznym, a raczej uroczym odreagowaniem napięcia.

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-09T12:42:52+01:00
Aktualizacja: 2026-03-09T12:35:15+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T17:03:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T14:18:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T11:12:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T10:15:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA