REKLAMA
  1. Rozrywka
  2. Filmy

Bez tego "Doktor Strange 2" będzie klapą. Od tego filmu zależy cały los Marvela

Narzekania na 4. fazą Marvel Cinematic Universe to już rzecz powszechna. Ze świecą można szukać fana, który byłby w pełni zadowolony z filmów i seriali wypuszczonych od stycznia 2021 roku. Na tydzień przed premierą "Doktor Strange w multiwersum obłędu" czuć jednak narastającą ekscytację. To właśnie od "Doktora Strange'a 2" zależy teraz przyszły los MCU. Będzie klapa czy wielki triumf?

02.05.2022
17:11
doktor strange 2 film marvel co dalej 4 faza mcu
REKLAMA

Film "Doktor Strange w multiwersum obłędu" przybywa w bardzo ważnym momencie dla całego MCU. Ostatnie półtora roku to nie był najłatwiejszy czas dla Marvel Studios. Nowości filmowe nie podbijały box office z takim rozmachem jak filmy z 3. fazy, seriale zbierały bardzo skrajne recenzje, nie brakowało też kontrowersji (np. oszukani zostali fani Kita Haringtona, liczący na jego duży występ w "Eternals"). Wszystko to złożyło się na obraz giganta na chwiejnych nogach, który jest zbyt wielki by upaść, ale też nie bardzo ma na siebie dalszy pomysł.

Nawet sukces "Spider-Man: Bez drogi do domu" nie mógł do końca osłodzić roku małych i większych niepowodzeń, bo Marvel dzielił go z Sony Pictures i to właśnie do tej wytwórni popłynął gros pieniędzy zarobionych w kinach. Tamta produkcja zakończyła się zresztą dosyć wyraźnym odcięciem Petera Parkera od reszty Marvel Cinematic Universe. Trudno więc mówić o jakimś wielkim wpływie "Spider-Mana" na dalszą przyszłość 4. fazy. Cała odpowiedzialność za pokierowanie filmowej serii w odpowiednim kierunku spoczęła na "Doktorze Strange'u 2". Wyjdzie z tego olbrzymi triumf czy zawstydzająca klapa?

REKLAMA

"Doktor Strange w multiwersum obłędu" nie jest już taki tajemniczy. Co wiemy o filmie?

Do niedawna "Doktor Strange 2" cieszył się opinią najbardziej zagadkowej produkcji MCU od czasu "Avengers: Koniec gry". Specjalnie tudzież przez pomyłkę Marvel doprowadził jednak do zmiany takiego stanu rzeczy. W miniony piątek opublikował (i zaraz potem skasował, ale w internecie nic nie ginie) pełen spoilerów spot telewizyjny "Doktor Strange w multiwersum obłędu", który ujawnił naprawdę całe mnóstwo zaplanowanych cameos. Dziś wiemy więc już znacznie więcej na temat postaci mających pojawić się w filmie.

Według wszelkiego prawdopodobieństwa w nowym "Doktorze Strange'u" zobaczymy bohaterów z takich produkcji jak "WandaVision", "What If...?", "X-Men", "X=Men: Przeszłość, która nadejdzie" i "Loki". Dodajmy do tego rozmaite warianty postaci powiązanych ze Stephenem Strange'em i wyjdzie nam z tego mieszanka tyleż wybuchowa, co niełatwa do ogarnięcia w ramach pojedynczej produkcji. Nie dziwię się jednak ekscytacji fanów. Sam od lat nie czekałem z taką niecierpliwością na żaden film Marvel Cinematic Universe. Co oczywiście nie oznacza, że nie mam pewnych obaw.

Doktor Strange 2

Olbrzymia liczba cameos sama w sobie budzi pewien niepokój. Wielokrotnie w ostatnich latach mogliśmy się przekonać, że tanie żerowanie na nostalgii nie prowadzi do niczego dobrego. "Spider-Man: Bez drogi do domu" zrobił takie wrażenie na widzach, ponieważ dał prawie wszystkim postaciom z poprzednich produkcji ważną rolę do odegrania.

Doc Ock, Zielony Goblin, Peterowie z innych uniwersów, nawet Sandman i Elektro - każdy z nich odcisnął swoje piętno na fabule. Właściwie tylko Jaszczur i Matt Murdock zostali tam dopchani na siłę. "Doktor Strange w multiwersum obłędu" stanie przed identycznym wyzwaniem i wcale nie będzie łatwo mu podołać. Wystarczy spojrzeć na przykład "Morbiusa", który kłamliwie obiecywał wiele niespodzianek i w ogóle nie stanął na wysokości zadania.

Marvel desperacko potrzebuje nowego otwarcia. "Doktor Strange 2" podoła wyzwaniu pod kilkoma warunkami.

Mądre gospodarowanie cameos i realne włączenie nowych-starych bohaterów w fabułę to jeden z tych warunków. Drugim na pewno będzie wsparcie naturalnego stylu zatrudnionego reżysera. Marvel nader często robi filmy podobne do siebie jak dwie krople wody. Nawet gdy wydaje się, że dostaniemy coś nowego, potem niemal zawsze kończy się tak samo. "Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni" oraz "Eternals" zapłaciły srogą cenę za ten uniformizm. Na liście mamy jednak też kilka wyjątków. Jon Watts trzymał swoją trylogię "Spider-Mana" na poboczu estetyki MCU, a Taika Waititi i James Gunn zabrali Thora i Strażników Galaktyki w podróż po własnych, niezwykle kolorowych wyobraźniach.

Doktor Strange w multiwersum obłędu - Marvel
REKLAMA

Sam Raimi ma doświadczenie z pracy nad produkcjami superbohaterskimi, ale swoje reżyserskie zęby zjadł na horrorach klasy B. Elementy rodem z kina grozy na pewno wniosłyby sporo świeżości do MCU i na szczęście szefowie Marvel Studios zdają się to rozumieć. Jak podaje Comicbook.com, Kevin Feige podobno bardzo chciał, żeby Marvel zrobił swój pierwszy horror, a "Doktor Strange 2" wydał się idealnym poletkiem dla tej estetyki.

Nawet świetna współpraca z reżyserem i dobry scenariusz nie uratują debiutującej w piątek produkcji przed klapą (przynajmniej w moich oczach), jeśli nie zostanie spełniony ostatni warunek. Marvel musi w końcu zaproponować coś nowego. Jeżeli "Doktor Strange w multiwersum obłędu" nie pokaże zaczątków planu na nowe MCU, to już chyba nikt się tego nie doczekamy. To nowe otwarcie jest niezbędne, a przez cały zeszły rok dostaliśmy szereg pełnometrażowych produkcji niepowiązanych z niczym konkretnym. "Eternals", "Czarna Wdowa" czy "Shang-Chi" kręciły się w kółko bez celu, by na koniec potknąć się o własne nogi. Teraz albo nigdy, Kevinie Feige. "Doktor Strange 2" jest waszą ostatnią szansą.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Zobacz komentarze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA