REKLAMA

Kowboj współczesnego kina. Glen Powell to gwiazda, której brakowało

Glen Powell należy do grona najbardziej rozchwytywanych aktorów ostatnich lat. Wciąż jest uznawany za młody talent, choć zbliża się do czterdziestki. Nie zmienia to jednak faktu, że jest o nim cały czas głośno i to - na szczęście - niemal wyłącznie dzięki jego świetnym zdolnościom.

glen powell aktor felieton
REKLAMA

Stwierdzenie, że Glen Powell ma aurę młodego, charakternego kowboja z Teksasu, nie byłoby specjalnie dalekie od prawdy. A przynajmniej ostatnia część tego zdania: aktor urodził się bowiem właśnie w tym stanie, a konkretniej jego stolicy - Austin. Z miastem związał się także jako uczeń i student, choć w tym drugim przypadku kwestia jest znacznie bardziej skomplikowana. Kariera aktorska Powella sprawiła, że rezygnował ze studiów, a niedawno na nie powrócił w formie uczęszczania na zajęcia przez Zoom. Na ten moment jest niezmiennie na liście studentów. Dla mnie zaś jest na liście najciekawszych aktorów ostatnich lat.

REKLAMA

Teksański chłopak dostrzeżony przez wielkich

Gdy ja miałem dwa lata, Glen Powell miał już na swoim koncie pierwszą rolę aktorską - w 2003 roku zadebiutował bowiem w "Mali Agenci 3D: Trójwymiarowy odjazd". Kolejne lata upływały pod znakiem zróżnicowanych projektów. Z jednej strony grywał dość niewielkie role, z drugiej zaś, robił to u boku dużych nazwisk. W "Historii Wendella Bakera" dzielił plan z Owenem Wilsonem, w "Fast Food Nation" partnerował Luisowi Guzmanowi i Patricii Arquette, dostał rolę u samego Denzela Washingtona w reżyserowanym przez niego "Klubie dyskusyjnym", występował też w skromnych, telewizyjnych rolach. Zapewne sam Powell nie przypuszczał jeszcze, jak wielka kariera go czeka.

Jednym z powodów, dla których mógł i powinien był tak myśleć, był angaż w "Mroczny rycerz powstaje". Oczywiście, kto pamięta, wie, że Powell zagrał tam małą, ale widoczną rolę bankiera, który dostaje, mówiąc literacko, oklep od Bane'a. Styczność z Christopherem Nolanem była zapewne sygnałem dla aktora, że pisane jest mu wielkie kino i przy odpowiednim połączeniu talentu ze szczęściem, będzie miał gdzie spożytkować swój potencjał. Słowo się rzekło - w "Niezniszczalnych 3" ponownie spotkał się z Antonio Banderasem i Sylvestrem Stallonem (po 11 latach od "Małych Agentów 3D"), wystąpił w "Seksie według Eda", dostał też jedną z głównych ról w serialu "Królowe krzyku". Budował sobie pozycję aktora idealnego do wcielania się w charakternych, młodych mężczyzn.

Choć jego największy sukces u boku Richarda Linklatera wydarzy się dopiero później, Powell spotkał się z nim już w 2016 roku, gdy reżyser nakręcił "Każdy by chciał!!" - komedię o młodych, wkraczających w dorosłość teksańskich bejsbolistach. Wcielił się tam w Walta Finnegana i był to ruch zdecydowanie udany - wraz z Blake'em Jennerem i Zoey Deutch jest wymieniany jako jeden z najlepszych aktorów występujących w tej produkcji. Na drugim planie znalazł się jeszcze w "Ukrytych działaniach", w których wcielił się astronautę Johna Glenna, dał się zauważyć również w "Swatamy swoich szefów", gdzie ponownie spotkał się z Deutch. To nie była wielce wybitna rola, ale niedługo po niej rozpoczął się prawdziwy rollercoaster.

Od wkurzającego pilota do policyjnego kameleona

Powrót do szyldu "Top Gun" wiązał się dla twórców filmu nie tylko ze sporą odpowiedzialnością popkulturową, ale również z koniecznością wprowadzenia nowej, świeżej krwi. Glen Powell początkowo ubiegał się o rolę "Roostera" - syna "Goose'a", którego ostatecznie zagrał Miles Teller. Ten wybór miał zniechęcić aktora do dalszej walki o udział w projekcie, mimo iż zaproponowano mu rolę "Hangmana". Co przesądziło? Telefon o samego Toma Cruise'a. Dobrze, że legendarny aktor użył swojego telefonu, ponieważ efektem tego mamy świetne zagospodarowanie drugiego planu przez Powella, którego bohater jest wkurzający, zarozumiały, energiczny, ale mający w sobie pewną ciekawą głębię. To właśnie w tym filmie po raz pierwszy dostrzegłem w aktorze aurę przyszłej wielkiej gwiazdy.

W zasadzie od 2023 roku Glen Powell uprawia istny filmowy maraton, udowadniając, że w jego przypadku ilość i jakość nie muszą się wykluczać. Zachwycił w komedii romantycznej "Tylko nie Ty", gdzie nie dość, że świetnie dopełnił się z partnerującą mu Sydney Sweeney, to sam stworzył świetną kreację faceta, który tłumi w sobie swoje uczucia, boi się zranienia, a przy okazji dysponuje wyjątkową charyzmą i poczuciem humoru. To kreacja pełna czaru, ale również wrażliwości. Powell wyłapał rewelacyjny balans pomiędzy tymi dwoma elementami.

Później przyszła pora na zapowiedziane już wcześniej, ponowne zjednoczenie Powella z Linklaterem. Panowie stworzyli razem (aktor był też producentem wykonawczym i współscenarzystą) "Hit Mana" - pomysłowy, energiczny i błyskotliwy film, w którym Powell zagrał Gary'ego Johnsona - pracownika policji, którego zadanie pod przykrywką staje się bardziej skomplikowane, niż przypuszczał. Wówczas Powell pokazał tak wyjątkową aktorską sprawność, że chyba na dobre przestano widzieć w nim wyłącznie przystojniaka do mało ambitnych ról - Glen Powell ewoluował w gwiazdę, z którą trzeba się liczyć. Ten status potwierdził się tylko, gdy nominowano go do Złotego Globu za rolę w "Hit Manie".

Obecność Powella w danym projekcie zaczęła być czynnikiem podnoszącym jego poziom. Tak było z "Twisters", gdzie jako Tyler Owens, buzujący urokiem maczo-streamer z szelmowskim uśmiechem i nieco większą głębią, niż się wydaje rozsadzał ekran charyzmą za każdym razem, gdy pojawiał się na nim - czy to samemu, czy u boku Daisy Edgar-Jones. Tak było również z "Uciekinierem" Edgara Wrighta. Tytułowy bohater, w którego Powell się wcielił, to szarak ze slumsów, wściekły na otaczającą go rzeczywistość i zarazem niechcący pozować na ikonę ludu, niezależnie od poziomu poparcia społecznego mający jeden cel - wygrać i wrócić do rodziny. Aktor świetnie uoasabia gniew i determinację Bena, ma doskonałą i sprawdzającą się w tego typu kinie energię, stojącą jednocześnie daleko od archetypu herosa. To kolejna świetna rola Powella, potwierdzająca, że ma gust do projektów, które dają mu podzielić się ze światem swoimi zdolnościami. Nie wolno również zapominać o magnetycznej, serialowej, tytułowej kreacji w "Chadzie Powersie".

Przyszłość rysuje się w jasnych barwach. Co jeszcze pokaże Glen Powell?

Na ekrany kin właśnie wchodzi "Przepis na morderstwo", w którym Glen Powell gra Becketa Redfellowa - mężczyznę, którego matkę wydziedziczono z obrzydliwie bogatej rodziny, a który decyduje się "przystrzyc drzewo genealogiczne", by zbliżyć się do fortuny. A to nie koniec jego bieżących projektów. Powell właśnie użyczył głosu Foxowi McCloudowi w "Super Mario Galaxy Movie", ma wystąpić w "The Great Beyond u boku Jenny Ortegi, Emmy Mackey i Samuela L. Jacksona (a wszystko w reżyserii J. J. Abramsa), do swojej najnowszej komedii zaangażował go (wraz z Cristin Millioti) sam Judd Apatow.

Warto również wspomnieć o tym, że to właśnie Powell wygrał zaciekły bój o prawa do wyprodukowania nowej "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną" i będzie współpracował z A24 oraz JT Mollnerem (reżyserem "Strange Darling" i scenarzystą "Wielkiego marszu"), by osiągnąć ten cel. Pozostaje trzymać kciuki, by każdy z tych projektów wynosił Powella na jeszcze lepszy poziom - a już jest bardzo wysoko...

Najnowszy film z udziałem Glena Powella, "Przepis na morderstwo", można oglądać w kinach od 10 kwietnia.

REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-12T11:45:23+02:00
Aktualizacja: 2026-04-12T10:11:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-12T09:42:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-12T08:12:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-11T19:09:05+02:00
Aktualizacja: 2026-04-11T08:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-10T19:03:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA