Wokół hasła "jedz, módl się, kochaj" narodziła się cała filozofia, której zadaniem jest wyprowadzić jednostkę z kryzysu - psychicznego, egzystencjonalnego bądź obu naraz. Nowa niemiecka komedia familijna twierdzi, że zamiast miłości wystarczą psy. Dlatego zmienia "kochaj" na "szczekaj" i pokazuje terapię na cztery łapy.

Właściwie to "Jedz, módl się, szczekaj" przedstawia terapię na 16 łap. Bo mamy cztery psy i piątkę ich właścicieli. Choć bardziej na miejscu powinno się chyba napisać... przyjaciół? Rodziców? Opiekunów? Bo stojący za kamerą Marco Petry opowiada o ludziach z psieckami bądź dopiero z ideą psiecka się oswajających. A żeby dojść do narzuconego im celu muszą oczywiście uleczyć siebie. O czym wprost mówi im genialny treser Nodon.
W "Jedz, módl się, szczekaj" psy nie są pełnoprawnymi bohaterami. Nie przechodzą żadnej zmiany, bo nie muszą. Przecież wszyscy wiemy, że są idealne. Dzięki temu Petry wykorzystuje je jako narzędzia terapeutyczne. Każda z postaci ma bowiem swoje problemy do przepracowania. Ursula - polityczka, która przypadkiem palnęła na antenie, że nienawidzi psów, musi teraz się jednym opiekować, aby odzyskać względy opinii publicznej. Neurotyczna Babs chce wymusić na czworonożnym Torstenie posłuch, aby nikt jej go nie zabrał. Małżeństwo homoseksualistów ciągle się przez swojego psa kłóci. A Hakan potrzebuje wybaczyć wycofanej Roxy dawny grzech i - jak sam mówi - tchórzostwo.
Jedz, módl się, szczekaj - recenzja nowej komedii Netfliksa
Jak widać, ludzcy bohaterowie też nie są pełnokrwistymi postaciami. To raczej archetypy z jedną, maksymalnie dwoma funkcjami do spełnienia w całej fabule. W dodatku wymuszonymi. Bo choć "Jedz, módl się, szczekaj" opowiada o osobach w kryzysie, w żadnym wypadku nie szuka głębi psychologicznej. Woli pływać po gatunkowych płyciznach i familijnych uproszczeniach, żeby dostarczyć widzom odrobiny rozrywki do kotleta.
Scenariuszowo niemal wszystko jest na swoim miejscu. Zwroty akcji przychodzą jednak ze sporym opóźnieniem. A mimo to i tak nie udaje się ich uzasadnić. W końcu fabuła płynie bardzo jednostajnie. Nie potrafi wykrzesać jakichkolwiek emocji, bo bohaterowie po paru krótkich rozmowach przechodzą po prostu zmiany. Na słowo honoru musimy przyjąć, że ich katalizatorem jest Nodon, który przyjął imię celtyckiego boga, choć w rzeczywistości z Celtami nie ma nic wspólnego. Oto najmroczniejsza tajemnica "Jedz, módl się, szczekaj". Nawet gdyby nie została szybko zdradzona, to domyślilibyście się jej w pięć sekund. Film porusza się przecież po zajechanych już torach fabularnych. Nie ma przy tym blockbusterowych aspiracji, jak wysokobudżetowe widowiska Netfliksa. Ba! Nie posiada nawet streamingowych ambicji. To produkcja z ducha telewizyjna - płaska, płytka, tania, urocza do przesady.
Scena, w której Nodon wychodzi w zwolnionym tempie z jeziora przy dźwiękach Careless Whisper, to jedyna posiadający jakikolwiek przejaw pomysłu, charakteru. Przejaw! Bo ogólnie to też świszcząca klisza. Petry z innych nie korzysta. Dlatego nie trzeba uważnie filmu oglądać, aby domyślić się, co zdarzy się za chwilę. Wszelkie konflikty i dramy rozwiązywane są jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. W tego typu rozrywce wszystko musi przecież zmierzać ku happy endowi. Nie ma innej opcji. Dostajemy produkcję, która ma nam dać poczucie komfortu.
Siła "Jedz, módl się, kochaj" tkwi jedynie w psach. Czworonożne stworzenia może i trochę bałaganią i szaleją, ale przecież nie sposób się na nie gniewać. Są tak urocze, że doskonale komponują się z pięknymi widokami tyrolskich gór, który Petry przygląda się z nabożną czcią. Dzięki temu w tych pejzażach faktycznie jest coś kojącego, majestatycznego i uwodzącego. Ale wciąż nie są wystarczającym fundamentem dobrego filmu. Nawet komedii familijnej, mającej lecieć gdzieś w tle podczas pogaduszek z rodziną.
"Jedz, módl się, szczekaj" zostało skonstruowane w taki sposób, aby każdy połapał się w tym co się dzieje, dlaczego się dzieje i po co się dzieje, choćby sporadycznie spoglądał na ekran. Z przewijającymi się ciągle psami i widokami jak z pocztówek zmienia się jednak w szantaż emocjonalny. Nie może się nie podobać, bo nie w nim nic, co miałoby się nie podobać. A jednak jest podane w tak przesłodzony sposób, że mdłości to jedyna reakcja, jaką może wywołać.
Więcej o Netfliksie poczytasz na Spider's Web:
- Najlepsze polskie produkcje Netfliksa. 10 hitów na 10 lat serwisu w naszym kraju
- Widzowie już są wkurzeni na 5. sezon Bridgertonów. A ja razem z nimi
- K-popowe łowczynie demonów 2 mają dla was złą wiadomość. Kiedy premiera?
- Nie mogę uwierzyć, że widzowie Netfliksa rzucili się na ten film
- Hicior z Clintem Eastwoodem trzeba znać. Na Netfliksie nie trzeba dopłacać
- Tytuł filmu: Jedz, módl się, szczekaj
- Rok produkcji: 2026
- Czas trwania: 91 minut
- Reżyser: Marco Petry
- Aktorzy: Alexandra Maria LaraDevid StriesowAnna Herrmann
- Nasza ocena: 4/10
- Ocena IMDB: 5,7/10



















