Zazwyczaj nietrudno rozszyfrować, dlaczego dany film czy serial zdobył podium na liście TOP 10 najpopularniejszych nowości na Netfliksie. A jednak ten przypadek jest dla mnie zagadką.

„Przeklęta woda” to taki typowy straszakowy produkcyjniak od Blumhouse Productions. Wiadomo: ma być budżetowo, inwestycja ma się błyskawicznie zwrócić, a większe ambicje nikogo tam nie obchodzą.
Główny bohater filmu to emerytowany baseballista, który pragnie zacząć swe życie od nowa. Przeprowadza się zatem z rodziną do nowego domu, nie mając pojęcia, że w jego basenie czai się coś złego (poważnie: dokładnie tak prezentuje się punkt wyjściowy filmu).
No i udało się: film powstał za około 15 mln dol., a zarobił globalnie ok. 55 mln, co oznacza finansowy sukces - produkcja odzyskała równowartość wkładu i wygenerowała zysk, wpisując się zatem w model Blumhouse’a polegający na minimalizowaniu ryzyka przy umiarkowanych przychodach. To spory fart, biorąc pod uwagę fakt, że ekonomicznej skuteczności wcale nie towarzyszy artystyczna jakość. Przeciwnie: odbiór filmu był bardzo, bardzo chłodny. Zarówno dziennikarze, jak i publiczność nie zostawiali na nim suchej nitki. Co ciekawe, mimo tego, że już sam pomysł wejściowy i zwiastuny wręcz krzyczały, że „Przeklęta woda” to paździerz, bilety nie sprzedawały się najgorzej.
A teraz tytuł powtarza sukces w streamingu, przyciągając uwagę polskich widzów. Czym? Trudno powiedzieć.
Przeklęta woda - co oglądają subskrybenci Netfliksa?
Jeden z najczęściej powtarzających się zarzutów względem filmu dotyczy już samego punktu wyjścia: „nawiedzony basen” okazał się dla wielu odbiorców pomysłem balansującym na granicy autoparodii. Nie inaczej jest, jak się okazuje, z próbą wcielenia go w życie: ten film, zamiast budować grozę, często wywołuje niezamierzony komizm.
Drugi problem to sposób straszenia. W „Przeklętej wodzie” dominują tanie jump scare’y, którym nie towarzyszy żaden suspens czy atmosfera. To zresztą dość klasyczny zarzut wobec słabszych horrorów Blumhouse: ich twórcy w nosie mają skrupulatne budowanie poczucia niepokoju czy wynikającego z dramaturgii napięcia.
Dalej: konstrukcja scenariusza. Tonalna chwiejność, nielogiczne (rzecz jasna) zachowania bohaterów, pourywane wątki, ogólna fabularna miałkość. W istocie cała treść filmu mogłaby być krótkometrażówką - widz nie straciłby właściwie nic.
A co się chwali? Cóż, prawdę mówiąc, to prawie nic (19 proc. pozytywnych ocen od krytyków i 42 proc. od widzów to wyniki, które mówią same za siebie) - może za pewnych wyjątkiem elementów strony wizualnej. Pojedyncze sceny pod wodą, operowanie przestrzenią i światłem, uznaje się za względnie sugestywne i potencjalnie interesujące formalnie.
Film bywa też określany jako „okej” do obejrzenia „dla zabicia czasu” - lekki, nieskomplikowany, momentami nawet zabawny w usiłowaniu zachowania powagi względem tej absurdalnej historii. Nie ma tu jednak mowy ani o filmie „tak złym, że aż dobrym” (który miałby szansę obrosnąć kultem), ani naprawdę śmiesznym, a już na pewno nie strasznym. Skąd zatem wzięło się zainteresowanie subskrybentów Netfliksa akurat tym tytułem, gdy do wyboru jest cała masa znacznie, znacznie lepszych obrazów, a ten nie jest ani produkcją świeżą (debiutował w 2024), ani specjalnie promowaną przez platformę? Cóż, czasem po prostu wystarczy atrakcyjny kafelek w serwisie streamingowym, by zachęcić niekojarzących tytułu, niczego nieświadomych subskrybentów. Podejrzewam, że większość z nich spotkała raczej nieprzyjemna niespodzianka.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Nowy film akcji z Jasonem Stathamem dokopał się na VOD. Przed chwilą leciał w kinach
- Amazon Prime i Apple TV w ofertach Plusa i Polsat Box. Potężny nowy pakiet
- Harry Hole pojawi się w Białym Lotosie. Osobiście
- Serialowa adaptacja klasyki literatury wpadła na VOD. Nie da się oderwać
- Thriller kryminalny z Hemsworthem trafi do Prime Video. Kiedy? Szybko



















