REKLAMA

Thriller Łup od Netfliksa popełnia ciężki grzech. Ale i tak ogląda się go świetnie

Niewykorzystania jednego z aktorów nie potrafię nowemu dreszczowcowi Netfliksa wybaczyć. Choć nie ma co ukrywać, że "Łup" ogląda się bardzo dobrze. Świetnie potrafi bowiem zwodzić i oszukiwać widzów. Łatwo więc dać mu się porwać.

OCENA :
6/10
łup dreszczowiec netflix recenzja co obejrzeć opinie
REKLAMA

"Łup" ma jedną wspaniałą cechę, której inne filmy (szczególnie właśnie Netfliksa) mogą mu pozazdrościć. Stojący za kamerą Joe Carnaham w prosty sposób zabija nudę przydługich i mało atrakcyjnych wizualnie scen dialogowych. Już na samym początku wchodzimy na komisariat policji, gdzie porucznik Dane Dumars właśnie rozmawia o zabójstwie kapitanki wydziału narkotykowego. Cięcie. Jego współpracownik odpowiada na pytania federalnych. Cięcie. Przeskok na inną przesłuchiwaną osobę. Cięcie. Kolejny detektyw. Cięcie. I jeszcze jeden. Czuć nerwową atmosferę. Dynamiczny montaż sprawia, że ekspozycja podana przez gadające głowy nabiera rumieńców. Wydaje się wręcz pełna akcji, choć dopiero na jej koniec dostajemy bójkę między sierżantem JD Byrne'em a jednym z agentów. W dodatku niedługą, taką co rozbudza jedynie apetyt na więcej. Ale to więcej nie nadchodzi.

"Łup" to nie jest jeden z tych taśmowo produkowanych przez Netfliksa akcyjniaków, żeby strzelanina goniła strzelaninę, wybuchów nie brakowało, a pomiędzy bohaterowie rzucali jeszcze żartami. Carnaham stawia na klimat, skręcając w stronę mrocznego thrillera. Dlatego Dane przerywa chillerkę współpracowników przy grillu, żeby wspólnie sprawdzili obywatelski donos. Jadą do dziupli, w której myślą, że znajdą co nawyżej kilkaset tysięcy dolarów. Ale na miejscu odkrywają wypełnione kasą beczki. Od tej pory każdy z nich ma 20 milionów powodów, aby zdradzić swoich współpracowników.

REKLAMA

Łup - recenzja nowego dreszczowca Netfliksa

Wygląda to mniej więcej tak że bohaterowie najpierw gadają, jacy to są biedni, jak nie ma pieniędzy, żeby płacić im za nadgodziny, a później zastanawiają się, na co wydaliby chociaż drobną część znalezionego łupu. Atmosferę zagęszczają tajemnicze telefony, w których ktoś im grozi. "Weźcie ile chcecie i macie 30 minut, aby opuścić dziuplę, albo zginiecie" - brzmi ostrzeżenie. To wciąż jednak słowa, słowa i jeszcze raz słowa. Policjanci się przekrzykują, ciągle mówią podniesionym głosem, jakby sami siebie przekonywali, że atmosfera jest napięta, choć na ekranie tak naprawdę nic się nie dzieje. Carnaham za bardzo lubuje się w dialogach, ale umiejętności utrzymywania naszej uwagi wciąż nie można mu odmówić.

Pomaga mu w tym już nie tylko dynamiczny montaż, ale też operator Juan Miguel Azpiroz. Jego zdjęcia nadają opowieści ciężkości. Akcja ciągle rozgrywa się w półmroku, noc za oknem dziupli zdaje się nieprzenikniona, a migająca lampa nad wyraz złowieszcza. Dzięki temu "Łup" się ogląda, nawet jeśli Carnaham przerzuca nasze podejrzenia, kto jest kretem i odpowiada za śmierć kapitanki, z jednego policjanta na drugiego. Całkiem sprawnie myli wtedy tropy, ucinając sceny, aby powrócić do nich po czasie. W efekcie udaje mu się wzbudzić wątpliwości, czy przypadkiem nie mamy do czynienia z jednym z tych rzadkich filmów, w których wcielający się w główne role Matt Damon albo Ben Affleck przełamują wizerunek grzecznych chłopców.

Gdy przychodzi czas, żeby Carnaham odpowiedział na to pytanie, zaczyna się zabawa. Dostajemy walki, strzelaniny, pościgi, wybuchy. Wreszcie coś się naprawdę dzieje, a nie jest nam tylko wmawiane, że się dzieje. Problem w tym że sceny akcji są dość płaskie. Reżyser nie wybija się ponad przeciętność, jak w "Przetrwaniu" czy "Pod ostrzałem". To poziom "Shadow Force" - chaos podbity brakiem wyrazistości. Zamiast chociaż jednego mocnego uderzenia, które wbiłyby nas w fotel, dostajemy szereg sekwencji, dających się zbyć wzruszeniem ramion. Nie tego należałoby się spodziewać z taką obsadą.

Pierwsze skrzypce w "Łupie" grają oczywiście Damon i Affleck. Kłócą się, współpracują i znowu kłócą, aby potem współpracować. Pozwala to zaistnieć na ekranie kumpelskiej chemii. Jakkolwiek urokliwa by ona nie była, reżyser za bardzo zapatruje się w odtwórców głównych ról, pomijając całkowicie Scotta Adkinsa. Jak ma się kogoś takiego w obsadzie, można go nawet wsadzić w fat suit, jak w "Johnie Wicku 4", ale trzeba mu pozwolić się naparzać. Nie bez powodu wykopał sobie miano jednej z największych obecnie gwiazd b-klasowego kina akcji. Przecież nawet w "Dziennej zmianie" potrafił skraść całe show, gdy robił piruety, kopiąc wampirom tyłki. Tutaj bierze udział tylko w tej nędznej bójce na początku. W pozostałych nielicznych scenach to najwyżej odskakuje przed nadjeżdżającym pojazdem.

Być może przemawia przeze mnie fan, ale jestem przekonany, że lepsze (jakiekolwiek?) wykorzystanie Adkinsa mogłoby "Łupowi" pomóc wypłynąć ponad przeciętność znacznie wyżej. Otrzymujemy film, który ogląda się dobrze, ale traci na nieco głębszych analizach. Nada się na seans w piątkowy wieczór i nie zapomni się o niej od razu, ale w sobotę pozostaną po niej mgliste wspomnienia. Do niedzieli znikną nawet one.

Ustaw Spider’s Web jako preferowane medium w Google

Więcej o nowościach Netfliksa poczytasz na Spider's Web:

REKLAMA
"ŁUP" OBEJRZYSZ NA:
  • Tytuł: Łup
  • Rok produkcji: 2026
  • Czas trwania: 112 minut
  • Reżyser: Joe Carnaham
  • Aktorzy: Matt Damon, Ben Affleck, Scott Adkins
  • Nasza ocena: 6/10
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-01-15T17:02:35+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T16:34:39+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T14:51:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T14:16:31+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T09:56:02+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T07:37:40+01:00
Aktualizacja: 2026-01-14T19:59:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-14T17:41:23+01:00
Aktualizacja: 2026-01-14T15:32:36+01:00
Aktualizacja: 2026-01-14T13:17:15+01:00
Aktualizacja: 2026-01-14T09:32:51+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T18:59:07+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T14:00:05+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T13:09:36+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T11:20:38+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA